Ile kultury w telewizji?

Rozrywka wypiera kulturę ze szklanego ekranu. Czy jednak wszyscy musimy tańczyć z gwiazdami?

Reklama

Karmieni programami, w których jedni śpiewają albo tańczą, a drudzy oceniają, powoli przestajemy odczuwać potrzebę obcowania z ambitniejszą sztuką. Ale czy do końca? Powrót do spektakli Teatru Telewizji granych na żywo udowodnił, że wcale tak być nie musi. Pierwsze z przedstawień, „Boską!” Petera Quiltera obejrzało 2,7 mln widzów. To widownia porównywalna z tą, jaka towarzyszy transmisjom meczów.

A zatem można połączyć misję z komercyjnym sukcesem, choć przez lata wmawiano nam, że to niemożliwe. Kolejni szefowie telewizji utrzymywali, że widzowie najchętniej oglądają banalne programy rozrywkowe i kiczowate seriale. „Tyle misji, ile abonamentu” – mówił w latach 90. prezes TVP Robert Kwiatkowski. I tak programy kulturalne stopniowo zredukowano do minimum albo przesunięto na porę, w której oglądalność mierzy się w promilach. W ten sposób łatwo było utwierdzić się w przekonaniu, że „i tak tego nikt nie ogląda”.

Kultura, głupcze!

Mam nadzieję, że niespodziewany wynik Teatru Telewizji skłoni telewizyjnych decydentów do przemyśleń. Bo wnioski nasuwają się same: potrzeba kultury w narodzie istnieje, tylko najwidoczniej tę kulturę źle dotąd podawano. Źle – to znaczy w złej porze, w skostniałej formie i kompletnie bez promocji. To przede wszystkim trzeba zmienić, jeśli chcemy, by ambitna sztuka mogła konkurować z wszechobecną tandetą. Twórcy Teatru Telewizji, który przez ostatnie lata musiał walczyć o miejsce w ramówce, dobrze odrobili tę lekcję. Wywalczyli powrót do dawnego czasu emisji, zadbali o to, by ich spektakl miał odpowiednią reklamę (zapowiedź pojawiała się codziennie od wielu dni), wreszcie wprowadzili do swojej produkcji element tych samych emocji, które tak silnie przyciągają zwolenników talent-show. Nic przecież tak nie skupia uwagi widzów jak program na żywo. Jeśli któryś z bohaterów takiej audycji wyda nam się geniuszem, to nie dlatego, że swój występ poprawiał w nieskończoność, ale dlatego, że widzimy, jaki jest naprawdę. Nawet drobna pomyłka może tu zadziałać na jego korzyść, bo dodaje mu autentyzmu.

Na podobny pomysł wpadli twórcy programu „Kultura, głupcze!”, emitowanego od niedawna w TVP 2. Nareszcie audycja kulturalna pojawiła się o jakiejś rozsądnej porze, tzn. o godz. 17.15 w niedzielę. Scenariusz programu jest prosty: najpierw emisja reportażu ilustrującego jakieś wydarzenie (np. Europejski Kongres Kultury albo powstający film o Lechu Wałęsie), a następnie dyskusja w studiu odbywająca się – co istotne – na żywo. Gospodarz, Kamil Dąbrowa, zaprasza do niej osoby pozostające w światopoglądowym konflikcie, co nie zawsze przynosi programowi korzyść, bo każe dobierać bohaterów według klucza politycznego, a nie merytorycznego. Więc jeśli pojawia się Piotr Semka, to z drugiej strony musi być koniecznie Kinga Dunin. Jeśli Bronisław Wildstein, to naprzeciwko zasiada związany niegdyś z Unią Wolności Waldemar Kuczyński. Dyskusje, trzeba przyznać, bywają ciekawe, ale sądzę, że rozszerzenie grona gości o osoby mniej kojarzone z opcjami politycznymi, a bardziej z kulturą właśnie, przyniosłoby programowi większą korzyść. Inaczej widzowie mogą szybko zmęczyć się „gadającymi głowami”, znanymi już z innych audycji publicystycznych.

TVP Alibi

Mimo wszystko trzeba obecność programu „Kultura, głupcze!” odnotować na plus telewizji publicznej. Bo podobne produkcje w kanałach ogólnodostępnych można policzyć na palcach jednej ręki. We wtorki TVP 1 proponuje talk-show Piotra Kędzierskiego „Lubię to!”, ale to audycja z pogranicza kultury wysokiej i rozrywki. Nieco poważniejszy magazyn „Wszystko o kulturze” zobaczyć można w TVP 2 w niedziele o 22.30, a więc w porze, gdy duża część widowni idzie spać. W Jedynce są jeszcze „Bezgranicznie kulturalni”, czyli cykl reportaży kulturalnych mówiących o tym, w jaki sposób polska muzyka, filmy i malarstwo odbierane są za granicą. Ale trudno właściwie powiedzieć, dla kogo jest ten program emitowany obecnie w poniedziałki o 9.50. I to już właściwie wszystko, jeśli nie liczyć magazynów takich jak „Kocham kino” czy „Poziom 2.0”. Ten ostatni został pomyślany jako kulturalno-edukacyjny program dla młodzieży. Okazuje się jednak, że przyciąga przed ekrany zaledwie 190 tys. widzów, z czego aż jedna trzecia to… osoby po 60. roku życia.

Reszta programów kulturalnych została umieszczona w kanale tematycznym, jakim jest TVP Kultura. Powołanie tego kanału było dobrym pomysłem, bo to obecnie jedna z nielicznych stacji, która stara się realizować misję telewizji publicznej. To tu można obejrzeć takie programy jak „Tygodnik kulturalny”, „Studio Kultura”, „Informacje kulturalne”, które pozwalają na bieżąco orientować się w świecie sztuki. To właśnie w TVP Kultura emitowane są koncerty muzyki poważnej, występy muzyków alternatywnych i ciekawe filmy, niekoniecznie te królujące w multipleksach.

Problem w tym, że dla kolejnych szefów telewizji publicznej istnienie TVP Kultura stało się wygodnym alibi. Najwidoczniej uznali, że skoro powołali do życia kanał z misją, to zwalnia ich z obowiązku realizacji tej misji w innych stacjach. Tymczasem TVP Kultura dociera zaledwie do 4 mln widzów, głównie dzięki kablówkom, i z pewnością nie wystarczy, by zaspokoić kulturalne potrzeby Polaków.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Manitou
    06.11.2011 08:32
    Niestety poziom spektaklu "Boska" nie odbiega zbytnio od krytykowanych przedstawień rozrywkowych. Lepiej było wyłączyć tv i zaoszczędzić na CO2. Sprawdzają się słowa pana Dworzaka i celebrytów TVP: "Abonament to się opłaca". WAM się opłaca - zawsze dodaję.
  • Eterno Vagabundo
    07.12.2011 10:20

    Nie, nie musisz wcale
    Zatańczyć z gwiazdami.
    Zupełnie wystarczy
    Jak zrobisz czasami

    Przysługę maluczką,
    Która jest szalenie
    Ważniejsza niż brawa
    I laury na scenie.


Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Więcej nowości

    Reklama