Jasność w drodze

Autor poniższego obrazu życie miał niełatwe. Caspar David Friedrich był siedmiolatkiem, gdy zmarła mu matka. Bardzo to przeżył.

Reklama

Gdy miał trzynaście lat, któregoś dnia wybrał się na łyżwy. Lód okazał się za cienki i Caspar wpadł do wody. Na ratunek rzucił mu się jego brat Krzysztof. Ocalił go, ale sam utonął. Caspar zawsze już będzie pamiętał, że żyje za cenę życia brata. Nieco później zmarła jego siostra...

Po takich przejściach ludzie mają dwie drogi. Mogą próbować zalać ból wódką, albo swoje emocje przelać w coś. Ta pierwsza droga człowieka niszczy, ta druga nie tylko ratuje, ale sprawia, że człowiek tworzy rzeczy genialne. Tak rodzą się artyści – ci, którzy rozsadzające ich uczucia potrafią namalować na płótnie, wykuć w kamieniu, obrócić w muzykę lub wypowiedzieć wierszem.

Niespodzianka
I tak właśnie zrobił Caspar Friedrich. Oczywiście sama wrażliwość nie wystarczyłaby mu do malowania tak znakomitych dzieł. Miał talent i to taki, że został najwybitniejszym malarzem niemieckiego romantyzmu. Choć jest w jego malarstwie smutek, to dużo też w tym smutku pogody. I jest nadzieja – zwłaszcza w tym obrazie z 1811 roku, który wam prezentuję, a który nosi nazwę "Zimowy krajobraz". Niby ponury, niby czuć tu chłodem, ale natura zdradza już oznaki nadchodzącej wiosny – spod śniegu przebijają się kępki trawy. Horyzont spowija zimna mgła, a z tej mgły wyłania się gotycki kościół. Poniżej kościoła wyraźniej rysuje się wiodąca do niego brama. Tam zmierzał wędrowiec o kulach...

Słabo go widać – to typowe w obrazach Friedricha, gdzie człowiek jest ledwo dostrzegalny w otoczeniu surowej natury. Miał do przejścia jeszcze spory kawałek, ale gdy mijał krzyż stojący w kępie choinek, musiało stać się coś nadzwyczajnego. Widzimy leżące w śniegu kule, które nagle porzucił. Czy został uzdrowiony? On sam siedzi teraz, oparty plecami o głaz. Wędrowiec wpatruje się w figurę Chrystusa wiszącego na krzyżu, a jego złożone ręce świadczą o gorącej modlitwie.

Wrażliwy zrozumie
Niektórzy przypuszczają, że autor przedstawił tu sam siebie. To bardzo możliwe. Friedrich był głęboko religijny i w Chrystusie znajdował spokój dla swojego skołatanego serca. Wyczuwa się to w każdym jego obrazie. Kluczem do zrozumienia jego malarstwa są jego własne słowa: „Kiedy pobożny człowiek modli się bez słów – Bóg słyszy go; podobnie kiedy wrażliwy malarz maluje – wrażliwy człowiek rozpoznaje go i rozumie”.

Jest taka wrażliwość, która rodzi się w człowieku, gdy się modli. Do takich obrazów jak ten, najwłaściwsza jest właśnie taka wrażliwość. Więc zalecam modlitwę – i to nie tylko o to, żebyście wygrali. Ten człowiek z obrazu doznał łaski, gdy szedł do kościoła. A szedł, choć pogoda nie sprzyjała, a jego nogi tym bardziej. Pomyślcie o tym... *** Powyższy tekst - autorstwa niejakiego Franka Fałszerza - pochodzi z "Małego Gościa Niedzielnego".

Artykuły z poszczególnych działów serwisu KULTURA:

  • Film
  • Literatura
  • Muzyka
  • Malarstwo
  • Architektura
  • Zjawiska
  • Sylwetki
  • Teka Jujki
  • «« | « | 1 | » | »»

    aktualna ocena |   |
    głosujących |   |
    Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

    Zobacz

    • Olinka
      19.01.2010 18:52
      Nie wiem, dlaczego tak trudno dostrzec człowieka na tym obrazie. Przecież to człowiek idzie, to jego droga...a jest tu taki mały, jakby niekonieczny.
    Dodaj komentarz
    Gość
      Nick (wymagany lub )

      Autopromocja

      Reklama

      Reklama

      Reklama