40 minut w 40 dni

„Oto jest czas napięcia pomiędzy śmiercią, a narodzinami, samotne miejsce gdzie krzyżują się trzy sny pośród błękitnych skał”.

Reklama

Od kilku lat przed zbliżającą się środą popielcową czytam na nowo poemat TS. Eliota. „Środa Popielcowa” to utwór niezwykły. Pełen piękna, dynamiki i… drżenia. Po prostu - autentyczny.

„Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powrócił
Skoro nie mam nadziei
Skoro nie mam nadziei bym powrócił do
Pożądania zalet innych ludzi
Nie usiłuję walczyć o te sprawy(…)”

Już w pierwszych wersach Eliot ustawia w niełatwej, a jednak koniecznej do zaakceptowania relacji do rzeczywistości. Przypomina, że „przemija postać tego świata”. To jednak nie beznadzieja wkrada się w jego słowa. „Nie usiłując walczyć o te sprawy” nie zwiesza bezradnie rąk wątpiąc w sens ludzkich poczynań.
Bynajmniej. Po lakonicznym wyznaniu zapisuje słowa, które są ni mniej ni więcej… wezwaniem do wolności.

„Skoro nie mogę mieć nadziei bym jeszcze powrócił
Raduję się, że mogę coś stworzyć
Co sprawiałoby radość
I modlę się do Boga o litość nad nami
I modlę się, bym mógł zapomnieć
O sprawach, które ważę w sobie zbyt przytomnie,
Zbytnio roztrząsam(…)”

„Zbyt przytomnie, zbytnio roztrząsam” Jakże często to właśnie mi się zdarza w codzienności…

„Środa Popielcowa” składa się z sześciu części. Początkowo Eliot publikował je oddzielnie, w całości utwór ukazał się w roku 1930.
Nie sposób w kilku słowach wymienić wszystkich inspiracji tej barwnej duchowej wędrówki. Napotykamy w niej Wergiliusza, Dantego, Szekspira, są liczne odniesienia do Biblii i tradycji Kościoła katolickiego.

Sam T.S. Eliot przeżył duchową przemianę w 1927 roku, już jako 39 latek, gdy przystąpił do Kościoła anglo-katolickiego. Tam też odkrył duchowe bogactwo sakramentów, o których mówił, że porządkują życie. Napisany już po konwersji „Popielec” wyraża jego głęboką, a zarazem dramatycznie przeżywaną wiarę.

„Gdzie odnajdzie się słowo, gdzież się słowo odezwie?
Nie tu, bo tu nie ma dość ciszy
Ani na morzu, ani na
wyspach, ani
Na lądzie, na puszczy,
na bagnach
Dla tych co idą
w ciemność
Całymi dniami, nocami (...)
Nie zaznają radości, którzy pośród zgiełku zapierają się Głosu"

Początkowo T.S. Eliot zadedykował utwór żonie, potem jednak wykreślił tą dedykację. Krytycy uważają, że to wynik jego duchowych zmagań, wyraz wyrzeczenia się pragnień, uwolnienia od namiętności, uznania śmierci za początek życia, i w efekcie ewolucji samej miłości.

Bo „Popielec” to poemat wewnętrznego oczyszczenia, którego modlitewny charakter podkreśla zakończenie: proste, nie wyszukane, rzeczowe:

„Nie pozwól byśmy drwili z siebie pełni fałszu
Ucz nas jak troszczyć się i nie troszczyć
Ucz nas cichości
Nawet wśród tych skał
Nasz pokój w Jego woli(…)
A wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie”.

Czterdzieści dni Wielkiego Postu to dobry czas by wykroić czterdzieści minut na przeczytanie „Środy Popielcowej” T.S. Eliota


Fragmenty „Środy Popielcowej” tłumaczenia Władysława Dulęby za T.S. Eliot Wybór poezji Ossolineum 1990

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama