Czytanie dla wybranych

Coraz mniej Polaków czyta książki – ta wiadomość w dobie internetu nie jest specjalnym zaskoczeniem. Martwi jednak tempo, w jakim to zjawisko narasta.

Reklama

Tylko 38 proc. osób, w ciągu roku ma kontakt z przynajmniej jedną książką. Tak wynika z badań prowadzonych przez Bibliotekę Narodową przy współpracy TNS OBOP. Jeśli porównamy ostatni rezultat z wynikami z 2004 roku, zauważymy spadek aż o 20 proc. Jeszcze nigdy nie było tak źle.

Zawsze fragment
Skąd taka zmiana? Na ogół jako przyczynę spadku czytelnictwa podaje się rozwój nowych technologii. – Żyjemy w kulturze audiowizualnej, w której działa na nas wiele bodźców zewnętrznych – mówi Agnieszka Paruzel, polonistka z Zespołu Szkół Katolickich nr 1 w Katowicach. – Żeby się w tym wszystkim nie pogubić, jesteśmy skazani na skróty i hasła. Zazwyczaj w klasie jest jedna lub dwie osoby, które czytają coś więcej, wychodzą poza obowiązek lekturowy. Pozostali koncentrują się na poszerzaniu wiedzy w kierunku, który zamierzają później studiować. Pragmatyzm, wkradający się coraz silniej do programów szkolnych, niekoniecznie służy wyrabianiu czytelniczych nawyków.

Rezygnacja z czytania całej książki na rzecz fragmentów, omawianie lektur pod kątem zdawanych testów kompetencji powodują, że uczniowie nie widzą potrzeby zagłębiania się w świat literatury. W razie czego każdą informację mogą mieć przecież „na kliknięcie”. Nie wiedzą, że omija ich przyjemność czytania, bo nigdy jej nie zaznali. W efekcie jednak ta „kultura fragmentu” powoduje chaos w głowach. Młodzi ludzie mają problem z umiejscowieniem bohatera w dziele, a dzieła w historii literatury. Jak bowiem analizować tekst, jeśli nie zna się kontekstu? Czy z fragmentu „Pana Tadeusza” zorientuję się, czym jest epopeja, a czytając wybrane sceny z „Nie-Boskiej komedii” dowiem się czegoś o romantycznej historiozofii? Raczej wątpliwe.

Internauci też czytają
Z drugiej strony trudno obrażać się na rzeczywistość, w której żyjemy. – Programy są szukaniem kompromisu między tym, czego chcielibyśmy wymagać a tym, co narzuca nam współczesny świat – twierdzi Agnieszka Paruzel. – Szkoła nie może być skostniała, bo inaczej przepaść między nauczycielem a uczniem jeszcze bardziej by się zwiększyła. I tak jesteśmy postrzegani jako osoby egzaltowane, bo jak można tak przeżywać „Kordiana” albo „Sonety krymskie”? – śmieje się polonistka. – Uczniowie, ukształtowani przez nowoczesne media, potrzebują znacznie silniejszych bodźców, by coś przeżyć. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Okazuje się, że książki czyta ponad połowa (51 proc.) internautów i tylko 26 proc. osób niekorzystających z internetu. U wielu osób zatem te dwie aktywności współistnieją.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Alois
    25.11.2010 17:59
    A czy wszyscy musza czytac?Przed 1990 r byly dzieci,ktore nie mialy zadnej ksiazki w domu bo rodzice nie czytali.I takich bylo sporo.Nawyk czytania wynosi sie z domu.Pamietam bogata biblioteke robotnka z wlokienniczej fabryki w l. 50tych.Ale byl z rodziny saksonskiej, ktora tutaj przybyla za praca.Dzisiejsi absolwenci prywatnych wyzszych uczelni tez nie siegaja po ksiazki.A ich slownictwo.O tempores,o mores tesknie za kolejka pod ksiegarnia kiedy byly lektury za makulature ( 4 t. A.Mickiewicza na zlym papierze).W zach. krajach w srode ( dzien wolny od nauki) dzieci przychodza do biblioteki i sa tam mini przedstawienia,czytanie ksiazek i ich inscenizacja
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama