Kaszubski dla początkujących W domu, pracy i liturgii

– Nasza działalność to szeroko rozumiana edukacja. Organizujemy także kursy językowe. W ofercie mamy język angielski, niemiecki ale i… kaszubski – mówi Jacek Fopke, wiceprezes zarządu Akademii Kształcenia Zawodowego w Gdańsku.

Reklama

Widmo kryzysu, utraty pracy, powoduje, że coraz więcej osób pragnie podnosić swoje kwalifikacje zawodowe. Umiejętności obsługi komputera, kursy ekonomiczno-finansowe czy społeczno-socjalne (np. opiekunka do dziecka), to niektóre z propozycji Akademii. – Chociaż istniejemy od jedenastu lat, to z językiem kaszubskim przyszło nam się zmierzyć po raz pierwszy dopiero w roku 2005, kiedy dostaliśmy dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Społecznego na zorganizowanie kursu – mówi Fopke.

Dorośli i dzieci
Adresatami pierwszego kursu były osoby dorosłe, pracujące zawodowo. Kurs zorganizowano wówczas w kilkunastu miejscowościach, m.in. w Gdańsku, Gdyni, Żukowie czy Wejherowie. – Zgłosili się wówczas do nas zarówno ci, którzy na rynku pracy stawiali swoje pierwsze kroki, jak i ci, którzy pracę kończyli i nie zależało im aż tak bardzo na podnoszeniu swoich kwalifikacji – podkreśla wiceprezes Akademii. Dla tych ostatnich, co zrozumiałe, było to zwykle odkrywanie swojej tożsamości. A podnoszenie kwalifikacji zawodowych? – Może to wydać się dziwne, ale są na Pomorzu firmy, które szukają do pracy ludzi ze znajomością właśnie tego języka – mówi Jacek Fopke. Tak jest w przypadku dużej hurtowni materiałów budowlanych, gdzie zarówno pracownicy, jak i bardzo często klienci posługują się kaszubskim.

Druga grupa uczących się to nauczyciele i to niekoniecznie Kaszubi. – Na Wybrzeże przybyłam w 2000 r. z Powiśla – mówi Edyta Jankowska-Giermek, anglistka z Rumi. Chociaż z kaszubszczyzną nie miała nic wspólnego to jednak zafascynowała ją kaszubska kultura i fakt, że istnieje osobny język. – Zdarzało mi się oglądać w telewizji magazyn „Rodnô Zemia” i denerwowałam się, kiedy nie mogłam zrozumieć, co do mnie mówią… – śmieje się Jankowska-Giermek. Anglistka z Kwidzyna języka nauczyła się w rok. I to na takim poziomie, że w 2006 r. zdobyła 2. miejsce w piątej edycji Dyktanda Kaszubskiego, wygrywając przynajmniej z setką Kaszubów! Obecnie uczy kaszubskiego w rumskich podstawówkach.

– Najgorzej jest zorganizować grupę dzieci, bo musi być minimum 7 osób. Na początku bywają pewne problemy z frekwencją; dzieci bowiem traktują naukę języka jako zajęcia pozalekcyjne – podkreśla nauczycielka z Rumi. A zapotrzebowanie na nauczycieli języka jest ogromne i to do tego stopnia, że kobiety są ściągane nawet z urlopów macierzyńskich. – Niestety na Uniwersytecie Gdańskim nie ma filologii kaszubskiej – zauważa Fopke. Obok filologów liczną grupę nauczycieli języka stanowią… katecheci, którzy okazują się nauczycielami bardzo dobrymi. Jednym z nich jest np. absolwent Gdańskiego Archidiecezjalnego Kolegium Katechetycznego w Gdyni, a zarazem wójt gminy Linia, Łukasz Jabłoński. – Ale zdarzają się także nauczyciele wf, fizycy czy informatycy – mówi wiceprezes.

Nauka języka, jeżeli chce się go dobrze poznać, do prostych pewnie nie należy. Najważniejsza jest jednak systematyczność. – Sam byłem takim analfabetą kaszubskim, bo znałem język mówiony, ale pisać i czytać musiałem się po prostu nauczyć – śmieje się Fopke. A jeśli ktoś zmęczy się nauką, to – zdaniem Jacka – najlepsza jest przerwa na herbatę, ale tylko z kubka w kaszubskie nuty. Żeby czasu nie tracić…

Ks. kanonik dr Wojciech Cichosz
odprawia Msze św. w języku kaszubskim w Radio Kaszëbë

Kaszubą jestem z urodzenia i z rodzicami rozmawiam tylko w tym języku. Ciekawe zjawisko jest z moimi siostrami. Jedna jest lekarzem i zna biegle kaszubski, ale rozmawiam z nią po polsku. Z drugą, która mieszka na Kaszubach, rozmawiam po kaszubsku. Pisowni kaszubskiej nie uczyłem się. Ale gdy czytam po polsku, zaraz w głowie tłumaczę to na kaszubski. Odwrotnie idzie mi wolniej. Do Mszy św. przygotowuję się, czytając wcześniej tekst Ewangelii, ponieważ występują tam słowa, których używa się rzadko. Odprawiając Mszę św. po kaszubsku sam się niejako uczę. Od młodości bowiem Msza była dla mnie czymś uroczystym i zawsze w języku polskim. Kaszubski był językiem komunikacji domowej, a nie liturgii. Dla starszych ludzi wejście języka do liturgii stanowiło pewien kłopot, znak zapytania. Oczywiście to się systematycznie zmienia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama