Ukaż nam cud!

Immaculee Ilibagiza MATKA BOŻA Z KIBEHO; wyd. Duc In Altum, Warszawa 2009

Sanktuarium Matki Bożej z Kibeho stało się miejscem modlitwy dla wielu setek tysięcy pielgrzymów z całej Afryki. Jednak większość świata nie słyszała wcale o tym błogosławionym miejscu. Mam głęboką nadzieję, że Kibeho stanie się równie znane jak Fatima czy Lourdes. Przesłanie, jakie Maryja i Jezus przekazali w Kibeho, jest przesłaniem miłości, której dziś świat tak bardzo potrzebuje.

„Ukaż nam cud! Spraw, byśmy uwierzyli!"

Tysiące błagalnych głosów dało się słyszeć z trzeszczącego głośnika magnetofonu należącego do naszego księdza, Apollinaire'a Rwagemy. Po cotygodniowej, środowej mszy dla dzieci ksiądz Rwagema zaprosił wszystkie dzieciaki z naszej wioski do swej małej kaplicy. Wspomniał, że ma dla nas wielką niespodziankę, toteż ponad dwie setki dzieci zjawiło się z nadzieją na coś nadzwyczajnego, l ksiądz Rwagema nas nie zawiódł.

Słuchaliśmy pilnie każdego okrzyku, każdego wybuchu entuzjazmu. Niektórzy z nas byli zafascynowani treścią tego, co dobiegało z taśmy, innych zaś intrygował sam magnetofon, bowiem nigdy wcześniej nie widzieli podobnego urządzenia. Odtwarzacz stał na drewnianym stole pośrodku małej, jednoizbowej kaplicy, my zaś, zgromadzeni w półkole, przyglądaliśmy się, jak ksiądz Rwagema prawą ręką wciska na przemian klawisze PAUSE i PLAY, a lewą wymachuje w powietrzu, podkreślając ważność nagranych słów. Wyglądał całkiem jak maestro prowadzący orkiestrę.

- Słuchajcie uważnie tego, kochani - rzekł, machając ręką w stronę magnetofonu. „Chcemy zobaczyć cud!" - wołały wciąż głosy na taśmie. Wszyscy byliśmy zaciekawieni dziwnymi żądaniami tłumu, jednak nikt chyba nie słuchał z większą uwagą niż ja. Ksiądz Rwagema wyłączył odtwarzacz. Oczy wszystkich zwróciły się na niego z uwagą i mógł teraz przygotować nas do kulminacyjnego punktu nagrania.

-To, co słyszycie, to głosy piętnastu tysięcy ludzi, pomiędzy nimi także mieszkańców tej wioski, złączonych w wołaniu przed drewnianym podium i wzywających pewnego młodego mężczyznę, aby do nich wyszedł. Stoją tam już od godziny, by móc go posłuchać. Jednak, tak naprawdę, nie interesuje ich to, co on ma do powiedzenia, bo przyszli słuchać nie jego, lecz Jezusa! Ksiądz Rwagema wypowiedział te słowa z naciskiem godnym zapalonego kaznodziei, jakim rzeczywiście był. Znów włączył magnetofon -wiwatujący tłum po raz kolejny wołał o cud, aby po chwili całkowicie zamilknąć.

Teraz słyszeliśmy jedynie szum taśmy przesuwającej się w odtwarzaczu. Wreszcie dał się słyszeć delikatny, przepełniony szacunkiem głos młodego mężczyzny:„Tak, Panie, mówiłem już im wiele razy...".„Nie, Panie, oni nie słuchają... wciąż dopominają się cudu. Nie uwierzą, że to Ty, Jezu, do mnie mówisz... nie uwierzą, dopóki nie zobaczą cudu albo jakiegoś znaku". Przerwał, jak gdyby oczekiwał odpowiedzi, a po chwili dodał: „Tak, powtórzę im, co powiedziałeś." Zanim młody człowiek zdołał dokończyć ostatnie zdanie, z taśmy rozległ się potężny grzmot, tak gwałtowny, że zachwiał się drewniany stół, na którym stał magnetofon.

Przez kaplicę przebiegł rodzaj prądu podobny do tego, który czułam na języku kiedyś, gdy moi bracia namówili mnie, bym polizała końcówki bateryjki. Wszyscy obecni znieruchomieli sparaliżowani odgłosem grzmotu, który dobiegł z głośnika, a także wyrazem twarzy księdza Rwagema. Oczy kapłana pałały gorączką, wzrok zwrócił ku górze, jakby spodziewał się poprzez sufit ujrzeć niebo. Nagle z głośnika rozległo się drugie ogłuszające uderzenie. Młodsze dzieci zaczęły popłakiwać ze strachu. - Oto głos Boga! - oznajmił ksiądz Rwagema.

-Tym grzmotem nasz Pan Jezus Chrystus przemawia wprost do nas, właśnie tutaj, w Ruandzie! Piętnaście tysięcy ludzi - wielu z nich to wasi znajomi, sąsiedzi, rodzice - było razem ze mną świadkami tego cudu. Choć niebo było wtedy niebieskie i bezchmurne, to grzmot uderzył jak młot. Słuchajcie uważnie, dzieci, nagrałem dla was to wszystko... słuchajcie tego grzmotu!

- Te tysiące zgromadzonych domagały się dowodu, a kiedy Bóg im go dał, zdrętwieli ze strachu. Wielu zaczęło uciekać, niektórzy pomdleli, inni upadli na ziemię, zakrywając uszy rękoma, uklękli lub padli krzyżem. To był cud! Grzmot ucichł tak nagle, jak zabrzmiał. Przez chwilę z taśmy znów dobiegała cisza, a potem głos tłumu wybuchł ponownie. Jedni płakali z przerażenia, drudzy krzyczeli „Chwała Jezusowi!" Umilkli jednak zaraz, bo młody człowiek znów zaczął mówić. „Jezus mówi, żebyście się nie bali. On nigdy nie skrzywdzi swych dzieci"- powiedział do tłumu. -„Nikomu nic się nie stało, ciężarne kobiety nie muszą obawiać się o swe nienarodzone dzieci, nic też nie grozi osobom o słabym sercu... Tak, Panie, powtórzę im to, co mówisz... Jezus mówi, że zesłał wam grzmot, abyście słuchali Jego słów i nie domagali się cudów, które w gruncie rzeczy nie mają znaczenia". - Słuchajcie, tego człowieka, dzieci - przynaglił nas ksiądz Rwagema. - Nazywa się Segatashya. Spotkałem się z nim w ubiegłym tygodniu, zaraz po tym, jak rozmawiał z Jezusem. Jego to ostatnio wybrał Bóg, aby przez niego Maryja Dziewica i Jej Syn mówili do nas. To, co słyszycie, to głos Segatashya, jednak słowa, które wypowiada, pochodzą wprost od Jezusa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama