Swój chłop

Dlaczego Jerzemu Ziętkowi postawiono pomnik w III RP? Czy ci, którzy go chwalą, wiedzą, że jako jedyny dygnitarz partyjny w PRL brał osobiście udział w wyrzuceniu biskupów katowickich z ich diecezji – ramię w ramię z funkcjonariuszami bezpieki?

Reklama

Ustawa dekomunizacyjna, nakazująca zmianę nazw ulic oraz urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, mostów i placów, noszących dotąd nazwę osób propagujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, została uchwalona w przekonaniu, że przestrzeń publiczna kreuje wzory i pożądane postawy, a więc ma także wymiar edukacyjny. Celem jest zbudowanie w niej czytelnych znaków, mających określać naszą tożsamość z perspektywy państwa wolnego, suwerennego, biorącego pełną odpowiedzialność za kształtowanie własnej tradycji i kanonu wartości. Czy w tym kanonie jest miejsce także dla gen. Jerzego Ziętka? Człowieka, który rządził Śląskiem już w najgorszych czasach stalinowskich, czasach prześladowań duchowieństwa, w których osobiście brał czynny udział?

Nasz Jorg

Jego zwolennicy, a jest ich niemało, o czym może świadczyć wysoka pozycja Ziętka w różnych rankingach i medialnych plebiscytach, nie mają wątpliwości. Podkreślają przy okazji przede wszystkim, że jako wojewoda katowicki był świetnym menedżerem, a nawet wizjonerem wyprzedzającym swoje czasy, o czym mogą świadczyć takie sztandarowe inwestycje (słusznie wiązane z jego nazwiskiem) jak Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, Hala Widowiskowo-Sportowa w Katowicach, czyli popularny Spodek, kompleks szpitali i ośrodków rehabilitacyjnych w Ustroniu Śląskim czy szpital dziecięcy w Rabce.

Pozostawiając na boku pytanie, czy rzeczywiście osoba Ziętka była decydująca dla ich powstania, bez wątpienia można stwierdzić, że na tle całego legionu komunistycznych miernot, zajmujących przez 45 lat najważniejsze stanowiska w naszym kraju, Ziętek wyróżniał się racjonalnością, uczciwością i gospodarskim podejściem do rozwiązywanych problemów. Na tle pierwszego sekretarza KW PZPR w Katowicach w latach 70. Zdzisława Grudnia, wyjątkowego troglodyty, oraz otaczającej go kamaryli, był postacią pozytywną. Rozumiał – jako jeden z nielicznych ludzi ówczesnej partyjnej nomenklatury – potrzebę budowania dobrych relacji z tzw. prostym człowiekiem. Stąd utrwalane i powielane po latach anegdoty o jego gwarowych odzywkach, niezapowiedzianych gospodarskich wizytach w różnych nieoczekiwanych miejscach czy trafnych ripostach, niemieszczących się w konwencji zachowań przeciętnego partyjnego dygnitarza. Ale wyłącznie w tym kontekście i na tym tle można mówić o nim pozytywnie. Nie zmienia to faktu, że przez cały okres powojenny był jednym z nich. Członkiem PPR był od lutego 1945 r., choć fakt ten skrzętnie ukrywano. Później już oficjalnie wstąpił do PZPR i do końca życia zajmował w nomenklaturze partyjnej, zarówno w wymiarze regionalnym, jak i ogólnopolskim, czołowe miejsce. I wykorzystał to dla rozwoju regionu, powiedzą jego zwolennicy. Czy jednak nawet prawdziwe zasługi Ziętka można wyrywać z kontekstu jego kariery partyjno-politycznej? Jako polityk i działacz państwowy ponosi więc pełną odpowiedzialność za łajdactwa i draństwa, jakie wówczas były na porządku dziennym w Polsce i na Górnym Śląsku.

Między mitem a faktami

Legenda żołnierza, dobrego gospodarza i swojaka nie pojawiła się w biografii Ziętka przypadkiem. Nie znam drugiego, poza gen. Jaruzelskim, dygnitarza z czasów PRL, który by z taką konsekwencją budował przez całe życie swoją legendę polityczną. Zaczęło się to po wojnie, kiedy nieoczekiwanie w styczniu 1945 r. znalazł się w Katowicach w mundurze podpułkownika. Dzisiaj wiemy, że ten mundur był jedynie patriotycznym sztafażem, Ziętek na pierwszej linii frontu w czasie II wojny światowej nigdy nie był. Nie ma także dokumentów potwierdzających jego udział w walkach w czasie III powstania śląskiego, choć powstańcem był rzeczywiście. Nie zmienia to oczywiście faktu, że w 1921 r. zachował się godnie, wiele ryzykując swym akcesem do powstańczego wojska. Później ten fragment biografii będzie stale eksponował. Zadba także o nadanie uprawnień kombatanckich powstańcom śląskim oraz postara się o godne upamiętnienie czynu powstańczego w przestrzeni Katowic oraz innych miast śląskich.

W latach 20., jak większość powstańców, związany był z Wojciechem Korfantym. Jednak w 1926 r., kiedy na skutek przewrotu majowego władzę w kraju przejęła sanacja, Ziętek przeszedł na stronę zwycięzców. W sposób mało demokratyczny został najpierw komisarycznym, a później wybranym już przez radę naczelnikiem Radzionkowa. Stał się także działaczem Narodowo-Chrześcijańskiego Zjednoczenia Pracy, regionalnego odpowiednika BBWR w całym kraju. Opowiadał mi mec. Jerzy Witczak, bliski współpracownik wojewody Michała Grażyńskiego i jeden z czołowych działaczy sanacyjnych na Górnym Śląsku, że akces Ziętka do sanacji przyjmowano początkowo z dużym dystansem. Później jednak, jako naczelnik w Radzionkowie, wykazał się nie tylko umiejętnościami menedżerskimi, ale również taką gorliwością w tępieniu lokalnych komunistów, że wybaczono mu nawet związki z Korfantym. O jego zachowaniu lokalni komuniści nie zapomnieli, co w 1948 r. spowodowało rozpoczęcie przez bezpiekę rozpracowania operacyjnego Ziętka, prowadzonego pod kryptonimem „Sanator”. Zostało ono umorzone w 1955 r., jakby niewidzialny i mocarny opiekun czuwający nad Ziętkiem powiedział wszechwładnej wówczas bezpiece: „Odczepcie się od Jorga, raz na zawsze”.

We wrześniu 1939 r. Ziętek nie organizował żadnej samoobrony powstańczej na Śląsku, jak przez jakiś czas o nim pisano. Ewakuował się z ekipą urzędniczą w ostatnich dniach sierpnia i w okolicach Lwowa znalazł się w sowieckiej strefie okupacyjnej.

Okres 1940–43 w moim przekonaniu jest kluczowy dla biografii Ziętka. Początkowo jego udziałem był typowy polski los zesłańca. Deportowany ze Lwowa, w 1940 r. znalazł się w obozie pracy w Rybińsku pod Moskwą. Później, amnestiowany, zaczął pracę na Kaukazie, m.in. w fabryce octu w Groznym. Nagle w 1943 r. zostaje skierowany przez komendanta wojennego Groznego do tworzącego się „ludowego” Wojska Polskiego. Co więcej, znany przedwojenny działacz sanacyjny zostaje oficerem oświatowym, a później politycznym. Te funkcje sowieccy nadzorcy nad jednostkami gen. Berlinga powierzali jedynie najbardziej zaufanym osobom. Ziętek, chociaż nie był frontowym żołnierzem, szybko awansował. Być może także dzięki takim tekstom jak ten zamieszczony 23 listopada 1943 r. w gazecie „Zwyciężymy”. Był zatytułowany „Naród nie dopuści do nowej targowicy”, a legalny rząd RP w Londynie Ziętek nazywał „spółką hańby i podłości”.

W lipcu 1944 r. był zaledwie porucznikiem, ale pod koniec 1944 r. otrzymał już awans na stopień podpułkownika. Ważniejszy od kariery wojskowej był jednak awans polityczny, który nastąpił w Katowicach w styczniu 1945 r. Z doświadczonym partyjnym aparatczykiem i agentem sowieckiego wywiadu wojskowego Aleksandrem Zawadzkim Ziętek stworzył wzorowy tandem budujący nowy ład na Górnym Śląsku. Sowieci mieli zaufanie do Zawadzkiego, ale dysponując znakomitym rozpoznaniem w terenie wiedzieli, że komunista z Zagłębia Dąbrowskiego nie zdobędzie zaufania śląskiego proletariatu. Obok Zawadzkiego postawili więc „naszego Jorga”, uchodzącego za lokalnego patriotę, rozumiejącego skomplikowane narodowościowe uwarunkowania, dogadującego się z biskupem katowickim Stanisławem Adamskim. W tym czasie nastąpiła masowa wywózka mieszkańców Górnego Śląska do obozów pracy w Związku Sowieckim, a więzienia były przepełnione polskimi patriotami. Wicewojewoda Ziętek akceptował ten stan rzeczy, ponosząc polityczną współodpowiedzialność za kształt stalinizmu na Śląsku. Interwencję w sprawie wywiezionych podjął dopiero w 1948 r., występując o zwolnienie kilku tysięcy osób, niezbędnych do pracy w górnośląskim przemyśle, co przyczyniło się do powrotu do domu części z nich.

Trzeba ich usunąć

Ziętek w latach 40. uchodził w środowiskach kościelnych na Górnym Śląsku za pragmatyka i człowieka, z którym można się dogadać, choć usunięciu przez podległą mu administrację kilkunastu kapłanów, oskarżonych o proniemieckie nastawienie, nie udało się zapobiec. Jednak pragmatyzm Ziętka miał granice i kiedy zwierzchnicy nakazali wojewodzie przycisnąć kurię w Katowicach, zrobił to bez najmniejszego oporu. W ten sposób odegrał istotną rolę w wygnaniu biskupów śląskich. Doszło do niego jesienią 1952 r. Biskup Adamski, zabiegając o utrzymanie nauki religii w szkołach, wystosował apel do wiernych o podpisywanie petycji do władz w jej obronie. W odpowiedzi nastąpiły aresztowania wśród księży, którzy odczytali apel, a 4 listopada do więzienia trafił biskup koadiutor Herbert Bednorz. W kolejnych dniach wygnano z Katowic bp. Adamskiego oraz bp. Juliusza Bieńka. Po miesiącu spędzonym w więzieniu diecezję musiał opuścić także bp Bednorz.

Ziętek jako przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej nadzorował sprawny przebieg operacji. Gdy w parafiach zaczęły się protesty, wezwał wszystkich księży dziekanów do Urzędu Wojewódzkiego i oznajmił, że biskupów słusznie ukarano, ponieważ rozbijali jedność narodową. Nakazał uspokojenie wiernych, opornym zagroził sankcjami. Na tym jego rola się nie skończyła. Gdy 25 listopada rano kapituła katedralna przystąpiła do wyboru wikariusza kapitulnego, który pod nieobecność biskupów miał przejąć władzę w diecezji katowickiej, Ziętek znów wkroczył do akcji. Wezwał do Urzędu Wojewódzkiego członków kapituły i nakazał im wybranie ks. Filipa Bednorza, znanego działacza ze środowiska „księży patriotów”. Jednocześnie zagroził, że jeśli ta kandydatura nie zostanie przyjęta, siłą wprowadzi na urząd wikariusza kapitulnego kapłana skompromitowanego w czasie okupacji współpracą z NSDAP. Oszołomieni członkowie kapituły wrócili do siebie, aby zastanowić się, co robić dalej. Długo jednak sami nie byli. Wkrótce bowiem w kurii pojawił się Ziętek, ponownie żądając wyboru ks. Filipa Bednorza na wikariusza kapitulnego. Wieczorem wrócił jeszcze raz, aby sprawdzić, czy polecenie zostało wykonane. Wystraszeni członkowie kapituły, po wielogodzinnych naciskach i aresztowaniu jednego z nich, zdecydowali się dokonać „wyboru” z zastrzeżeniem, że musi zostać zaakceptowany przez kard. Stefana Wyszyńskiego. Zostało to odnotowane w protokole z posiedzenia. Zastrzeżenie wywołało atak furii Ziętka, który zażądał, aby kapituła natychmiast się z niego wycofała. Wraz z nim byli funkcjonariusze UB, grożąc opornym represjami. O północy 26 listopada 1952 r. część członków kapituły dokonała wyboru w taki sposób, że został zaakceptowany przez Ziętka, nadzorującego w kurii całą operację. Dopiero wtedy pozwolono im powrócić do domów.

Nawet zakładając, że haniebną rolę w tym wydarzeniu Ziętek odegrał nie z własnej inicjatywy, ale na polecenie władz centralnych, nie zmienia to faktu, że jako jedyny wysoki funkcjonariusz partyjny w PRL brał on osobiście udział w rozprawie z duchowieństwem – ramię w ramię z funkcjonariuszami bezpieki. Także później, w latach 60., gdy kierował Urzędem Wojewódzkim w Katowicach, podległy mu Wydział Wyznań znany był z antykościelnego nastawienia i konsekwentnie odrzucał petycje w sprawie budowy nowych kościołów. Oczywiście wykonywał tylko polecenia z Warszawy, ale nie zmienia to faktu, że na Górnym Śląsku to właśnie Ziętek ponosił odpowiedzialność za realizację represyjnej polityki wyznaniowej.

Kameleon

Kim więc naprawdę był polityk Jerzy Ziętek? Chadek, który stał się działaczem sanacji, pryncypialny antykomunista, kończący życie jako komunistyczny dygnitarz. Zmieniał barwy, aby przeżyć i móc funkcjonować w czasach, gdy wierność swoim zasadom i przekonaniom często kończyła się tragicznie. Był pragmatyczny, a więc starał się umywać ręce, kiedy czuł, że sprawa może przybrać zły obrót. Tak zachował się 13 grudnia 1981 r. w czasie uchwalania przez Radę Państwa dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego. Ziętek od 1963 r. był jej członkiem, a w 1981 r. wiceprzewodniczącym. Dekretu nie podpisał, gdyż „ze względu na stan zdrowia” nie wziął udziału w posiedzeniu. Snute później przez niego opowieści, jakoby oficera, który przyjechał do niego po podpis, odprawił z kwitkiem, można włożyć między bajki. Gdyby taki fakt miał miejsce, zostałby odnotowany w dokumentacji tego posiedzenia.

Nie ma więc prostej odpowiedzi na pytanie, kim był Jerzy Ziętek jako polityk. Z pewnością postać to złożona i w jakimś sensie tragiczna. Osoba godna zapamiętania i poważnej refleksji, ale z pewnością również ważny członek komunistycznej elity, który do końca pozostał jej wierny.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama