"Trochę chciałabym wrócić"

Ośrodek dla cudzoziemców. Ich codzienność toczy się w zawieszeniu. Pomiędzy tam, gdzie już nie chcą wrócić, a tutaj, gdzie jeszcze nie wiadomo, czy znajdą dom.

Reklama

Vakhid z rodziną mieszka dziś w Bytomiu. Przyjechał z Achuan Martan położonego na granicy z Inguszetią, 45 kilometrów od Groznego. U siebie był kierowcą autobusu, tutaj – jak mówi – chociaż nie jest fachowcem budowlanym, jako pomocnik może przyjąć każdą pracę na budowie. Na razie mieszkają w Ośrodku dla Cudzoziemców. O wyjeździe ze swojego kraju myśleli już w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej, ale nie udało się. W końcu zebrali pieniądze, w przeliczeniu na złotówki około 2,5 tysiąca, i półtora roku temu zdecydowali się opuścić Czeczenię. Z całej rodziny tylko oni wyjechali. – W telewizji słyszymy, że teraz tam spokój, ale to nieprawda. Tam nigdy nie ma spokoju. Pół roku pokój, trzy lata wojny, pół roku pokój i wojna. Zejdziesz z drogi – mina, wejdziesz do lasu – to samo.

Tam niebezpiecznie w czasie wojny i w czasie pokoju – mówi Vakhid. Trzy razy udało mu się ujść z życiem, kiedy mina wybuchała pod kołami samochodu. Oboje z żoną byli ranni. – Już się przyzwyczaiłam, teraz chcę tu żyć, ale na początku było trudno. Nie znaliśmy niczego, a wszystko inne – kultura, zwyczaje… Ale tak trzeba było, ze względu na męża, dla jego bezpieczeństwa – mówi Albina, która jest nauczycielką biologii i chemii. Martwi się o rodzinę, która została w Czeczenii, czy ten wyjazd im nie zaszkodził.

Z czeczeńską gościnnością od razu zaprasza na herbatę i przeprasza za słabą znajomość polskiego, dopiero się uczy na kursie w ośrodku: – Polski na szczęście podobny do rosyjskiego. Przyjechali z dwiema córkami. Starsza razem z trzydziestką innych dzieci z ośrodka chodzi do szkoły. Uczą się w Zespole Szkół nr 37 w Bytomiu. Młodsza we wrześniu pójdzie do pierwszej klasy. Synek urodził się już w Polsce, dali mu na imię Adam.

W wielokulturowym Bytomiu
Ośrodek dla Cudzoziemców powstał w Bytomiu w marcu ubiegłego roku. W tej chwili mieszka w nim około 140 osób, ponad 90 procent z nich deklaruje narodowość czeczeńską, ale są również Dagestańczycy, Osetyńczycy, Ingusze, kilka osób z Mongolii, Uzbekistanu i Sri Lanki. Poza tym około stu osób korzystających z tzw. świadczeń indywidualnych mieszka poza ośrodkiem. Wszyscy czekają na przyznanie im statusu uchodźcy. Ustawowo procedura trwa pół roku. ­– Ale tutaj każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie i czas oczekiwania zależy od tego, na ile prawnie jest skomplikowany – wyjaśnia Mirosław Kądziołka, kierownik Ośrodka dla Cudzoziemców w Bytomiu. – Dlatego przeciętnie może to trwać około 9 miesięcy, roku. W tym czasie zapewniamy tym osobom pełną obsługę formalno-prawną i socjalną.

Cudzoziemcy kierowani są najpierw do ośrodka recepcyjnego Urzędu do spraw Cudzoziemców w Podkowie Leśnej-Dębaku, a stamtąd do jednego z 19 ośrodków znajdujących się na terenie całego kraju. – Liczba osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy z roku na rok spada. W 2007 roku było ich ponad 10 tysięcy, w ubiegłym – około 8,5 tysiąca, a w pierwszym półroczu tego roku ponad 2 tysiące. Polska traktowana jest trochę jako kraj tranzytowy w drodze do Austrii. Ośrodki dla cudzoziemców zapewniają opiekę i pomoc w całej procedurze uzyskania statusu uchodźcy, ale jednocześnie pełnią funkcję preintegracyjną. Otwarcie bytomskiego ośrodka spotkało się z dobrym przyjęciem ze strony mieszkańców, być może dlatego, że to od dawna wielokulturowe miasto – mówi Ewa Piechota z Urzędu do spraw Cudzoziemców w Warszawie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama