Korzenie z czaszki

Przemysław Dakowicz poszedł kiedyś na powązkowski Cmentarz Wojskowy szukać „Łączki”, i o mało na nim nie został, bo zamknięto wszystkie bramy. Z metaforycznego uwięzienia na cmentarzu historii powstała jego wstrząsająca „Kwatera zmartwychwstałej pamięci”.

Reklama

Na szczegółowy dokument dotyczący pośmiertnej historii żołnierzy niezłomnych, po wojnie nazwanych wyklętymi, złożyły się teksty poetyckie, eseje, wywiady Dakowicza z lat 2013–2017, powstałe na podstawie obserwacji odkryć dokonanych podczas badań kwatery „Ł”. Ich autor jest pewien, że odkrycie jej tajemnic jest równoznaczne z poznaniem narodowej tożsamości. „Łąka jest dziś najważniejszym miejscem w Polsce” – przypomina po wielekroć.

Ta opowieść o miłości ojczyzny, której zamordowani byli wierni aż do śmierci, zaczyna się od wierszy. Jakże mogłoby być inaczej, skoro piszący jest przede wszystkim poetą. „Korzeń tkwił w czaszce/ w czaszce korzeń tkwił” – w lapidarnym wierszu „Rodowód” wyraziście zwraca uwagę, gdzie zaczyna się drzewo genealogiczne Polaków. Warto przypomnieć, że na „Łączce” w latach czterdziestych ubiegłego wieku oprawcy pochowali w dziurach w ziemi kilkuset rozstrzelanych działaczy podziemia antykomunistycznego. „Odkopane szkielety wyglądają, jakby wrosły w siebie – ręce, nogi, kręgosłupy, czaszki uległy przemieszaniu. (…) Archeolodzy i lekarze pieczołowicie sklejali fragmenty czaszek, badali ślady po kulach. (…) Z niektórych ciał pozostało kilka kilogramów szczątków, z niektórych tylko kilogram. Tysiąc gramów pamięci. Tysiąc gramów żalu” – pisze Dakowicz.

Komuniści zasypali doły z ciałami półtorametrową warstwą ziemi i gruzu, żeby nikt nie zorientował się, jaki dramat kryje niewinna łąka, znajdująca się wtedy poza cmentarzem. Dakowicz towarzyszy ekshumującym ciała, badającym pobrany materiał genetyczny, klęczy przy trumnach z wydobytymi szczątkami bohaterów i próbuje się za nich modlić. W kolejnych rozdziałach spod warstwy zapomnienia wydobywa ich do dziś żywe postaci. Wśród nich Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, który przed śmiercią w 1949 r. krzyknął: „My nigdy nie poddamy się”, czy Antoniego Wodyńskiego „Odyńca”, w 1948 r. skatowanego przez ubowców, który, mimo cierpień, nie wyjawił tajnych informacji. To ważna książka o trudnym bohaterstwie, o którym kazano milczeć, a trzeba o nim mówić.

Barbara Gruszka-Zych

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama