Nauka z mamą i w domu

Pomysł nie tylko protestancki. – Zwolennikom edukacji domowej w Polsce nie chodzi o udowodnienie, że szkoła jest zła. Wychodzą raczej z założenia, że konstytucja nie powinna nadawać, tylko strzec wolności w edukacji.

Reklama

Mówię „strzec”, ponieważ wychowanie potomstwa zgodnie z własnym światopoglądem nie jest czymś nadawanym przez uchwały międzynarodowe, lecz naturalnym prawem każdego człowieka – mówi Paweł Bartosik, pastor kościoła ewangelicko-reformowanego w Gdańsku. Zorganizowana przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” w Gdańsku konferencja informacyjna o nauczaniu domowym odkryła przed jej słuchaczami prawie nieznany świat, a zarazem możliwość nauczania dzieci w domach.

Chociaż ustawa „O systemie oświaty” z 1991 r. dopuszcza taką ewentualność, to korzysta z niej w Polsce ok. 40 rodzin. Być może dlatego, że jesteśmy wychowani przymusowo w szkołach państwowych, a więc w systemie, którego korzenie tkwią w czasach Bismarcka, i do głowy nam nie przychodzi, że może być inaczej.

Czasy przed- i ponakazowe
Pojęcie przymusu szkolnego pojawiło się w europejskiej myśli prawniczej i edukacyjnej dopiero na przełomie XVII i XVIII w. – Ten moment nie jest przypadkowy, ponieważ oświeceniowi luminarze postawili sobie za cel stworzenie „nowego człowieka”, oderwanego od przesądów i kierującego się racjonalizmem – mówi dr Maksymilian Stanulewicz, adiunkt na Katedrze Ustroju Państw na UAM w Poznaniu. Zdaniem dr. Stanilewicza za takim rozwiązaniem sprawy przymusu edukacyjnego przemawiały przede wszystkim względy polityczno-ustrojowe, zwłaszcza państw Rzeszy (Prusy, Austria, Bawaria). – Chodziło o całkowity wpływ państwa na proces edukacyjny, a więc i program, by mieć później obywatela, któremu od najmłodszych lat wpajano przywiązanie do narodu, religii, lojalności wobec państwa i dynastii. W tak rozumianym „patriotyzmie państwowym”, u źródeł którego leżą początki przymusu szkolnego, doszukiwać się można genezy przynajmniej jednego z dwóch wielkich totalitaryzmów XX w. – mówi.

Odrodzenie nauczania domowego miało miejsce w USA pod koniec lat 70., gdzie w tamtym czasie w instytucjonalnych szkołach kształciło się 99 proc. dzieci w wieku szkolnym i to głównie w środowiskach protestanckich. Rodzice zaniepokojeni treściami lekcji, wzrastającą agresją, a przede wszystkim postępującą utratą kontroli nad dziećmi, postanowili wrócić do form nauczania, które w wielu krajach na świecie stanowiły główną formę nauczania aż do 2 poł. XIX w! Obecnie edukacja domowa w Ameryce to domena nie tylko protestancka. Angażuje ona ludzi o różnym pochodzeniu, statusie i poglądach religijnych, również agnostyków i ateistów. Szacuje się, że w roku szkolnym 2005/2006 od 1,9 do 2,4 mln dzieci pobierało naukę w domu. Ta forma edukacji zyskuje dzisiaj na znaczeniu również w innych krajach, takich jak Japonia, Węgry, Kanada, ale i Polska. „Homeschooling” ciągle jest zakazany m.in. na Białorusi, Korei Północnej, Libii czy też w dzisiejszych, demokratycznych Niemczech.

– Hitlerowskie Niemcy nie dopuszczały możliwości kształcenia dzieci poza systemem, nakładając kary na rodziny. Dzisiaj również państwo niemieckie za próbę edukacji domowej odbiera rodzicom ich prawa rodzicielskie, kierując dzieci do rodzin zastępczych. W skrajnych wypadkach zamykane są one nawet w zakładach psychiatrycznych – podkreśla pastor Bartosik. Znana jest historia rodziny Romeike (z kwietnia br.), na którą nałożono grzywnę w wysokości 7500 euro za absencję dzieci w szkole. Państwo Romeike postanowili opuścić kraj i poprosili o azyl polityczny (sic!) w USA. Pozostając w Niemczech, mogliby pójść nawet do więzienia, a ich dzieci zostałyby skierowane do rodzin zastępczych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama