Klasyk gatunku, czy film od sztancy? Zdania będą podzielone. Ale, jak to w latach ’90, twórcy „takich” filmów nie schodzili raczej poniżej pewnego poziomu. Więc i tu jest co oglądać.
Przede wszystkim dwie wielkie gwiazdy – Gene’a Hackmana i Hugh Granta. Ten pierwszy, tradycyjnie, gra niezbyt sympatycznego faceta (słynnego lekarza), z którym nikt raczej nie chciałby mieć do czynienia. Ten drugi wręcz przeciwnie – znowu jest chłopakiem do rany przyłóż i choć „Krytyczna terapia” komedią romantyczną nie jest, to Grant raz jeszcze wciela się w nieco roztargnionego Anglika, którego grał potem jeszcze wiele, wiele razy. Ale też widzowie za to właśnie go pokochali, więc wiemy czego się tu po nim spodziewać i raczej się nie zawiedziemy.
Sam film jest zaś typowym thrillerem z tamtych czasów. Ktoś odkrywa jakąś patologię, nieprawidłowość (w wojsku, ratuszu, administracji rządowej, instytucji finansowej – niepotrzebne skreślić) i zgłasza ją przełożonym. Ci jednak, najczęściej sami zamieszani w ową sprawę, próbują ją bagatelizować, zamiatać pod dywan, a naszego bohatera-odkrywcę na różne sposoby „zniechęcać” do dalszego grzebania się w tym, co przypadkiem wyszło na jaw, a nigdy wyjść nie miało.
W „Krytycznej terapii” jesteśmy w szpitalu, więc mniej więcej wiadomo w jakim kierunku pójdzie amatorskie śledztwo prowadzone przez Hugh Granta. Ale że za kamerą Michel Apted (reżyser jednego z filmów o Bondzie), a scenariusz napisał Tony Gilroy („Adwokat diabła”, „Armagedon”), możemy być spokojni, że w trakcie seansu będzie się działo. Będą niemałe emocje, będą zaskakujące zwroty akcji, będzie też całkiem niezły finał całej tej opowieści o niepokojących zgonach osób bezdomnych i ich znikających kartotekach.
Niby formuła sprawdzona, x razy wykorzystana w hollywoodzkich fabułach, a jednak ogląda się to dobrze. Ba, oderwać się nie można! Bo świetnie nakręcone, zagrane, wyreżyserowane.
Czegóż chcieć więcej od kina?
*
Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

Jak Muniek podchodzi do mówienia o Bogu w muzyce? Czym dla legendy T-Love jest Kościół?
Oby tylko nie 3!!! Czyli co jest nie tak z tymi nieszczęsnymi polskimi heimat-komediami?
Pierwsza od zakończonej w 1994 roku wielkiej renowacji fresku.