Testament żyjących

Jego pseudonimy to „Sęk” i „Genek”. Najpierw w Szarych Szeregach, potem w AK. W powstaniu walczył na Wyścigach. Udało mu się przeżyć chyba cudem. Dziś apeluje: pozwólcie nam godnie uczcić pamięć tych, którzy zginęli…

Eugeniusz Tyrajski chodzi po Warszawie dziarskim krokiem. Ten krok nie zdradza jego lat: całych 83. – Kochałem sport. Nieomal wychowałem się na stadionie Legii. Gdy wieczorem długo nie wracałem do domu, matka szła na boisko i tam zawsze mnie znalazła – opowiada.

Należał do harcerstwa. Jeszcze przed wojną zdobył krzyż harcerski. Po ukończeniu szkoły powszechnej zdał egzaminy do gimnazjum Batorego przy ul. Myśliwieckiej. Wojna przerwała naukę. Genek zaczął uczęszczać na tajne komplety. Tam został wciągnięty do podziemnego harcerstwa.

– Zaproponowano mi zorganizowanie wśród kolegów małego kilkuosobowego zastępu. Od kwietnia 1941 r. stałem się żołnierzem Szarych Szeregów. Miałem wtedy 14 i pół roku. Brali udział w akcji "N". Ich zadaniem było podrzucanie Niemcom defetystycznych pism i ulotek. Pisma wrzucali do odkrytych samochodów, wsuwali do kieszeni żołnierzy stojących na pomostach tramwajowych.

– Malowaliśmy na murach symbol Polski Walczącej, czyli kotwicę, robiliśmy napisy z okazji rocznic 3 maja czy 11 listopada – wspomina. – Rozlepialiśmy plakaty antyniemieckie. Mieliśmy specjalny stempel z karykaturą Hitlera i napisem "Hycler", którym stemplowaliśmy plakaty niemieckie. Niszczyliśmy niemieckie drogowskazy, oblewaliśmy niemieckim żołnierzom mundury kwasem solnym. Czy się bali? Chyba byli zbyt młodzi, żeby odczuć niebezpieczeństwo…

– Niektóre akcje przeprowadzaliśmy „nadprogramowo”, bez wiedzy przełożonych. Na Wszystkich Świętych postanowiliśmy uczcić pamięć żołnierzy walczących o niepodległość Polski i złożyć wieniec w kwaterze żołnierzy 1920 r. Dziewczyny uszyły nam szarfę z dumnym napisem "Poległym towarzyszom broni – MG 410" (kryptonim naszego zastępu…). Pojechaliśmy rano, kiedy jest mniej ludzi, na Powązki Wojskowe. Kupiliśmy wieniec, przypięliśmy wyjętą z kieszeni szarfę. Dwóch chłopców niosło wieniec, dwóch trzymało szarfę. Po dojściu na miejsce i złożeniu wieńca nasz zastępowy „Tadeusz” dał komendę: "Baczność". Chwila milczenia, następna komenda: "Spocznij, odmaszerować". Za tę akcję porządnie oberwało się naszemu zastępowemu i nam samym. No bo z tą szarfą to była pełna głupota – dekonspiracja zastępu.

Genkowi udało się przeżyć. Jego młodzi koledzy: Kazik, Jurek, i wielu innych, nie mieli tyle szczęścia... – 1 lipca 1944 r. zdałem ostatni egzamin maturalny. Miałem osiemnaście lat. Nadchodził czas powstania. Czas prawdziwego egzaminu dojrzałości... – wspomina.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja