Katolicka rewolucja

Szli do boju z okrzykiem: „Niech żyje Chrystus Król”. Teraz po raz pierwszy powstanie cristeros w Meksyku stało się tematem wielkiego filmowego widowiska.

Reklama

W połowie 1929 roku powstanie cristeros miało się ku końcowi. Toczyły się rozmowy biskupów meksykańskich z rządem deklarującym złagodzenie niektórych antykościelnych ustaw i gwarantującym bezpieczeństwo powstańcom, którzy złożą broń. Gen. Enrique Gorostieta Velarde, jeden z najzdolniejszych dowódców cristeros, który zorganizował powstańcze oddziały w zdyscyplinowaną armię, nie wierzył w deklaracje. Ogłosił, że będzie walczył nawet wtedy, kiedy biskupi dogadają się z rządem, by zakończyć toczącą się od trzech lat krwawą wojnę domową w obronie wiary.

2 czerwca 1929 roku Gorostieta na czele małej grupy żołnierzy znajdował się w drodze do Michoacán, by tam znaleźć nowych ochotników do swoich oddziałów. Noc postanowił spędzić na farmie niedaleko wioski Atotonilco w stanie Jalisco. Ze snu wyrwał go huk wystrzałów. Porwał pistolet i wypadł na dwór, usiłując dosiąść konia. Nie miał szans. Powaliła go salwa z karabinów żołnierzy armii federalnej. Zasadzka była rezultatem operacji wywiadowczej przeprowadzonej przez agenta znajdującego się w sztabie generała. Niecałe trzy tygodnie po śmierci generała doszło do porozumienia episkopatu z rządem Meksyku. Reszta walczących jeszcze powstańców rozeszła się do domów, a obawy generała co do ich losu w dużej mierze się sprawdziły.

Właśnie Gorostieta jest jednym z bohaterów „Cristiady” Deana Wrighta. Reżyser określił swój film jako „inspirującą opowieść o wierze i pragnieniu wolności religijnej”. Przyznaje, że niewiele wiedział o brutalnych prześladowaniach wyznawców Chrystusa w Meksyku, które doprowadziły do zbrojnego powstania katolików w tym kraju. Nie tylko on, bo historia zbrojnego zrywu katolików w Meksyku jest słabo znana. Wright jako pierwszy w historii kina podjął ten temat, tworząc swego rodzaju kronikę powstania. Zanim obejrzymy film, warto sobie przypomnieć okoliczności prowadzące do sytuacji, w której Meksykanie musieli walczyć z bronią w ręku o wolność wyznawania wiary.

Prawa Callesa

Początek XX wieku okazał się okresem tragicznym dla Kościoła katolickiego w Meksyku. „Nie bez winy samych katolików, którzy nominalnie stanowili w kraju 90 procent ludności. To oni przez długie wieki nie podejmowali starań o podniesienie i dowartościowanie społeczne, polityczne i religijne Indian i Metysów” – wyjaśnia genezę krwawego konfliktu z lat 1926–29 ks. prof. Bolesław Kumor w swojej „Historii Kościoła”.

Po okresie zamętu i walk wewnętrznych w 1915 roku władzę objął prezydent Venustiano Carranza, aktywny mason. W 1917 roku z inspiracji liberalnych radykałów i masonów uchwalono konstytucję należącą pozornie do najbardziej demokratycznych na świecie. Jednak właśnie ona w drastyczny sposób totalnie podporządkowywała Kościół władzy państwowej. Państwo miało być całkowicie laickie, Kościół, duchowni i wierni nie mogli prowadzić jakiejkolwiek działalności społecznej. Duchowni, czyli, jak to określano „urzędnicy kultu”, zostali pozbawieni praw politycznych, szkoły katolickie miały zostać upaństwowione, zakony rozwiązane. Zabroniono celibatu, dobra kościelne i kościoły miały stać się własnością państwa, zlikwidowano prasę katolicką. W efekcie katolicy mieli stać się obywatelami, którym nie przysługiwały żadne prawa. Álvaro Obregón, następca zamordowanego Carranzy, unikał szykan wobec katolików, ale kolejna wojna domowa i przejęcie władzy przez Plutarca Eliasa Callesa doprowadziły do tragedii.

 

Calles, mason i jednocześnie fanatyczny antyklerykał, podjął próbę utworzenia Kościoła narodowego. Bezwzględnie też wcielał w życie antykościelne postanowienia konstytucji, stosowane do tej pory wybiórczo. Wywołało to zdecydowany sprzeciw katolików, którzy powołali Krajową Ligę Obrony Wolności Religijnej. Liga domagała się zniesienia antykościelnych zapisów konstytucji, organizując legalne protesty i bojkoty. W odpowiedzi Calles ogłosił trzy nowe, antykościelne przepisy, nazywane nieoficjalnie „prawem Callesa”, które przewidywały kary więzienia dla księży i wiernych łamiących zapisy konstytucji z 1917 roku. Przykładowo za noszenie sutanny w miejscu publicznym nakładano na księży grzywnę 500 pesos, co stanowiło wówczas równowartość 250 dolarów, a za krytykę rządu duchownemu groziło 5 lat więzienia. Z Meksyku wygnano kilku biskupów i wszystkich zagranicznych księży. Praktycznie Kościół mógł działać tylko w podziemiu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama