Czyli „Youngblood”, a sprawa śląska? Nie przesadzajmy…
Przede wszystkim jednak nie wdawajmy się dyskusję nad wyższością filmu „Youngblood” z 1986 roku, nad jego nową wersją z roku 2025. W pierwowzorze pada zdanie wychwalające hokej jako jeden z nielicznych sportów, w którym biali mają jeszcze coś do powiedzenia. W remake’u głównego bohatera, a i jego trenera grają już aktorzy… czarnoskórzy.
Znak czasów. Poprawności politycznej. Zadośćuczyniania itd. Ale dziś nie o tym. A o „Youngbloodzie” jako o symbolu pewnej epoki. Jednym z pierwszych filmów (pierwszym?), które miałem okazję oglądać na kasecie VHS.
Wtedy zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Oglądany dziś - już niekoniecznie, aczkolwiek bardzo solidna to produkcja. Nie tak kultowa jak „Top Gun”, czy „Footloose”, a przecież w podobnym stylu.
Przede wszystkim zaś o hokeju, którym do dziś moje rodzinne Tychy bardziej chyba żyją niż piłką nożną. Fusbalym. Czemu więc nie zostałem wielkim fanem tej dyscypliny? A może jeszcze zostanę?
Warunki ku temu były. Pierwszy „samodzielny” mecz, na który wybrałem się nie z ojcem, a z kumplem z podstawówki, był właśnie meczem hokejowym. W klaserze też jedną z najważniejszych pozycji był dwa znaczki pocztowe upamiętniające Mistrzostwa Świata i Europy, które w 1976 roku odbyły się w Katowicach. Odziedziczone (erbniynte), po ujku.
Poloki wygrały wtedy w Spodku z Rusami (ZSRR) 6:4. Mecz-legenda. Przed mistrzostwami regularnie (i zwykle bardzo wysoko przegrywali ze Sborną - np. 16:1), więc pokonanie drużyny radzieckiej było wyczynem niemalże kosmicznym. Całe lata ’80 mówiło się jeszcze o tym meczu. Gdy tylko zimą chytało sie za hokejkryje (łapało za kije hokejowe) i biegło na lód, gdzieś tam z tyłu głowy miało się opowieści o tym meczu. A gdy mijało się katowicki Spodek, miało wrażenie, że wciąż dochodzą z niego euforyczne ryki kibiców.
Więc hokej był ważny. Także „na Czechach”. Polska telewizja może nie pokazywała go zbyt często, za to odbierana przez nas telewizja czechosłowacka, a potem czeska, transmisje przeprowadzała regularnie. A że innych kanałów nie było, często oglądało się tzw. Czechy. A tam nie tylko mecze, ale i „Branky, body, sekundy” (te ostatnie zamienione po latach na vteřiny), czyli ichniejsze (a też trochę nasze) wiadomości sportowe.
Dziś wielu fanów hokeja jeździ z naszej części Śląska na czeską. Do Trzyńca. Tamtejsi HC Oceláři Třinec to topowa czeska (ale i przecież slezska, śląska) drużyna, zaś czeska liga, to w porównaniu z polską niemalże NHL. Poziom tych rozgrywek jest niezwykle wysoki, więc gdy ktoś chce doświadczyć prawdziwych hokejowych emocji, wie na który Śląsk powinien zawitać.
Jadymy?
Jedeme?
*
Felieton z cyklu Okiem regionalisty
Inicjatorom krucjat chodziło o coś więcej niż tylko o zdobycie Ziemi Świętej.
Filmowa historia syryjskiej lekarki, która wraz z córką musiała uciekać z Aleppo.
Kontrowersyjny raper zagra w październiku dwa koncerty w Petersburgu.
Kolejna edycja Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera.