Serena

Słynnych, ekranowych par mieliśmy już w dziejach kina bez liku. Obecnie najpopularniejsi hollywoodzcy „ona i on” to oczywiście Jennifer Lawrence i Bradley Cooper.

„Serena”, którą właśnie możemy oglądać w kinach jest ich trzecim wspólnym obrazem. Dwa wcześniejsze to wyreżyserowane przez Davida O. Russela „Pamiętnik pozytywnego myślenia” oraz „American Hustle”. „Serena” jest natomiast dziełem Dunki Susanne Bier, której „W lepszym świecie” otrzymał w 2011 roku Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Opowiedziana w "Serenie" historia to klasyczny melodramat, osadzony w nie mniej klasycznej epoce. Akcja toczy się bowiem w czasach Wielkiego Kryzysu, więc bohaterowie wyglądają niczym  żywcem wyjęci z kina gangsterskiego. Różnica jest tylko taka, że nie oglądamy ich w mrocznych zaułkach Nowego Jorku, czy nocnych klubach Chicago, a wśród lasów Północnej Karoliny, gdzie posiadają przynoszące im coraz większe dochody składy drewna.

Interesy idą świetnie, małżeńska idylla trwa, ale... do czasu. Problemy zaczynają się w chwili, gdy grana przez Lawrence bohaterka poroni, nie będzie mogła więcej zajść w ciążę, więc cały majątek bohaterów przypaść może nieślubnemu synowi męża. Co gorsza, prowadzony przez małżonków biznes okazuje się być nie do końca czysty (łapówki, machinacje), a i jego przyszłość nie rysuje się w zbyt różowych barwach (jeśli władze stanowe przeforsują pomysł utworzenia parku narodowego, okoliczne lasy znajdą się pod ochroną i tartaki będzie trzeba zamknąć).

Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, niepokój tytułowej Sereny narasta, a kogo jak kogo, ale znerwicowane, podenerwowane, czy niezrównoważone kobiety Lawrence potrafi zagrać znakomicie (Oscar i Złote Globy za role we wspomnianych tu już filmach Davida O. Russela są tego najlepszym dowodem). 

Kreacja Jennifer Lawrence nie jest jednak jedyną wartością tego filmu. Widzowie dostają bowiem kawał solidnego, a przy tym niezwykle wizualnie wysmakowanego, stylowego kina. To prawdziwa uczta dla oczu.

Jest też całkiem wciągająca historia, w której, gdzieś w tle, pobrzmiewają nawet echa biblijnej opowieści o rywalizacji Sary i Hagar, choć jej finał będzie znacznie bardziej tragiczny.

Jeśli coś tutaj zawodzi, to tempo. Kolejne zdarzenia następują po sobie w tym samym, spokojnym rytmie, choć przecież niektóre wątki (krwawe i sensacyjne), aż proszą się o jego podkręcenie.

Ale może taki był zamysł reżyserski? Może chodziło o pokazanie piękna, mistyki, ale i obojętności przyrody, która także odgrywa w tym filmie niebagatelną rolę?

Phoenix Film SERENA - premiera 6 lutego 2015

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja