Rodzina w drodze Ucieczka na pustynię

Ślub Kasi i Piotrka Sumińskich można śmiało zaliczyć do największych. Mimo że był to pochmurny wtorek i godz. 7 rano, przyszło około... dwóch i pół tysiąca osób!

Reklama

Piotrek mówi, że „Kacha” gotuje najlepsze obiady na świecie i robi to od 2001 roku. W wakacje Kasia może puścić wodze kulinarnej fantazji, bo ma na to więcej czasu, poza terminem 6–15 sierpnia, kiedy tradycyjnie nie ma jej w domu. Ale Piotrka też wtedy nie ma. Pustoszeje również dom Anny i Stanisława oraz Oli i Pawła. Wszyscy w tym samym czasie uciekają „na pustynię”.

Ślub z żabami
Matematyczka z wykształcenia zakochała się w humaniście, a humanista pokochał matematyczkę. Piotrek i Kasia Sumińscy właśnie skończyli się spierać, do kogo z charakteru będzie podobna ich kilkuletnia córka Agatka. – Na pewno posiądzie zdolność logicznego myślenia i precyzyjnego formułowania myśli – mówi z przekąsem Kasia, wskazując palcem na siebie. – Uzupełniamy się w każdym calu – kwituje Piotrek, katecheta w jednej z łowickich szkół.

W pokoju gościnnym Sumińskich nad tapczanem wisi wielkie zdjęcie. Na nim bp Alojzy Orszulik, który z podniesioną ręką błogosławi nowożeńcom. Za nimi stoją tłumy ludzi. On i ona, choć nie śmieją się od ucha do ucha, mają ujmująco szczęśliwe twarze. Z pewnością zdjęcie nadawałoby się na konkurs fotograficzny pt. „Uchwycić szczęście”. – Na naszym ślubie były dwa tysiące osób – mówi Piotr. – Myślę, że nawet dwa i pół – precyzuje Kasia.

Sumińscy – jako pierwsi i na razie ostatni – pobrali się na Łowickiej Pieszej Pielgrzymce Młodzieżowej na Jasną Górę. Było to dokładnie 7 sierpnia 2001 roku w Makowie pod Skierniewicami, nie w kościele, ale na boisku sportowym. – Chmury nad nami, żaby koło nogi, pszczoły w bukiecie Kasi i rzesza sióstr i braci patrzących na nasze szczęście – wspomina Piotrek. – Na pielgrzymkę chodzi zdecydowana większość naszych przyjaciół, więc nie musieliśmy ich specjalnie spraszać – dodaje żona. – Nie miałam superfryzury z salonu, bo nasz ślub był o siódmej rano. I tak wcześnie wstałam, gdzieś przed czwartą.

Po ślubie wróciliśmy do Łowicza na przyjęcie weselne. Wieczorem tego samego dnia dołączyliśmy do pielgrzymki i każdy z nas rozszedł się do swoich obowiązków – Piotrek do grupy specjalnej, a ja do prowadzenia sklepiku. A podróż poślubna? – Podróż poślubną mieliśmy już po pielgrzymce, pojechaliśmy do Krakowa – mówi Piotr. – W czasie wędrówki widywaliśmy się tylko na Apelu Jasnogórskim. Później każdy szedł w swoją stronę, czyli do kwatery. Nawet nie spaliśmy w jednej wiosce – zaznacza bez wyrzutu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama