Niebo nad Saharą

Francuski film przygodowy "Niebo nad Saharą", z Marion Cotillard w obsadzie, trafi w piątek do polskich kin.

Reklama

W "Niebie nad Saharą" (2009, reż. Karim Dridi), filmie przygodowym, a zarazem historii miłosnej, główne role grają Marion Cotillard oraz zaliczany do grona najprzystojniejszych francuskich aktorów Guillaume Canet (który jest jednocześnie filmowym reżyserem, zrealizował m.in. thriller "Nie mów nikomu", inspirowany powieścią Harlana Cobena).

Akcja filmu rozgrywa się w 1933 r. na Saharze. Samolot słynnego pilota, Billa Lancastera, ginie w trakcie lotu z Londynu do Kapsztadu. Partnerka Lancastera - nieustraszona łowczyni przygód, Marie Vallieres de Beaumont (Cotillard) - rusza wówczas na poszukiwanie ukochanego.

Zmuszona do lądowania na terytorium Algierii, zwraca się o pomoc do wojsk francuskich, zmagających się z buntem miejscowych plemion Tuaregów. Wojskowi dowódcy odmawiają. Ostatecznie jedynym sprzymierzeńcem podróżniczki staje się skłócony ze zwierzchnikami pułkownik Antoine Chauvet (Canet). Dwójka bohaterów rusza wspólnie na niebezpieczną wyprawę. Odkrywają zaskakującą prawdę o losie zaginionego pilota Lancastera.

KinoSwiatPL NIEBO NAD SAHARĄ - zwiastun PL

W piątek na polskie ekrany trafi również m.in. brytyjski thriller science fiction "Strefa X" (tytuł oryg.: "Monsters", reż. Gareth Edwards), zapowiadany jako "film drogi o potworach i miłości". Sonda z próbkami mającymi udowodnić istnienie życia pozaziemskiego rozbija się nad Ameryką Środkową. Wkrótce w okolicy pojawiają się nowe formy życia. Połowa terytorium Meksyku zostaje uznana za teren skażony i poddana kwarantannie.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • nike
    10.07.2011 12:46
    Niestety ,oprócz pięknych zdjęć pustyni nie doczekamy się niczego .Wątki , zapowiadające dobre kino gubią się w piaskach Sahary i to uproszczone zakończenie.....Po wyjściu z kina wniosek ,że dobrze mieć pod ręką wielbłąda nasuwa się sam.
  • wredna cyniczka
    29.07.2011 12:13
    Dno den, muł i wodorosty, tak można określić to "arcydzieło" kinematografii francuskiej. Jeszcze nigdy się tak nie wynudziłam w kinie. Ludzie wychodzili w trakcie na papierosa, a ja zwijałam się ze śmiechu słuchając zjadliwych komentarzy mojego męża, którego nieopatrznie na tego bzdeta wyciągnęłam z domu. Najbardziej godna uwagi w tym filmie jest rola wielbłąda, który gra samego siebie prezentując imponujące uzębienie i rycząc prawie jak lew. Poza kilkoma banałami na temat miłości wypowiedzianymi przez parę bohaterów, w tym filmie nic się nie dzieje. Łażą po pustyni z wielbłądami, w końcu jeden z tych wielbłądów ma dość i daje nogę, słusznie zresztą, pewnie sam umierał z nudów. Porzucono kompletnie zarysowany na początku wątek wojska francuskiego, dezercji głównego bohatera, a autochton, który jest buntownikiem i walczy z Francuzami nie jest w ogóle pokazany w tym obrazie. Powinni zwracać za bilety.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama