Don Camillo prałatem

Czwarty film kinowy o przygodach „najsłynniejszego księdza w Italii”.

Reklama

Tak właśnie miał nazwać Don Camillo papież Pius XII, który zaprosił nawet na specjalną audiencję Fernandela - komika wcielającego się w tę kultową postać, znaną wcześniej szerokiemu gronu czytelników z opowiadań Giovanniego Guareschiego.

Guareschi zaczął je publikować w 1946 roku na łamach satyrycznego pisma „Candido”. Z czasem zaczęły się one także ukazywać w formie książkowych antologii.

Wspominam o tym, gdyż w kolejnych filmach z przygodami Don Camillo i Peppone ta swoista nowelowość jest bardzo widoczna. Scenarzyści się zmieniali, ale sposób na ekranizację był zawsze ten sam. W każdym z obrazów starano się połączyć ze sobą kilka opowiadań, co ewidentnie widać. Rzecz jasna, jak w klasycznej fabule, jest wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale ów środek to zazwyczaj kilka luźno powiązanych ze sobą epizodów, które równie dobrze mogłyby być pojedynczymi odcinkami telewizyjnego serialu, czy cyklu słuchowisk radiowych. Zresztą, po latach, tak się właśnie stało (serial emitowali m.in. Kolumbijczycy, a słuchowiska stworzyło brytyjskie BBC).

W nakręconym w 1962 roku „Don Camillo prałatem” tytułowy bohater wraca „po awansie” z Rzymu, by pomóc w rozwiązaniu kilku konfliktowych sytuacji, z którymi nowy proboszcz nie bardzo potrafi sobie poradzić. Nie inaczej wyglądają sprawy w ratuszu miejskim, więc Peppone (teraz już poseł) także przyjeżdża ze stolicy do Brescello.

I tak: komuniści chcą postawić dom ludowy, ale na terenie działki budowlanej znajduje się maryjna kapliczka, którą trzeba by wyburzyć. Peppone wygrywa w toto lotka wielką sumę pieniędzy, ale nie chce się do tego przyznać, gdyż musiałby się nimi podzielić z partyjnymi towarzyszami. Jego syn natomiast ma zamiar wziąć ślub kościelny, na który Peppone nie chce się zgodzić. Co w takim razie zrobić? „Zbrodnia cywilnego ślubu?!” – o  nie. Na to nie godzi się ani Don Camillo, ani narzeczona chłopaka, ani jej rodzice...

To tylko niektóre z ukazanych w filmie historii. Wszystkie one są jednak opowiedziane we właściwy dla dobrej komedii sposób. Odpowiedni rytm, nerw, tempo… - jakkolwiek by tego nie nazywać, reżyser (Carmine Gallone), po raz kolejny udowodnił, że na filmowym rzemiośle się znał i tak jak w „Don Camillo i poseł Peppone”, tak i tutaj udało mu się stworzyć film, który ponad pół wieku po premierze wciąż świetnie się ogląda. Bawi, ale i wzrusza (przejmująca scena pogrzebu). Dobre, solidne, klasyczne kino.

*

Mieliśmy dla Państwa 1 egzemplarz (książeczka + film na płycie DVD) "Don Camillo prałatem". Pytanie dotyczyło przełożonego (po łacinie prałat to praelatus), a nagrodę otrzymuje Pani Monika z Poznania, z którą skontaktujemy się mailowo. 

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama