publikacja 17.01.2013 00:15
W głosach chórzystów słychać, jak „Bóg się rodzi”. Kiedy balet tańczy „Krzesanego”, wykrzesuje iskry spod stóp. A w koszule i bluzki w róże podczas każdego występu wsiąkają hektolitry potu.
Henryk Przondziono
Podczas każdego występu chórzyści muszą co najmniej półtorej godziny stać na scenie. Jeśli kostium jest lekki, nie jest tak źle, ale jeśli, jak żywiecki, waży 10 kilogramów, zaczyna być ciężko
W ciągu 60 lat istnienia Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” dał ponad 7 tys. koncertów dla 25 mln widzów. Występował w 44 krajach na pięciu kontynentach. W sumie to 260-osobowy kombinat artystyczny w śląskim Koszęcinie: 120 artystów chóru i baletu oraz 140 pracowników dbających o zaplecze. Repertuar pokazuje, że potrafią wykonać wszystko. „Karolinkę”, „Szła dzieweczka”, „Helokanie”, tańce podhalańskie, ale też „Requiem” Mozarta. Realizują także spektakle – w minionym roku „Wesele na Górnym Śląsku” Ligonia, „Flirt” ułożony z piosenek francuskich. Po transformacji chciano ich zlikwidować, razem z „Mazowszem” – jako relikty minionego ustroju. Dziś świat ceni te zespoły, również za to, że są tak polskie. Na Letnią Szkołę Artystyczną „Śląska” przyjeżdżają uczyć się tańca i śpiewu nawet z Denver w Kolorado. W recenzjach piszą o ich perfekcjonizmie. Mało kto zwraca uwagę na to, jaka to ciężka harówka.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł