Bałwochwalstwo popkultury

"Pogrzeb" Michaela Jacksona stał się swoistą kanonizacją nowego świętego popkultury.

Nie wiemy, kim był naprawdę jako człowiek. I chyba już nigdy się nie dowiemy prawdy o jego życiu i śmierci. Megagwiazda pod nazwą „Michael Jackson” i człowiek Michael Jackson to dwie różne postacie. Ta pierwsza postać jeszcze długo pożyje w wirtualno-telewizyjnym świecie. Prawdziwy Jackson już nie przebije się przez warstwy kolejnych kreacji, które uczyniły z niego sztuczną, plastikową postać na sprzedaż. Już otworzył się worek z biografiami, wspomnieniami, spekulacjami. Atmosfera tajemnicy wokół śmierci artysty tuż przed zapowiadanym comebackiem, podnosi temperaturę. Wydawnictwa ścigają się w produkcji książek, filmów, niepublikowanych nagrań, zdjęć. Oczekiwanie na ciąg dalszy legendy o zgasłej gwieździe jest ogromne. Ale wątpię, byśmy doczekali się na prawdziwą historię człowieka. To będzie raczej ciąg dalszy serialu o nazwie „Michael Jackson”. Potrwa tak długo, dopóki będzie się dobrze sprzedawał.

Oglądając relację z ostatniego „występu” Jacksona w Staples Center, zastanawiałem się, co to właściwie jest. Wzruszające pożegnanie wielkiego artysty czy kolejny produkt przemysłu rozrywkowego? Raczej to drugie. Znakomicie zaplanowane, wyreżyserowane. Wystylizowane na kanonizację nowego bożka pop-kultury, który wchodzi do panteonu takich bóstw jak Elvis Presley, Marilyn Monroe, czy John Lennon.

Nie wątpię w to, że Jackson miał talent (niezwykły głos w wieku 10 lat), choć nazywanie go geniuszem jest grubą przesadą. Nie neguję jego sukcesów czy charytatywnych inicjatyw. Ale nie można udawać, że w jego życiu nie było zła. Samotność, uzależnienie od sławy, wyglądu, pieniędzy, leków, rozwody, zagubienie, które doprowadziło go do śmierci. Ani twórczość, ani ilość sprzedanych płyt, ani ilość fanów nie mają mocy rozgrzeszania. Ma ją tylko Bóg.

Mesjasz na ołtarzu show-biznesu
Na samym początku katolickiego pogrzebu padają słowa: „wiemy, że wskutek ludzkiej skłonności do grzechu wszyscy popełniamy grzechy…”. Oczywiście nikt nie wypomina zmarłym grzechów. Ale chrześcijanin w obliczu śmierci zachowuje się pokornie. Przed Bogiem nie założymy żadnej maski, On nas osądzi. Ponieważ wszyscy potrzebujemy Jego miłosierdzia, dlatego modlimy się o przebaczenie dla naszych zmarłych. Odniesienia do Boga, które pojawiały się w mowach żegnających Jacksona, brzmiały fałszywie. To był raczej pean na cześć odchodzącego rozrywkowego „boga”: „umarł Król” (pisane z wielkiej litery), „ikona”, „celebracja jego życia”, „objawił nam miłość”, „zjednoczył ludzi na całym świecie”, „zrobił najwięcej dla ludzkości w historii”. Daleko stąd do prostej myśli: pomódlmy się za tego biednego człowieka, by Bóg mu wybaczył.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja