Nie tylko o komiksie

100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości to okazja, aby zastanowić się, jak opowiadać o ojczystej historii. „Historia Polski w komiksie” skłania do pytań, jak to robić.

Reklama

Sprawa jest poważna i warta szerszej refleksji. Komiksy na całym świecie są ważnym źródłem edukacji historycznej i kształtują poglądy milionów odbiorców, zwłaszcza tych młodszych. Opowiedzieć historię w cyklu obrazków, a do tego stworzyć interesującą narrację, to wielkie wyzwanie. Nie zawsze udało się mu sprostać tym, którzy próbowali tej trudnej sztuki. Niektóre stały się klasyką gatunku, jak „Maus. Opowieść ocalonego”, narysowany przez Arta Spiegelmana, który otrzymał nagrodę Pulitzera i sprowokował kolejną wielką dyskusję o Holocauście. Udanym przykładem jest także „Poszukiwanie”, komiks opracowany przez Fundację Anny Frank, przedstawiający losy fikcyjnej żydowskiej rodziny, skazanej przez Niemców na zagładę.

Także u nas powstały mniej lub bardziej udane komiksy o poszczególnych epizodach historii, m.in. historie z KL Auschwitz czy na temat powstania warszawskiego. Zbigniew Tomecki i Gabriela Becla stworzyli udaną, moim zdaniem, serię komiksów na temat bitwy o Monte Cassino. Po tę formę sięgnęło także Muzeum II Wojny Światowej, wydając komiks o zbrodni katyńskiej, akcji Kopernik, czyli działalności Szarych Szeregów, i najciekawszy z tej serii komiks „Jachna”. Jego fabuła powstała na kanwie biografii Janiny Wasiłojć-Smoleńskiej, pseudonim „Jachna”, sanitariuszki z oddziałów AK na Wileńszczyźnie, później żołnierza konspiracji niepodległościowej, wreszcie wieloletniego więźnia politycznego w PRL. Jednak polskiego odpowiednika dzieła Spiegelmana na razie nie widziałem. Aby taki komiks powstał, nie wystarczy tylko dobry rysownik i poprawny scenariusz, potrzeba także oryginalnego pomysłu, będącego własną interpretacją jakiejś historii. I to jest także problem „Historii Polski w komiksie”.

Dynamiczna kreska

Pracę Pawła Kołodziejskiego – autora ilustracji i scenariusza oraz Bogusława Michalca – autora tekstów, przejrzałem z zainteresowaniem. Solidna oprawa, kredowy papier raczej nie kojarzą się z wydawnictwami komiksowymi. Najwyraźniej wydawca zakładał, że będzie to publikacja, do której dzieci, a może i dorośli będą sięgać częściej. Koncept dzieła nie jest oryginalny. Autorzy wymyślili przewodnika, jest nim Dziejek Historiusz, który w asyście orła białego przemierza razem z nami tysiąc lat naszej historii. Przyciągają uwagę ciekawe rysunki Pawła Kołodziejskiego, dynamiczne i sugestywne. W wielu z nich widać inspirację dziełami Jana Matejki, Kossaków, Januarego Suchodolskiego czy Jacka Malczewskiego. To wybór oczywisty. Matejko swym malarstwem historycznym stworzył nieśmiertelny kanon i trwale umeblował naszą wyobraźnię. Jeśli myślimy o Racławicach, widzimy kosynierów Matejki, jeśli chcemy poznać, kto był kim w czasie hołdu pruskiego, wpatrujemy się w jego obraz. Kołodziejski, zwłaszcza w pierwszej części, potrafił nadać swoim rysunkom indywidualny rys, wydobywając z portretowanych postaci zarówno ich cechy osobiste, jak również umiejętnie podkreślając dramatyzm scen. Gorzej wychodzą mu rysunki dotyczące czasów współczesnych, gdy nie ma na podorędziu dobrej ikonografii. Najlepiej czuje się w klimatach batalistycznych, a ponieważ komiks o historii Polski jest także krótką opowieścią o przewagach polskiego oręża, Kołodziejski ma się czym wykazać. Widać w tych rysunkach zarówno dbałość o detale z epoki, jak i rozmach. Kilka rysunków, jak np. Sobieski pod Wiedniem, a zwłaszcza Piłsudski na czele legionów, jest – moim zdaniem – znakomitych.

Gorzej prezentują się teksty stworzone przez Bogusława Michalca. Czasem tylko dowcipne i zręczne, jak np. odwołanie się do znanego pytania Stalina, ile dywizji ma papież, w scenie nawracania Prusów przez św. Wojciecha. Jeden z pruskich wojów pyta biskupa – ile Twój Chrystus ma mieczy i łuków? Teksty pod rysunkami czasem umiejętnie wyjaśniają skomplikowane realia epoki, ale bywa, że uproszczenie idzie za daleko. Im bliżej czasów współczesnych, tym gorzej. Teksty stają się łopatologiczne, nie tylko bez finezji, ale także próby refleksji nad wyborami, przed którymi stawali wtedy Polacy.

Ta wersja historii ma jednak pewien zasadniczy pozytywny walor. Prezentuje nie tylko dzieje narodu, który stale musi walczyć o swoją wolność, mierząc się z ościennymi potęgami, ale także narodu chrześcijańskiego. W wierze znajdującego dopełnienie swej tożsamości. Święci występujący na kartach tej opowieści są nie tylko dodatkiem do niej, ale także przewodnikami duchowymi. Towarzyszą na drogach i bezdrożach polskiego wędrowania przez dzieje. Szczególnie udana jest sekwencja poświęcona św. Faustynie Kowalskiej i kultowi Miłosierdzia Bożego. Jest w tym zamyśle coś z niezapomnianego dzieła Feliksa Konecznego, który poprzez losy świętych starał się przybliżyć dzieje Polski. Świetnym pomysłem jest ostatnia sekwencja komiksu, gdzie wśród postaci z naszej historii pozostawiono puste miejsce. Tak aby młody czytelnik mógł wkleić tam swoje zdjęcie. To dobra, personalistyczna puenta, przypominająca o naszej odpowiedzialności za ciąg dalszy tej epopei.

Solidna łyżka dziegciu

Generalnie chwaląc, trudno nie zauważyć kilku niebłahych wątpliwości, pojawiających się przy lekturze tego bardzo starannie wydanego dzieła. Szkoda, że w tekstach o czasach glorii i chwały I Rzeczypospolitej nie ma chociaż jednej wzmianki, że było to państwo wielonarodowe. Etniczni Polacy stanowili w nim mniejszość, a wiernymi synami ojczyzny byli także Litwini, Białorusini, Ukraińcy czy Żydzi. A więc nie tylko katolicy, ale także prawosławni, grekokatolicy, muzułmanie oraz wyznawcy judaizmu. Pominięcie tego elementu nie tylko fałszuje historię, ale jest także zmarnowaną okazją, aby zobaczyć na kartach naszej historii tych innych, z którymi stale obcujemy w narodowej literaturze i kulturze.

Cała uwaga autorów koncentruje się na relacjach z Rosją, z wyraźną szkodą dla zachodnich i północnych obszarów Polski. Praktycznie nie ma nawet wzmianki o dziejach zaborów pruskiego czy austriackiego, zupełnie odmiennych od historii zaboru rosyjskiego. Górny Śląsk także w tej narracji się nie zmieścił. Mamy jedynie, niezbyt udany, portret Wojciecha Korfantego wśród twórców niepodległości. Ta nieobecność Górnego Śląska w komiksowej opowieści o historii Polski ma jednak poważniejszy wymiar i nie dotyczy tylko tego wydawnictwa. Niedawno w Muzeum Narodowym w Krakowie była prezentowana, skądinąd arcyciekawa, wystawa #Dziedzictwo, mająca być głosem w dyskusji o dziedzictwie narodowym. Wśród setek eksponatów i plansz praktycznie nie było ani jednego dotyczącego Górnego Śląska. Jakby ta ziemia nie była integralną częścią Rzeczypospolitej i nic nie wniosła do jej dziedzictwa. Także w komiksie nie ma nawet wzmianki o tym, że Polacy próbowali wybić się na niepodległość nie tylko walką zbrojną. Czy praca organiczna, budowanie społeczeństwa obywatelskiego oraz praca nad rozwojem gospodarczym kraju nie są dobrym wzorem dla pokolenia wychowanego już w wolnej Polsce? Czy Polak patriota nieodłącznie musi stać z bronią w ręku?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego autorzy, obszernie relacjonując powstania listopadowe i styczniowe, zakończone strasznymi klęskami, pomijają jedyne zwycięskie zrywy – powstanie wielkopolskie i powstania śląskie. W sekwencji o II wojnie światowej zastanawia brak jakiejkolwiek wzmianki o żołnierzach polskich walczących po wschodniej stronie frontu, zdobywających Kołobrzeg, forsujących Odrę, zatykających polski sztandar w Berlinie. Czyżby ich krew przelana za wolność ojczyzny nie zasługiwała już na pamięć? Nawet w komiksie nie powinny się zdarzać takie błędy, jak w przypadku podpisu pod rysunkiem o zbrodni katyńskiej. Stwierdzono tam, że w lesie pod Katyniem Sowieci zamordowali ponad 20 tys. polskich żołnierzy i policjantów. W Katyniu zamordowano ponad 4000 polskich jeńców wojennych, pozostali zginęli w Charkowie i Kalininie (dzisiaj Twer).

Także podmiot zbiorowy, czyli naród, kurczy się w tej opowieści wyłącznie do jednej grupy – szlachty. Nie ma więc polskiego chłopa, poza Racławicami, czy robotnika, poza strajkami na Wybrzeżu. Te uwagi wskazują na głębsze zjawisko, skłonność prawicowych środowisk do opowiadania historii zastygłej wyłącznie w romantycznych, często anachronicznych pozach.

Ten komiks jest ciekawą propozycją ideową, w sporej części udaną, w niektórych partiach znacznie mniej. Bawi, uczy, skłania do refleksji. Jak na lekką formułę komiksu to wcale nie mało.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama