Wyspa skarbów

Jacek Dziedzina

GN 32/2012 |

dodane 09.08.2012 00:15

Najsłynniejsza na świecie Notre Dame w grudniu rozpocznie całoroczne obchody swoich 850. urodzin. Ale to cud, że katedra jeszcze stoi na paryskiej wyspie.

Bez katedry  Notre Dame Paryż nie byłby sobą. Widok od lewego brzegu Sekwany Jakub Szymczuk Bez katedry Notre Dame Paryż nie byłby sobą. Widok od lewego brzegu Sekwany

Przeszkadzała m.in. francuskim rewolucjonistom, którzy tylko dlatego nie zdążyli zniszczyć jej całkowicie, że wpadli na pomysł, by przerobić ją na Świątynię Rozumu. Później przewracali się zapewne w grobach, gdy w katolickiej ponownie katedrze Napoleon Bonaparte koronował się na cesarza Francuzów w obecności papieża. Nie mówiąc już o tym, że w XX wieku odbył się w niej pogrzeb prezydenta François Mitteranda, a prawie trzy dekady wcześniej msza żałobna w intencji gen. Charles’a de Gaulle’a. Udająca czasami laicką Francja kolejny raz musiała przyznać, że tzw. zburzenie Bastylii nie jest jedyną „świętością” w kanonie V Republiki. Dziś na pierwszy rzut oka katedra przypomina imponujące muzeum pamiątek po chrześcijaństwie (jak mawiają z ironią niechętni Francuzom), odwiedzane przez miliony turystów rocznie. Ale to nie jest cała prawda o tym miejscu. Między ciągnącą się od rana do wieczora kolejką zwiedzających, odgłosem „migawki” iPadów japońskich globtroterów, dźwiękiem monet w znajdującym się przy wyjściu sklepiku z licznymi souvenirs – toczy się jeszcze inne życie katedry. Długie rozmowy z księdzem i spowiedź w zaszklonych konfesjonałach, szczere łzy pątników całujących relikwie korony cierniowej, piękna oprawa liturgiczna Mszy św. przy zajętych przez wiernych niemal wszystkich krzesłach, stojąca niemal godzinę przed ołtarzem, w modlitewnym skupieniu, para zakochanych. A każdy z wchodzących do katedry, wierzący lub nie, dotknięty harmonią i subtelnością gotyku, musi sobie zadać pytanie: kto wymyślił tę ahistoryczną tezę o ciemnym i zacofanym średniowieczu.

Scheda po Jowiszu

Jedna z dwóch wysp na Sekwanie, znana dzisiaj jako Île de la Cité, jeszcze w II wieku przed Chr. była Lutecją, miastem zamieszkiwanym przez Paryzjów (jedno z celtyckich plemion Galii), które dopiero później rozrosło się na okolice i które z czasem zaczęto nazywać Paryżem. Pierwszym znanym na wyspie kultem był kult Jowisza. I to świątynia jemu poświęcona (inni mówią, że tylko ołtarz) stała w miejscu, w którym dzisiaj znajduje się paryska katedra Notre Dame (dosłownie: Nasza Pani).

Nie ma do końca pewności co do pierwszych chrześcijańskich świątyń, które znajdowały się tutaj po Jowiszu. Historycy wskazują na najbardziej prawdopodobne istnienie pięcionawowej katedry św. Szczepana i kościoła poświęconego Maryi Pannie. W połowie XII wieku, za panowania króla Ludwika VII, biskup Maurice de Sully podjął decyzję o budowie jeszcze wyższej i dłuższej katedry, z wykorzystaniem wszystkich możliwych technik architektonicznych sztuki gotyckiej. Katedra św. Szczepana i kościół Maryi Panny zostały rozebrane. Wszystko było wielkim projektem urbanistycznym, zgodnie z którym plac katedralny miał stać się przestrzenią łączącą świat profanum z sacrum. Architektura katedry miała być narzędziem katechezy, poprzez umieszczenie na niej licznych rzeźb ze scenami biblijnymi. Główne cztery etapy prac budowlanych zmieściły się w niemal stu latach, od 1163 do 1250 roku, choć prace artystyczne były kontynuowane do końca XIII i na początku XIV stulecia. Wśród mistrzów odpowiedzialnych za piękno świątyni takie nazwiska, jak: Jean de Chelles, Pierre de Montreuil, Pierre de Chelles, Jean Ravy, Jean le Bouteiller. Dzisiaj być może nawet przeciętnemu Francuzowi niewiele mówiące, ale dobrze znać autora każdego dzieła, by poczuć, że nie jest tworem anonimowej siły, tylko ludzi żyjących w konkretnym czasie i miejscu.

„Modyfikacje” rewolucji

Przez kilka wieków katedra zachowała swój niezmienny wygląd. Dopiero w XVII wieku, na życzenie Ludwika XIII, zaczęto przebudowywać m.in. chór oraz zastąpiono XII- – i XIII-wieczne witraże białymi witrażami z połowy XVII wieku, zbudowano nową zakrystię oraz zmieniono wygląd głównego portalu, znajdującego się na środkowej fasadzie nad wejściem głównym, przedstawiającego Sąd Ostateczny. To tę fasadę miał przed oczami oskarżony Jakub de Molay, wielki mistrz templariuszy, gdy słuchał wyroku skazującego. Katedra zresztą była świadkiem, a nieraz również ofiarą, wielu ważnych, nie tylko dla Francji wydarzeń. To tutaj król Filip Piękny otworzył pierwsze Stany Generalne w XIV wieku. W drugiej połowie XV wieku w katedrze rozpoczęła się rehabilitacja Joanny d’Arc, a parę wieków później Napoleon Bonaparte koronował się na cesarza Francuzów, w V Republice odbywały się pogrzeby kilku prezydentów. Jest też polski akcent : to tutaj w 1573 roku Henryk Walezy przysięgał polskim posłom na artykuły henrykowskie i pacta conventa. Co ciekawe, w historiografii francuskiej dotyczącej katedry niewiele miejsca poświęca się okresowi, w którym świątyni groziło niemal całkowite zniszczenie, czyli rewolucji francuskiej. W czasie pobytu w Paryżu na chwilę dołączyłem się do jednej z grup z przewodnikiem. Pani barwnie opowiadała o wszystkich epokach, w których przyszło żyć katedrze, za wyjątkiem jednej : właśnie rewolucji, ograniczając się zaledwie do wspomnienia o zniszczeniu Galerii Królów Judejskich, znajdującej się na fasadzie zachodniej katedry.

Nawet oficjalna strona internetowa katedry, w rysie historycznym ogranicza się do krótkiego wypunktowania zniszczeń dokonanych w czasie rewolucji. Punkty zresztą umieszczone są w niewinnym podrozdziale pt. Modyfikacje w XVII i XIX wieku (!). W innym miejscu autorzy strony przyznają jedynie krótko, że głowy królów judejskich zostały zniszczone, bo przypominały wszystkich królów francuskich i kojarzyły się z despotyzmem starego porządku. Jak widać, polityczna poprawność i zakorzeniony we Francji kult rewolucji ciągle nie pozwalają na trzeźwą ocenę tamtego okresu, którego jednym z celów było zniszczenie wszystkiego, co w jakikolwiek sposób wiązało się z tradycją. Nie bez powodu ustanowiono nowy kalendarz, nowe nazwy miesięcy. Nie bez powodu też przemianowano katedrę Notre Dame na, o ironio, Świątynię Rozumu. Być może tylko to uchroniło ją przed całkowitym zniszczeniem. Dewastacja „ograniczyła się” do wspomnianych głów królewskich i grabieży licznych dzieł sztuki sakralnej. Dopiero podpisanie konkordatu przez Napoleona Bonapartego przywróciło katedrę Kościołowi katolickiemu. A w latach 70. XX wieku odnaleziono ucięte głowy judejskich królów.

Można się wypłakać

Jest jeszcze jedno wydarzenie w historii, które żyje w katedrze do dzisiaj. Jest jeszcze jeden skarb – poza bogatą architekturą, francuską tradycją i piękną liturgią – który przyciąga tłumy pielgrzymów. W pierwszej połowie XIII wieku św. Ludwik składa w Notre Dame fragmenty korony cierniowej Chrystusa. Dzisiaj, w każdy pierwszy piątek miesiąca i w każdy piątek Wielkiego Postu o godzinie 15 rozpoczyna się niemal dwugodzinna celebracja, znana jako Vénération de la Sainte Couronne d’épines (czyli Uczczenie Świętej Korony Cierniowej). Przez te dwie godziny proporcje w katedrze zmieniają się: o ile wcześniej dominowały grupy turystów, bardziej lub mniej zainteresowanych zatrzymaniem się choć na chwilę refleksji, teraz jest to naprawdę miejsce wypełnione modlitwą. Ponieważ rozglądałem się dokoła, jak tylko dyskretnie się dało, widziałem twarze wpatrzone w relikwiarz, łzy na policzkach całujących go osób. Kolejka pątników, z których zachowania można wnioskować, że to dla nich przeżycie głęboko duchowe, wydawała się nie mieć końca. – Ludzie przyjeżdżają tu z całej Francji, specjalnie na tę uroczystość – mówi mi siedzący obok diakon Patrick, który zabrał ze sobą rodziców. Są katolicy, ale widzę też prawosławnych. Jest sporo imigrantów, ale przeważają raczej „kolory lokalne”. Są robotnicy, studenci, urzędnicy, kadra menedżerska, ale też rodzina arystokratów spod Paryża. W tym czasie turyści, którzy nie chcą wziąć czynnego udziału w uroczystości, patrzą z boku, zza ogrodzenia, z zainteresowaniem, może czasem ze zdumieniem. I nawet jeśli przechodzą bez zrozumienia dla tego miejsca i jego znaczenia, robiąc setki fotek wypasionymi iPadami, być może takie celebracje pozostawiają jakiś głębszy ślad. Bo każda liturgia i podobna jak Vénération celebracja prowadzona jest z niezwykłą dbałością o piekno: śpiewu, gestów, symboli. Wobec tego nie da się przejść obojętnie. Turyści zatrzymują się także przy pokojach widocznych przez szklane szyby, pełniących role konfesjonałów. Część z nich sama wchodzi do środka: na spowiedź lub tylko rozmowę z księdzem. Inni zatrzymują się dłużej i robią zdjęcia nietypowemu w wielu krajach widokowi spowiadającego się penitenta. – W ciągu trzech godzin dyżuru przyszło do mnie jakieś sześć osób – ksiądz Norbert właśnie wychodzi zza szklanych drzwi. Widać wyraźnie, że odpowiedzialni za katedrę wiedzą dobrze, jakie jest jej główne przeznaczenie. Co niekoniecznie jest regułą w niektórych stolicach europejskich. Notre Dame de Paris wkrótce rozpocznie obchody 850-lecia. Na szczęście to ciągle jubileusz nie tylko „imponującego muzeum pamiątek po chrześcijaństwie”.

Tagi: