Narodzenie

Na ekrany wchodzi hollywoodzki film „Narodzenie”, opowiadający historię przyjścia na świat Jezusa Chrystusa. Światowa premiera odbędzi się w Watykanie.

Reklama

Fenomenalne przyjęcie „Pasji” Mela Gibsona sprawiło, że niektóre hollywoodzkie wytwórnie podjęły starania o pozyskanie widowni chrześcijańskiej.

Studio filmowe New Line Cinema, jedno z 10 największych w USA, przystąpiło jeszcze w ubiegłym roku do prac nad „Narodzeniem”, filmem opowiadającym o narodzeniu Jezusa. New Line Cinema ma w swoim dorobku takie „krwiste” produkcje jak m.in. cykl „Koszmar z ulicy Wiązów”, czy „Teksańską masakrę piłą mechaniczną”. Najbardziej dochodowym przedsięwzięciem w historii firmy okazała się jednak trylogia „Władca pierścieni”. Być może sukces trylogii zachęcił producentów do nakręcenia „Narodzenia”, które powstało w iście ekspresowym tempie. Catherine Hardwicke, autorka filmu, zanim została reżyserem, pracowała jako scenograf, stąd film imponuje dbałością o scenografię, kostiumy i wierność realiom epoki. „Narodzenie” jest trzecim filmem w dorobku reżyserki, która rozgłos zyskała „Trzynastką”, dramatem o trudnym wchodzeniu w życie amerykańskiej nastolatki. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiła, kiedy otrzymała propozycję nakręcenia filmu, było kupienie biletu na samolot do Izraela. „Pojechałam tam i wynajęłam przewodnika, który oprowadził mnie po Jerozolimie i Nazarecie.

Widziałam replikę Nazaretu z czasów Jezusa, gdzie ludzie starali się żyć tak, jak przed wiekami – nawet uprawiali rolę w tradycyjny sposób. To mnie zainspirowało: zrozumiałam, że ci ludzie chcą tego samego, co ja: chcą autentyczności i prawdziwego poczucia związku z historią”. Później do Izraela pojechała cała ekipa, by przemierzyć tę samą trasę, którą dwa tysiące lat temu pokonali Maryja i Józef. Jednak ostatecznie zdjęcia do filmu nakręcono w Maroku i Włoszech. Po raz kolejny okazało się, że najbardziej odpowiednim miejscem do odtworzenia Ziemi Świętej jest włoska Matera, gdzie kręcił swój film Mel Gibson, a przed nim wielu innych. Tam przetrwały starożytne domy wykute w skale, tam też na potrzeby filmu wybudowano replikę Nazaretu i znaleziono odpowiednik Betlejem. Utrzymane w nieśpiesznym, kontemplacyjnym rytmie „Narodzenie” Hardwicke to film epicki i jednocześnie bardzo osobisty. Wszystko to, co dzieje się przed narodzinami i później, widzimy oczyma Maryi i Józefa. Autorka filmu stara się nie tylko przedstawić znaną wszystkim ewangeliczną opowieść, ale także przekazać nam, co działo się w duszy, głowie i sercu Matki Chrystusa.

Co czuła młodziutka dziewczyna, kiedy dowiedziała się, że Bóg ją wybrał, by nosiła w sobie Jego Syna. Hardwicke nie nadużywa efektów w pokazywaniu Bożej mocy. Posługuje się bardziej subtelnymi i jednocześnie prostymi środkami w rodzaju zmian w wiejącym wietrze czy w oświetleniu. Scenariusz filmu wiernie oddaje wydarzenia sprzed urodzenia Jezusa i niedługo po nim, które znajdujemy w Ewangelii. A ponieważ są one dosyć ubogie, scenarzysta posłużył się także własną fantazją w celu udramatyzowania akcji. Ale nie zakłócają one całości, są wplecione w narrację interesująco i wiarygodnie. W biblijnych produkcjach jednym z kluczowych elementów jest obsada głównych ról. W „Narodzeniu” Matkę Jezusa zagrała z powodzeniem obdarzona oryginalną urodą Keisha Castle-Hughes. 16-letnia Australijka była najmłodszą aktorką, jaką kiedykolwiek nominowano do Oscara. Obecnie, jak donosi bulwarowa prasa, nastoletnia aktorka spodziewa się dziecka. W postać Józefa wcielił się Oscar Isaak, mało znany amerykański aktor urodzony w Gwatemali.

Zanim film zobaczymy w naszych kinach, 26 listopada odbędzie się jego światowa premiera w Watykanie, w Auli Pawła VI, z udziałem reżyserki, Oscara Izaaka i scenarzysty Mike’a Richa.

Narodzenie; reż. Catherine Hardwicke, wyk.: Keisha Castle-Hughes, Oscar Isaac, Shaun Toube i Hiam Abbass; USA 2006.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama