Industriada, Industriada…

Czy tegoroczne zmiany wyszły jej na dobre?

Bez wątpienia, bo dotychczasowa formuła – i to od ładnych paru już lata – mocno zaczęła się wyczerpywać. W końcu ile można zwiedzać same (i wciąż te same) zabytki techniki? Wmawiać ludziom, że to nasze „industrialne katedry”, wielkie, wspaniałe dziedzictwo, gdy tymczasem prawda ekranu (czytaj: serial „Ołowiane dzieci”), jest zupełnie inna. Uświadamia nam jak bardzo przez ostatnie 200 lat region został zrujnowany, przyrodniczo, ekologicznie zdegradowany. To ma być ten wielki rozwój?

Mówi co nieco na ten temat, w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”, Dorota Pociask-Frącek. W tekście „Ludzie i maszyny” wspomina „trudne dziedzictwo przemysłu, jego wpływ na zdrowie, środowisko i życie lokalnych społeczności”. Ale wraca też do lat ’90, czasów transformacji, a tam: „upadek wielu zakładów, zamykanie kopalń, zmiana modelu pracy oznaczały dla wielu rodzin konieczność znalezienia sobie nowego miejsca”.

No właśnie. W czasie Industriady, raz w roku, wesoło jest. Wycieczki, przebieranki (za heksa, skarbnika i utopca), eksperckie debaty w neonowej poświacie (kłania się ilustracja tego tekstu). Tymczasem, gdy tak na chwilę odejść od atmosfery święta szlaku zabytków techniki i pomyśleć co nam ten cały ciężki przemysł dał, i co daje nam obecny szlak, wnioski mogą być mniej optymistyczne.

Negatywne skutki rewolucji przemysłowej na Górnym Śląsku genialnie pokazał Maciej Pieprzyca we wspomnianej już, nakręconej dla Netflixa produkcji. Tam właściwie jest wszystko, choć to tylko Szopienice. Ale podobne, większe i mniejsze eko-katastrofy, miały przecież miejsce w dziesiątkach innych dzielnic i miejscowości. Zresztą mają miejsce do dziś. Przykładem wciąż tląca się hałda na Wirku zatruwające życie i zdrowie mieszkańców tej dzielnicy Rudy Śląskiej. Tymczasem miliony złotych idą tam właśnie na rewitalizację zabytkowego Wielkiego Pieca Huty „Pokój”. Będziemy mieli kolejne muzeum. Punkt na szlaku. Taki sam, jak każdy inny.

Ok, ten piec rzeczywiście jest „kosmiczny”. To ikona, wizytówka miasta, regionu. Na mnie ta konstrukcja też robi wielkie, naprawdę wielkie wrażenie. Pytanie tylko, czy rzeczywiście przyciągnie rzesze turystów? Czy którykolwiek z obiektów na szlaku je przyciąga?

Trochę po tych naszych poprzemysłowych galeriach i muzeach w regionie z Żoną jeździmy. Przez większą część w roku hula w nich wiatr. A i sztuka współczesna, którą uzupełnia się ekspozycje (bo ileż można patrzeć na pstrokato odmalowane koła wyciągowe?), też nie jest najwyższych lotów.   

Na tegoroczną Industriadę przygotowano ponad 400 różnych wydarzeń. Były koncerty, spektakle teatralne, spacery tematyczne… Super. Pytanie tylko, co teraz? Co dalej? Jak w kultowym „Rejsie”? „Nuda… Nic się nie dzieje” i widzimy się za rok?

Ano właśnie…  

*

Felieton z cyklu Okiem regionalisty

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg