Bliżej domu

Zakład Poprawczy w Świdnicy. Jeżeli nie byłeś nigdy zamknięty w więzieniu, nie masz pojęcia, jak smakuje wolność. Nie wiesz, jak odurza widok otwartej na oścież furtki.

Diagnoza psychologa: niedojrzałość emocjonalno-społeczna, zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, zakłócenia w systemie wartości, osobowość neurotyczna i aspołeczna, skłonność do uzależnień od środków odurzających – nie rokuje zbyt dobrze na przyszłość. To wypis z akt sądowych. Pięć wersji takiej listy zawierają teczki osobowe chłopaków, którzy od niedawna zamieszkali w willi jednego z dolnośląskich miasteczek. To jednak nie jest problem. Dlatego po udanym eksperymencie w Białymstoku i Sadowicach, przyszedł czas na Świdnicę. Dyrektor Zakładu Poprawczego Artur Stączek zdecydował się na uruchomienie hostelu, czyli miejsca, gdzie wybrani wychowankowie będą realizować ostatni etap resocjalizacji.

Jak w domu dziecka
Cały świat odchodzi od dobrze znanych z polskich realiów domów dziecka. Robi się wiele, by jak największa liczba dzieci trafiała do rodzin zastępczych. Powód jest jasny: instytucja domu dziecka nie daje możliwości właściwego przygotowania dziecka do samodzielnego życia. Z zakładem poprawczym jest tak samo. Nie ma się co oszukiwać. Cały system jest skuteczny, gdy trzeba nastolatka ukarać. Mury, zasieki, strażnicy, rygor i dyscyplina – wszystko to jest naprawdę uciążliwe. Dzięki temu pojawia się szansa, że dorastający mężczyzna nie będzie chciał wrócić za kraty.

Z doświadczenia jednak wiadomo, że obrzydzenie do poprawczaka to za mało, żeby nie zostać kryminalistą. Potrzebna jest jeszcze znajomość życia, żeby nie tylko nie chciało się od życia uciekać, ale żeby można je było normalnie przeżyć. O! – i w tym właśnie momencie pojawia się problem. Poprawczak nie przygotowuje do normalności. Poprawczak nie daje realnej szansy na udane życie. Hostel – wprost przeciwnie.

Dajcie sobie spokój
Jest ich czterech: Arkadiusz Nawojowski, Gracjan Kozakiewicz, Arkadiusz Twaróg i Mariusz Nowicki – wychowawcy świdnickiego poprawczaka. Pracują już dostatecznie długo w zawodzie, żeby mieć pewność, jak ograniczony wpływ mają na rozwój swoich wychowanków. Dlatego zdecydowali się podjąć wyzwanie. Inni nie wierzą za bardzo w sukces przedsięwzięcia. Tym czterem to nie przeszkadza. – Byle tylko pozwolili nam zrealizować nasz pomysł, a przekonamy sceptyków, że jest wyjście z impasu, jaki powstaje w dotychczasowej formule poprawczaka – zastrzegają. Tworzą pilotażowy program bezpośredniego przygotowania chłopaków do samodzielnego życia.

– Chcemy w możliwe najpełniejszy sposób zapewnić wychowankom warunki, w których nadrobią zaległości, jakie powstały w ich życiu z powodu patologicznych rodzin – wyjaśnia Nawojowski. – Żeby to było możliwe, musi być grupa, która będzie się rządziła podobnymi prawami co rodzina. Co to znaczy? – Plan dnia uwzględnia zwyczajne sytuacje rodzinne – precyzuje wychowawca. – Chłopcy sami dbają o porządek w domu, uczą się zarządzania domowym budżetem, poznają realną wartość pieniądza, planują zakupy, pracując, zarabiają pierwsze w życiu pieniądze, układają harmonogram dnia, gotują, przekonują się, czym jest odpowiedzialność i systematyczność, udowadniają sobie samym, że zwyczajne życie nie polega na zabawie, ale zabawa jest nagrodą za wierność zobowiązaniom, mają okazję wykazać się solidarnością i wrażliwością – wylicza. A wszystko po to, żeby chciało się młodym ludziom żyć – poza murami więzienia.

Bez raju ani rusz
Żeby dostać się do hostelu, wychowanek musi spełniać określone kryteria. Powinien być w zakładzie minimum trzy miesiące, musi mieć bardzo dobrą ocenę z zachowania i nie próbować wchodzić w układ „drugiego życia”. – To ważne, bo wtedy wiemy, że nie imponuje mu kryminalny światek, ale wykazuje wolę współpracy w wychodzeniu na prostą – uzasadnia Twaróg. Wychowawca nie ukrywa, że możliwość odbywania kary w hostelu jest dla osadzonych motywacją do wysiłku. – Każdy z nas nosi w sobie pragnienie raju. Świata, w którym jesteśmy w pełni sobą, gdzie cieszymy się wolnością, gdzie potrafimy smakować miłość i dojrzewać do spełnienia – zauważa Kozakiewicz. – Dlatego wskazujemy chłopakom konkretny cel i wierzymy, że to będzie ich motywowało do walki ze swoimi słabościami – dodaje. Dobrze brzmi, ale tak naprawdę nie jest to sprawa łatwa. Wychowankowie zostali bowiem pozbawieni w swoich rodzinnych domach naturalnego środowiska, w których kształtuje się człowieczeństwo.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja