GOSC.PL |
publikacja 16.02.2012 08:50
Każdy potrzebuje w życiu pasji. Ksiądz też, bo jest zwykłym człowiekiem. A to, że ludzie się dziwią, kiedy widzą kapłana przy sztaludze z pędzlem w dłoni, może ich zbliżyć do Boga.
Krzysztof Kozłowski/GN
Ksiądz Krzysztof Niespodziański – malarz, grafik, ikonopista, twórca animacji, ilustrator, poeta. Autor licznych wystaw, przeglądów animacji i poetyckich spotkań. Zamiłowanie do sztuki łączy z miłością do Boga i fascynacją każdym człowiekiem. – Jako rekolekcjonista
i duszpasterz przez swoją artystyczną wrażliwość pragnę wskazać ślady Bożej miłości, które można dostrzec w szarej codzienności – mówi
Kiedy jego ojciec dowiedział się, że będzie mieć kolejne dziecko, poszedł do sypialni. Modlił się głośno, prosząc Boga o syna: „Boże, daj mi syna. Jeśli chcesz, jak dorośnie, możesz go sobie wziąć. Niech Ci służy”. – Dowiedziałem się o tym od mamy w dniu święceń kapłańskich. Nie chciała, żebym czuł jakąkolwiek powinność. Modlitwa mojego taty musiała być niezwykle szczera – mówi ks. Krzysztof Niespodziański. Jego droga do kapłaństwa nie była jednak wcale prosta.
Biblia od kolegi
– Nie ma we mnie nic ciekawego. Może pasja, która przyciąga ludzi. Jest to na pewno bogactwo, które daje mi wiele radości – podkreśla ks. Krzysztof. Pochodzi z rodziny wierzącej. Był ministrantem. Jednak jego przejście z wiary dziecięcej do młodzieńczej nie było spokojne. – Pojawiła się obojętność duchowa. Zmiana środowiska, proboszcza w parafii. Przestałem służyć do Mszy św. Później coraz częściej unikałem niedzielnych Eucharystii. Moja mama myślała, że synek jest grzeczny, że nie zaniedbuje obowiązków wiary. A ja, zamiast do kościoła, chodziłem do pobliskiego parku z rówieśnikami. To była „noc ciemna”, o której mówi św. Jan od Krzyża – wspomina.
Jednak w jego życiu ciągle pojawiały się ślady Boga. Kiedy dojrzewał, poczuł wewnętrzny imperatyw opowiedzenia się za jakąś ideą. Wtedy stwierdził, że jest wierzący. Jednak co to dla mnie znaczy? – pytał siebie. U jednego z kolegów zobaczył publikacje religijne. Sięgnął po nie. Dzięki nim jego dusza powoli miękła. Potem kolega dał mu Pismo Święte. – Był to dla mnie szok. Bo okazało się, że kolega, z którym się łobuzowało, wspólnie realizowało głupoty, które przychodziły do głowy, próbowanie lampki wina, papierosów, interesuje się Panem Bogiem. W dedykacji napisał mi: „Młodość jest darem Bożym. Nie zmarnuj jej”. To mnie uderzyło. Bo gdyby napisała to mama, kapłan czy katecheta, ale napisał mi to kolega – mówi ks. Krzysztof.
Krzysztof Kozłowski/GN
Ksiądz Krzysztof maluje swoje obrazy z wykorzystaniem technik pisania ikon na przedmiotach, które kryją w sobie jakąś historię życia
Zaczął znów chodzić do kościoła. Jeszcze nie zamierzał być kapłanem. Jego marzeniem było studiowanie w akademii sztuk pięknych. Jako maturzysta jeździł do Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. – Przed uczelnią chodzili studenci z wielkimi teczkami, w których nosili swoje prace. A ja chciałem się dowiedzieć, jakie są egzaminy. Poważnie podchodziłem do tego. No, ale Pan Bóg mnie kopnął w inną stronę. Zostałem księdzem – śmieje się ks. Krzysztof. W seminarium przestał zajmować się sztuką. Ale zakopane talenty ciągle uwierały.
Gościnna Warmia
Ksiądz Niespodziański skończył seminarium misyjne. Pracował na Ukrainie, w Kanadzie. Pracował również w Polsce jako rekolekcjonista. Z czasem, za sprawą przełożonych, mógł zrealizować swoje młodzieńcze marzenia. Został skierowany na studia do Akademii Sztuk Pięknych Władysława Strzemińskiego w Łodzi. – I ta kolejność była bardzo dobra. Bo miałem zupełnie inne spojrzenie na świat, życie, człowieka i istnienie Pana Boga – wyznaje. Jednak rozwijanie talentów wymagało coraz więcej czasu, większej stabilności. Dojrzewała w nim myśl, że potrzebuje miejsca, które pozwoli mu swą artystyczną wrażliwość przełożyć na płótno. – Rozmawiałem z ks. Henrykiem Błaszczykiem o tym, że chciałbym gdzieś osiąść na stałe, realizować się jako kapłan i artysta. Zaproponował mi, żebym przeniósł się do archidiecezji warmińskiej. I tak się stało. Od 6 lat mieszkam na Warmii – mówi.
W prowizorycznej pracowni zatapia się w mistyczne spotkania z Bogiem, którego owocem są nie tylko obrazy, ikony, ale też animacje klasyczne, poezja i proza. – To wspaniały kapłan. Kiedy pracował w naszym liceum jako katecheta, młodzież lgnęła do niego, słuchała go, był autorytetem. Miał wiele pomysłów jak młodych ludzi rozbudzić, wyrwać z letargu – mówi Sławomir Rudnicki, dyrektor LO nr 1 w Mrągowie.
Dziś ks. Niespodziański jest proboszczem w Rychnowie. Niewielki pokój, obrazy na ścianie, inne stoją w korytarzu. Pod schodami zrobił sobie pracownię. Porozkładane farby, pędzle w słoiku, sztaluga, świece, które mają przypominać światło Chrystusa. – Kiedy mam wystawy, niektórzy dziwią się, że w swej twórczości nie skupiam się przede wszystkim na Panu Bogu. Przecież ksiądz powinien malować tylko święte obrazy. A ja dotykam różnej tematyki. Staram się uchwycić psychikę człowieka, która wyłania się na twarzy ludzkiej. Oczywiście, gdzieś pośrednio można znaleźć Pana Boga, ale pośrednio. Nigdy nie były to obrazy sakralne. Tłumaczyłem, że właśnie dlatego, że jestem kapłanem, trudno mi jest podejmować obraz Boga, bo wiem, przed jaką tajemnicą stoję – wyjaśnia.
Głębia ikony
Pracując na Ukrainie, ks. Niespodziański zachwycił się ikoną. Zapoznał się z teologią ikony, z techniką czytania i pisania ikon, ich symboliką. – To było wzniosłe. Ale ikona związana jest z kanonem. To kolejna publikacja, której autorem jest sam Pan Bóg. Czasem pisałem ikony. Przygotowywałem się do tego długo, modliłem się. Czasem nanosiłem na podkład tekst modlitewny. Ale zaniechałem tego. Jednak siedziało we mnie pragnienie, by w ten sposób wyrazić miłość
Boga. Długo rozmyślałem, jak wpleść głębię ikony we własną twórczość. Aż wymyśliłem. Postanowiłem malować ikony na różnych przedmiotach użytkowych, które mają jakąś ciekawą historię. Blaty stołów, drzwi, okiennice, stolnice, orczyki – wymienia. Wskazuje na ikonę wiszącą na ścianie w pokoju. Namalowana jest na drzwiach szafy.
– Te drzwi były na strychu, zamontowane w jakiejś szafie z garniturami, sukienkami, koszulami. Ktoś wkładał je do kościoła, na pogrzeb bądź wesele. Może chował w szafie pieniądze, pamiątki rodzinne. W te drzwi wpisana jest historia rodziny, człowieka. Ta historia wpisuje się w historię zbawienia, czyli ikonę – wyjaśnia ks. Krzysztof. Jego kapłańskie życie przeplata się ciągle z życiem artystycznym. Często tworzy się z tego nietuzinkowy przekaz, pełen wrażliwości i empatii. Bo dzięki sztuce można innym przekazać wszystko, marzenia, miłość, wiarę, czasem nawet dotknąć istoty nieba.
Pióro zamiast pędzla
– Nie, nie maluję codziennie. Musi się chcieć. Czasem trzeba odczekać. Ale dzięki temu, że Bóg dał mi wiele talentów, kiedy nie maluję, tworzę animacje artystyczne, piszę poezję lub prozę. Albo nic nie robię. Jestem trochę leniwy – śmieje się ks. Niespodziański. Wydał już kilka tomików poezji. Za namową przyjaciół – książkę pt. „Do poduszki”. – „Do poduszki” to jakby naszyjnik. Każdy rozdział, jak perełka, zadziwia autentycznością i prawdziwym blaskiem. Wywołuje dobry nastrój i uśmiech. Zakończenie każdego rozdziału w jakimś sensie mnie nawraca, wzrusza i rozbawia. Dlatego dziękuję ks. Krzysztofowi, bo dzięki jego przemyśleniom ponownie się nawróciłem – mówi o książce znany piosenkarz Krzysztof Krawczyk.
– Na pracę duszpasterską składa się wiele czynników. Wewnętrzna duchowość, doświadczenie, przemyślenia. A jaki ma wpływ bycie artystą na duszpasterstwo? Może o tym niech powiedzą wierni – śmieje się ks. Krzysztof. Podkreśla, że w swych poglądach jest radykalny i w oczach świata konserwatywny. Może dzięki temu, kiedy spotyka się z innymi artystami, oni szanują chrześcijaństwo, chcą rozmawiać o Jezusie i kościele. Dzięki temu kapłan staje się bliższy ludziom.