Ukarali go milczeniem

Guareschi w swoich artykułach nie pozostawiał suchej nitki na komunistach, których wpływy po II wojnie światowej we Włoszech nieustannie rosły.

Reklama

Chociaż Giovanni Guareschi światową sławę zyskał dzięki serii filmów opartych na jego opowiadaniach o Don Camillo, we Włoszech był postacią poważaną i znaną już wcześniej. Był dziennikarzem, redaktorem pisma satyrycznego „Candido”, pisarzem i utalentowanym karykaturzystą. Książki Guareschiego stały się best­sellerami, cieszył się ogromną popularnością wśród czytelników, natomiast akademicka krytyka traktowała jego twórczość z dystansem. Dlaczego? Był całkowicie niezależny w swoich poglądach i jednocześnie był człowiekiem głębokiej wiary. Popierał monarchię i nienawidził komunizmu, czego dawał wyraz w swojej prozie, rysunkach satyrycznych i publicystyce. A tego lewicowi intelektualiści nie mogli mu wybaczyć. – Kulturalny establishment ukarał go po śmierci najmocniejszą bronią. Była nią cisza. Ta głucha cisza trwała do początku lat 80., kiedy nacisk czytelników sprawił, że zaczęto znowu wydawać jego książki – mówił w wywiadzie dla magazynu „Rosebud” Albert Guareschi, syn pisarza. Autor opowiadań o Don Camillo był jedynym publicystą, który w powojennych Włoszech trafił do więzienia za obrazę premiera.

Potrójnym idiotą byłem ja

Giovanni Guareschi urodził się w 1908 roku w Fontanelle di Roccabianca koło Parmy. Matka była nauczycielką w wiejskiej szkole, ojciec prowadził mały sklep. W czasie kryzysu ekonomicznego w latach 20. rodzina straciła wszystkie pieniądze. Guareschi nie mógł kontynuować studiów prawniczych, podejmował się różnych dorywczych prac, aż wreszcie na dobre zajął się dziennikarstwem. W 1929 roku został redaktorem „Corriere Emiliano”, a w 1936 objął stanowisko redaktora naczelnego satyrycznego czasopisma „Bertoldo”. Równie dobrze jak piórem posługiwał się ołówkiem. Redakcyjną karierę zakończył w 1943 roku. – Pewnej nocy 1942 roku kompletnie się urżnąłem, bo mój brat właśnie zaginął w Rosji i niczego nie mogłem się o nim dowiedzieć. Tamtej nocy strasznie hałasowałem na ulicach Mediolanu i wykrzykiwałem słowa, które następnego ranka, po aresztowaniu mnie przez Urząd Polityczny, znalazłem zapisane na dwóch stronicach protokołu. Żeby się mnie pozbyć, powołano mnie do wojska. 9 września 1943 roku, kiedy zaczęło się całe zamieszanie, zostałem wzięty do niewoli przez Niemców w Aleksandrii – wspominał pisarz. W wojsku ukończył kurs artyleryjski i awansował na porucznika, ale jego żołnierska kariera trwała krótko.

Po podpisaniu przez Włochy zawieszenia broni z aliantami Niemcy rozbroili i uwięzili włoskich żołnierzy. W listopadzie Guareschi został przetransportowany do Częstochowy, gdzie w budynkach sanktuarium Matki Boskiej oczekiwał na rozlokowanie do obozów. Trafił do Beniaminowa i spędził tam ostrą zimę na przełomie 1943 i 1944 roku. Niemcy uważali Włochów za zdrajców i traktowali ich bezwzględnie, niewiele lepiej niż jeńców rosyjskich. Wraz z rozwojem sytuacji na froncie Włochów przenoszono do innych obozów, a Guareschi wrócił do kraju dopiero we wrześniu 1945 roku. Swoje obozowe doświadczenia opisał w „Moim sekretnym dzienniku 1943–1945”: „Nie byliśmy zwierzętami, które zamykają się w swoim egoizmie. Głód, brud, zimno, choroby i desperacka tęsknota za naszymi domami i rodzinami, przygnębienie z powodu nieszczęść naszego kraju nie mogły osłabić naszego ducha. Nie zapominaliśmy, że jesteśmy cywilizowanymi ludźmi, spadkobiercami naszej przeszłości”.

„Bertoldo”, którego Guareschi był szefem, stał się ofiarą wojny. Pisarz wraz z częścią dawnego zespołu w 1946 roku założył nowy magazyn – „Candido”. Podobnie jak „Bertoldo”, tygodnik publikował materiały literackie, komentarze, karykatury i komiksy. Zmieniła się jednak sytuacja polityczna, bo za rządów Mussoliniego nie można było brać na cel polityków i jedynie słusznej ideologii. Guareschi był i pozostał monarchistą, powstanie republiki i abdykację króla przyjął z żalem. Jako redaktor „Candido” Guareschi w swoich artykułach nie pozostawiał suchej nitki na komunistach, których wpływy we Włoszech nieustannie rosły. Tygodnik Guareschiego z miejsca zyskał popularność, jego nakład przekroczył 400 tysięcy egzemplarzy. Nie ma wątpliwości, że przyczynił się do przegranej komunistów w wyborach w 1948 roku. Jego satyryczne rysunki przedstawiały komunistów jako odhumanizowane, podobne małpom istoty z trzema nozdrzami. To trzecie według autora pozwalałoby na łatwe odprowadzanie materii mózgowej i szybszy odbiór dyrektyw Partii Komunistycznej. – W roku 1950 przywódca włoskich komunistów, pan Palmiro Togliatti, w publicznym wystąpieniu w La Spezii dał się ponieść nerwom i nazwał „potrójnym idiotą” tego mediolańskiego dziennikarza, który wymyślił bohatera o „trzech nozdrzach”. Tym idiotą, i to potrójnym, byłem ja i uznałem to za największe wyróżnienie w mojej karierze dziennikarza politycznego – wspominał Guareschi, który później nie oszczędzał również chadeków, zarzucając im wiele błędów.

Zbrodnia i kara

W tej antykomunistycznej kampanii prowadzonej przez tygodnik niemałą rolę odegrał Don Camillo. Proboszcz „narodził się” w 1946 roku i z miejsca stał się najpopularniejszym księdzem we Włoszech. Pierwsza antologia cyklu „Mały światek Don Camillo” ukazała się w 1948 roku i zawierała opowiadania ukazujące się na łamach „Candido” od grudnia 1946 do grudnia 1947 roku, czyli w czasie, kiedy rosły obawy, że komuniści obejmą władzę. „Miejscem opowiadań są moje strony: Nizina Parmeńska, Równina Emiliańska nad brzegami Padu. Postacie są prawdziwe, a sytuacje tak prawdopodobne, że nie upływał miesiąc albo dwa od wymyślenia jakiejś historii, a przydarzała się ona naprawdę i czytało się o niej w gazetach…” – pisał autor w przemowie do jednej z antologii. „Kiedy bowiem napisałem historię Peppone, który dla pozbycia się samolotu, zrzucającego podczas wiecu dywersyjne ulotki, wyciąga ze stodoły karabin maszynowy, to jednak nie pozwoliłem mu wystrzelić. Dajmy się ponieść fantazji. Ale dwa miesiące później w Spilimbergo komuniści nie tylko strzelali do samolotu, który zrzucał antykomunistyczne ulotki, ale go zestrzelili”.

Proboszcz Camillo jest postawnym i silnym mężczyzną, w razie potrzeby potrafi użyć swoich twardych pięści. Nie znosi komunizmu, pozostaje w nieustannym konflikcie z komunistycznym burmistrzem miasteczka, Peppone. Obaj mają za sobą działalność w antyfaszystowskim ruchu oporu. Don Camillo nie może pogodzić się z faktem, że komuniści wygrali wybory, jest właściwie jedynym reprezentantem opozycji w swoim miasteczku. Często reaguje zbyt impulsywnie i nie wiadomo, czym skończyłyby się jego działania, gdyby nie interwencja Jezusa wiszącego na krzyżu w kościele Don Camillo. Ukrzyżowany Jezus jest trzecim bohaterem opowiadań cyklu. To On rozmawia z Don Camillo i wykazuje większe zrozumienie ludzkiej duszy niż dobry, ale porywczy ksiądz. ­Guareschi napisał łącznie 347 opowiadań cyklu, część z nich została wydana w Polsce.

Książki Guareschiego stały się bestsellerami, nic więc dziwnego, że zainteresowały producentów filmowych. Już w 1952 roku przystąpiono do ekranizacji „Małego światka Don Camillo”. Reżyserię powierzono Julienowi Duvivierowi, znakomitemu francuskiemu reżyserowi, który w swoich filmach często poruszał tematykę religijną. Jego „Golgota” była pierwszym dźwiękowym filmem o Jezusie w historii światowej kinematografii. Duvivier, ekranizując opowiadania Guareschiego, do roli tytułowej zaangażował znakomitego francuskiego komika, Fernandela. Jednak wybór reżysera nie spodobał się związkom zawodowym opanowanym przez komunistów, co doprowadziło do przerw w produkcji. Film jednak ukończono i stał się międzynarodowym hitem. Do 1965 roku nakręcono kolejne cztery filmy z Fernandelem. Ten sukces zwiększył jeszcze popularność twórcy Don Camillo. Pisarz przeżywał wtedy trudne chwile, których przysporzyły mu procesy sądowe.

W 1950 roku „Candido” opublikował satyryczny rysunek ośmieszający prezydenta republiki Luigi Einaudiego. Guareschi nie był co prawda jego autorem, ale jako wydawca został ukarany więzieniem w zawieszeniu. Cztery lata później trafił jednak do więzienia, bo w tygodniku ukazały się faksymilia listów napisanych w latach wojny przez Alcide De Gasperiego, byłego premiera, w których ten domagał się, by alianci zbombardowali Rzym w celu „demoralizacji kolaborujących z Niemcami”. De Gasperi twierdził, ze list jest fałszywką, a sąd skazał pisarza na rok więzienia. Guareschi nie apelował. Część kary spędził w więzieniu, a resztę w domu. Pogarszał się też stan jego zdrowia. Zrezygnował z funkcji reaktora „Candido”, pozostając jego współpracownikiem. Zmarł w 1968 roku. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama