Martinelli na odsiecz

Edward Kabiesz

publikacja 03.11.2010 06:59

Czy dojdzie do bitwy pod Wiedniem? Oczywiście na ekranie. Są szanse, chociaż dwa poprzednie projekty filmu o odsieczy wiedeńskiej poniosły klęskę.

Martinelli na odsiecz   EAST NEWS/AKG-IMAGES/gn Do dzisiaj nie powstała żadna filmowa fabuła na temat wiedeńskiej wiktorii, znalazła ona natomiast bogate odzwierciedlenie w malarstwie

Czy w sfilmowanej odsieczy Wiednia będzie mowa o Sobieskim? Dla każdego z nas wydaje się to oczywiste, ale bywa różnie. Dowód dała kilka lat temu telewizja Planete, prezentując polskim widzom fabularyzowany dokument „Sułtan i władca”. Niemieccy dokumentaliści napisali historię na nowo, zapominając o armii Jana Sobieskiego idącej na odsiecz Wiednia. Całą zasługę przypisali Niemcom pod wodzą cesarza Leopolda. Cesarz rzeczywiście zmontował chrześcijańską koalicję, ale po podejściu Turków pod Wiedeń ewakuował się z miasta. Jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach Europy doczekało się na szczęście jeszcze kilku innych filmów dokumentalnych, mniej inspirowanych reżyserską fantazją. Mimo kilku prób nie nakręcono jednak żadnej fabuły.

Klęska polskiej „Victorii”
Już w 2008 roku miały rozpocząć się zdjęcia do „Victorii”, polskiego filmu o bitwie pod Wiedniem. Z filmu, za którym stał biznesmen Mariusz Białek i którego budżet miał wynosić ponad 120 milionów złotych, nic nie wyszło. Fantazją okazały się mocno nagłaśniane zapowiedzi, że polskiego króla zagra w nim sam Mel Gibson. Gibson miał też film reżyserować. Rzeczywiście, porządny film kostiumowy na ten temat musiałby tyle kosztować, ale naszej kinematografii nie stać na wydatek, który przekracza roczny budżet Polskiego Instytutu Filmowego. Prywatni inwestorzy nie dopisali, a po filmie, do którego scenariusz napisał Cezary Harasymowicz, do dzisiaj pozostał jedynie ślad w internecie, gdzie można znaleźć, świetnie zresztą zaprojektowaną, oficjalną stronę projektu. No i powieść „Victoria”, napisana przez Harasymowicza na podstawie własnego scenariusza.

Odwrót Austriaków
Również Austriakom, w przeciwieństwie do cesarza Leopolda, nie udało się zmontować międzynarodowej koalicji, chociaż tym razem szanse wydawały się większe. Film miał nosić tytuł „Złote jabłko”, bo tak Turcy nazywali stolicę cesarstwa. Scenariusz miniserialu i jednocześnie realizowanego filmu kinowego przygotował Klaus Lintschinger, a reżyserii podjął się Robert Dornhelm, Austriak urodzony w Rumunii, który pracuje obecnie w Stanach Zjednoczonych. Nakręcił m.in. głośny „Echo Park”, ale znany jest przede wszystkim jako autor seriali telewizyjnych. Część z nich, jak np. „Annę Frank: cała prawda”, „Wojnę i pokój” czy niezbyt udanego „Spartakusa”, mogliśmy zobaczyć w polskiej telewizji.

Miała to być melodramatyczna opowieść z historią wyprawy Kara Mustafy na Wiedeń w tle, gdzie w pierwszej wersji scenariusza wątek polski prawie nie zaistniał. Dopiero deklaracja Andrzeja Urbańskiego, ówczesnego prezesa TVP, o wejściu w koprodukcję sprawiła, że scenariusz, którego autorzy zadbali, by nie urazić strony tureckiej, poprawiono. Część zdjęć miała być kręcona w Krakowie i Wilanowie, mieli w nim także wystąpić polscy aktorzy. Projekt jednak pozostał na papierze, a prezes Urbański stracił wkrótce posadę.

Martinelli na odsiecz   EAST NEWS/AKG-IMAGES/gn Do dzisiaj nie powstała żadna filmowa fabuła na temat wiedeńskiej wiktorii, znalazła ona natomiast bogate odzwierciedlenie w malarstwie

Nacierają Włosi
Filmu nie udało się nakręcić Polakom i Austriakom, więc na odsiecz pospieszył Włoch, Renzo Martinelli. Na rynku międzynarodowym film będzie nosił tytuł „11 września 1683”. Dlaczego? Przecież do starcia doszło dzień później. Data w tytule, nawiązująca do zamachów w Nowym Jorku, uznana została przez niektórych krytyków za prowokację i karygodne nadużycie. Jednak według Martinellego, tytuł ma sens głębszy. Łączy przeszłość z przyszłością, a data ma wymiar symbolu. 11 września 1683 na północ od Wiednia stanęły naprzeciw siebie dwie armie – turecka i koalicji chrześcijańskiej. – Był to dzień, w którym islam wdarł się najgłębiej w świat Zachodu, próbując rzucić go na kolana. Od tego roku islamska ekspansja zaczęła stopniowo zmniejszać się – tłumaczy swoją decyzję Martinelli. – Teraz znowu rozpoczął swój marsz na Zachód, a kto tego nie widzi, nic nie zrozumiał z lekcji historii.

Niepoprawny i uzbrojony
Renzo Martinelli, co raczej rzadkie w świecie filmu, jest mało poprawny politycznie. Niejednokrotnie podkreślał, że dostrzega niepokojące podobieństwa pomiędzy Europą z lat poprzedzających odsiecz wiedeńską a dzisiejszą, która odcina się stopniowo od swych chrześcijańskich korzeni. Również jego poglądy dotyczące problemu muzułmańskiej imigracji, odrzucającej świat zachodnich wartości, nie zyskują mu we Włoszech popularności w zdominowanych przez lewicę mediach. „Jeżeli inna kultura wkracza na nasze terytorium i domaga się przyznania praw obywatelskich, jej przedstawiciele muszą się zaadaptować do obowiązujących tu zasad i ich przestrzegać – pisał Martinelli w artykule zamieszczonym w 2006 roku w dzienniku „Il Giornale”. W 2009 roku reżyser za odwagę głoszenia niepoprawnych politycznie poglądów, które ściągnęły na niego gromy, otrzymał nagrodę im. Oriany Fallaci.

Z ostrą krytyką środowisk muzułmańskich spotkał się jego ostatni film „Szlachetne kamienie”, opowiadający historię islamskiego terrorysty. Muzułmanie oskarżyli go o nazizm i szerzenie rasistowskiej propagandy. Reżyser odpowiadał, że jego celem było ostrzeżenie tych wszystkich zwolenników multikulturowości, którzy pod tym hasłem skłonni są usprawiedliwiać wszystko, co sprzeczne z zachodnimi wartościami. – Nie atakuję muzułmanów, ale staram się ich zrozumieć – mówił reżyser w czasie konferencji prasowej. Oświadczył też dziennikarzom, że na wszelki wypadek chodzi po ulicach z bronią.

Błogosławiony kapucyn
Szanse na realizację filmu o bitwie pod Wiedniem, który Martinelli przygotowuje od 10 lat, są większe niż wcześniejsze próby. Jednak to nie Sobieski, którego zagra Harvey Keitel, będzie głównym bohaterem filmu, ale o. Marek z Aviano, włoski kapucyn, zaufany doradca duchowy cesarza Leopolda I, beatyfikowany w 2003 roku. Brał aktywny udział w montowaniu koalicji antytureckiej i kampaniach wojennych jako legat papieski i misjonarz apostolski. Budżet produkcji ma wynosić 12 milionów euro.

Mimo sprzeciwu lewicowych członków zarządu włoskiej telewizji publicznej RAI, którzy uważają, że film będzie szerzył propagandę antyislamską, RAI wyasygnowała na jego produkcję 5,7 mln euro. Resztę mają dorzucić koproducenci. Wbrew pozorom, nie jest to suma oszałamiająca. Produkcja filmowego eposu historycznego o wydarzeniu, które zdecydowało o losach Europy, musi kosztować.

Przemysław Tejkowski, członek zarządu TVP, deklarował, że telewizja publiczna wniesie udział w realizację filmu. Tejkowski, podobnie jak deklarujący kiedyś wsparcie dla „Złotego jabłka” Andrzej Urbański, obecnie jest zawieszony, a TVP jak na razie dementuje tę informację. Włoscy producenci jednak dalej chcą kręcić część zdjęć na Podkarpaciu.