Dzieło

Oto moment szczególny. Doniosły – nie boję się użyć tego słowa. Trzymam bowiem w rękach Nowy Testament spisany po śląsku.

Reklama

A dokładnie rzecz biorąc po ślonsku, bo taka pisownia widnieje na okładce Dzieła Gabriela Tobora, burmistrza Radzionkowa, który podjął się tego niezwykłego wyzwania i doprowadził je do końca.

Piszę Dzieło z dużej litery, ale czy można inaczej? Wszak śląskość, śląska kultura, wieki całe, inspirowała się właśnie Biblią. Biblijne obrazy, ryciny, książki, figurki, później nawet biblijne filmy na kasetach video – tak właśnie wyglądało richtig ślónskie mieszkanie moich dziadków z Bogucic. A jak jest dziś?

W telewizji po śląsku się warzy (gotuje), na Youtube dubbinguje śmieszne scenki z hollywoodzkich filmów, uczy sie godać i pisać po śląsku. W sklepach można kupić śląskie ciuchy, gry, książki, a nawet nudle, żur, czy oblaty. I w sumie fajnie, ale czy nie mają Państwo wrażenia, że brakuje w tym boomie na śląskie gadżety i maszkyty jakiejś głębi?    

„Jeśli więc dzisiaj zatracimy biblijną i ogólnie religijną inspirację śląskiej kultury, staniemy się śmieszni i nieautentyczni” – przestrzegał już kilka lat temu Marek Szołtysek. Teraz, dzięki „Nowymu Testamyntowi po ślonsku”, jest szansa na uniknięcie tego niebezpieczeństwa. Na pojawienie się jakiegoś nowego impulsu, który (kto wie…), być może „odnowi oblicze tej ziemi”. Tej naszej śląskiej ziemi.

Piszę ten felieton lekko rozdygotany, podekscytowany, ale przede wszystkim niesamowicie szczęśliwy, że oto wreszcie mogę czytać Biblię (karmić się Słowem - jakby powiedzieli bibliści), w języku, który jest mi tak bliski.

Lata temu przywiozłem sobie z Pragi Biblię po czesku, ze względu na liczne bohemizmy, które w śląszczyźnie występują, ale w polszczyźnie ich brak. W internecie podczytywałem biblijne teksty po niemiecku (wiadomo, w śląskiej godce, zwanej czasem pogardliwie wasserpolnisch, germanizmów od groma). Wszystko po to by językowo być… bliżej. Bliżej Słowa, bliżej Boga, bliżej Prawdy.

Od wczoraj świętej lekturze mogę się oddawać (nareszcie!) w języku serca. I za to Gabrielowi Toborowi wielkie i serdeczne Bóg zapłać.

*

Fragmenty tłumaczeń z "Nowego Testamyntu po ślonsku" znaleźć można tutaj

***

Felieton z cyklu Okiem regionalisty 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Franek
    03.11.2017 18:02
    Po pierwsze - niedopuszczalnym jest przekład Pisma Świętego "adaptacyjny" (były nawet tak zahaczające o śmieszność i obrazę, jak stylizowana na slang młodzieżowy "dobra czytanka zioma Janka", przy czym chodzi tu o Ew. św. Jana). Są pewne wypowiedzi biblistów na ten temat, raczej krytyczne. Po drugie, z całym szacunkiem do Ślązaków, którzy zasłużyli się w polskiej historii (od Piastów śląskich po Górę św. Anny) nie istnieje coś takiego, jak język śląski. Jest gwara śląska, tak jak jest gwara góralska, podlaska, krakowska, warszawska - miejska, lwowska, itp. O ile pamiętam, sąd najwyższy w Polsce stwierdził, że nie ma narodowości śląskiej, tak samo języka (w sprawie ruchów autonomicznych).
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama