Ekranizacja słynnej powieści Gustave’a Flauberta. Nie pierwsza i nie ostatnia, kto jednak wie, czy – jak dotąd - nie najlepsza.
Wszak za kamerą stanął sam Claude Chabrol – jeden ze współtwórców francuskiej Nowej Fali. A jednak ten nakręcony w 1991 roku film niewiele ma już wspólnego z eksperymentalnymi szaleństwami młodych gniewnych znad Sekwany. Minęło w końcu 30 lat…
To solidny (świetny!) kostiumowy melodramat. W miarę wiernie oddający ducha literackiego oryginału. Szanujący flaubertowskie fabularne rozwiązania, choć oczywiście wersja ekranowa, scenariuszowa, momentami różni się nieco od tego, co niemal 150 lat wcześniej napisał autor „Salammbô”.
A napisał o postaci tragicznej. Żyjącej tak naprawdę w dwóch różnych światach. Śmiertelnie nudnym, prowincjonalno-mieszczańskim otoczeniu (proza życia) oraz w krainie uczuć, marzeń, wielkiej miłości, „wyczytanej” z romantycznej poezji i innych, sentymentalnych lektur.
I, niestety, w przypadku tytułowej bohaterki, fikcja bierze górę. Nie potrafi się ona pogodzić z rzeczywistością. Próbuje ją naginać do swoich wyobrażeń, przez co wpędza się w coraz większe, m.in. finansowe, kłopoty.
Kapitalnie ukazuje to na ekranie Isabelle Huppert. Flaubert był mistrzem w kreśleniu portretów swoich bohaterów – cech ich charakterów, wartości, jakie wyznawali. W filmie wszystko to podlega „wizualnemu skrótowi”. Decyduje fizys aktorów, kostium, sposób gry, czasem nawet same oczy, spojrzenia. Huppert tworzy na ekranie kreację mistrzowską.
Zupełni inną od tej jaką np. w 1949 roku zaprezentowała Jennifer Jones w filmie reżyserowanym przez Vincente Minnelli’ego. Tam mieliśmy tak naprawdę kolejną próbę powtórzenia sukcesu „Przeminęło z wiatrem”, choć oglądając ten film można odnieść wrażenie, że to raczej kolejna „Dama kameliowa”, czy „Anna Karenina” z Gretą Garbo. A może drugie „Wichrowe wzgórza” z Laurencem Olivierem? Generalnie atelier. Kostiumów i rekwizytów ile wlezie, byle tylko szybko oszołomić widza i jeszcze szybciej dojechać do końca.
U Chabrola inaczej. Opowieść rozwija się spokojnie. Jest czas na nieoczywiste detale, szczegóły, które inni twórcy pewnie by pominęli. Niesłusznie. To one budują świat przedstawiony, jego specyfikę i koloryt.
*
Tekst z cyklu Filmy wszech czasów
Jak Muniek podchodzi do mówienia o Bogu w muzyce? Czym dla legendy T-Love jest Kościół?
Oby tylko nie 3!!! Czyli co jest nie tak z tymi nieszczęsnymi polskimi heimat-komediami?
Pierwsza od zakończonej w 1994 roku wielkiej renowacji fresku.