Herbert znany i nieznany

Co zostanie po Roku Zbigniewa Herberta? Tylko - i aż - książki.

Reklama

Skończył się Rok Zbigniewa Herberta. Były ciekawe sesje naukowe i dziwaczne multimedialne pokazy, które – jak sądzę – mogłyby autora „Pana Cogito” rozbawić albo nawet zdenerwować. Jaką jednak wymierną korzyść mamy z roku Herberta? Czy wiemy dziś o tym artyście więcej niż przed rokiem?

Języki chaosu
Leżą na moim biurku cztery książki, dzięki którym mogę twierdząco odpowiedzieć na powyższe pytanie. Bo to właśnie publikacje książkowe są, moim zdaniem, najważniejszym plonem tego roku. Np. potężne wydanie „Wierszy zebranych”. Niby nic nowego, bo przecież utwory tu zawarte znajdują się we wcześniej wydanych tomikach poety. A jednak, dzięki obszernym przypisom Ryszarda Krynickiego, dowiadujemy się wiele o historii poszczególnych tekstów. Możemy prześledzić, które sformułowania, a czasem nawet całe wiersze, Herbert usunął w kolejnych wydaniach i jakie wprowadzał zmiany. Z tych informacji i z faksymiliów zamieszczonych na końcu książki wyłania się obraz poety do końca udoskonalającego swoje dzieło. Dzięki temu lepiej rozumiemy słowa z ostatniego tomu „Epilog burzy”: „życie moje/ powinno zatoczyć koło/ zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata/ a teraz widzę dokładnie/
na moment przed kodą/ porwane akordy/ źle zestawione kolory i słowa/ jazgot dysonanse/ języki chaosu”. Zwłaszcza tej ostatniej książki nie zdążył już poeta dopracować – obok utworów świetnych, „skończonych”, są tam teksty, które należałoby raczej uznać za szkice wierszy. Wszystkie te sprawy Krynicki świetnie w przypisach wyjaśnia, a w miejscach spornych – próbuje odgadywać intencje autora. Trzeba przyznać, że robi to z detektywistyczną wręcz dociekliwością.

Z archiwum Pana Cogito
Dla uzyskania pełnego obrazu poezji Herberta konieczne będzie jednak odrębne wydanie także tych wierszy, których poeta nigdy w tomikach nie pomieścił, a które ukazywały się na łamach prasy albo zostały wydobyte z jego listów czy notatek. Jest wśród nich oczywiście wiele utworów słabych, jak większość wczesnych erotyków z wydanego w 1999 roku zbiorku „Podwójny oddech” (poziom edytorski tego wydawnictwa pozostawiał wiele do życzenia). Ale są też teksty znakomite, jak wiersz „*** (Ta mała ręka na białej pościeli…)”, opublikowany jedynie w „Zeszytach Literackich” . Jest, wyciągnięty z archiwum, szkic tytułowego wiersza „Epilog burzy”, który pozwolił badaczom na nowo zinterpretować tytuł ostatniego tomu i odnieść go do „Burzy” Szekspira. Szkoda by było, gdyby te utwory poginęły. Na szczęście wydawca „Wierszy zebranych” zapowiada suplement w postaci zbioru liryków rozproszonych. Miejmy nadzieję, że będzie to edycja równie pełna jak zbiór podstawowy. A na razie… pozostaje nam sczytywanie utworów z kilku tomów korespondencji czy wydanej niedawno nakładem „Zeszytów Literackich” książki „Mistrz z Delft”. To druga z ważnych pozycji wydanych w tym roku. Książka jest zbiorem Herbertowych różności: znajdziemy w niej świetne eseje, zapiski z podróży do Grecji, wypowiedzi na temat własnej twórczości, literackie portrety wybitnych postaci, przemówienia wygłaszane przy okazji odbierania nagród i – oczywiście – wiersze.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama