Atrakcyjnie o historii

Mariusz Majewski

GN 33/2013 |

publikacja 15.08.2013 00:15

O problemach z powstawaniem nowej siedziby Muzeum Historii Polski i o dobrej metodzie na atrakcyjne opowiadanie o tradycji z Robertem Kostrą

Robert Kostro jest historykiem, od 2006 roku dyrektorem Muzeum Historii Polski. Za rządów Jerzego Buzka był dyrektorem Departamentu Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Trzy lata później został szefem gabinetu politycznego ministra kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierza M. Ujazdowskiego. Ma 46 lat, jest żonaty, ma dwie córki. tomasz gołąb /gn Robert Kostro jest historykiem, od 2006 roku dyrektorem Muzeum Historii Polski. Za rządów Jerzego Buzka był dyrektorem Departamentu Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Trzy lata później został szefem gabinetu politycznego ministra kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierza M. Ujazdowskiego. Ma 46 lat, jest żonaty, ma dwie córki.

Odbudowa Pałacu Saskiego i umieszczenie tam światowej klasy Muzeum Historii Polski na 100. rocznicę odzyskania niepodległości – taką wizję roztacza poseł Zbigniew Girzyński. Panu jednak niezbyt ona się podoba. Dlaczego?

Co do generalnej intencji, by godną inwestycją uczcić jubileusz stulecia niepodległości, to może nie jest nam do siebie tak daleko. Obawiam się jednak, że wizja umieszczenia muzeum w miejscu wskazanym przez pana posła Girzyńskiego nie uwzględnia powszechnie dostępnej wiedzy. Są już zaawansowane prace nad tym projektem, z lokalizacją w innym miejscu. Pałac Saski w swojej historycznej bryle nie pomieści dużego, nowoczesnego muzeum, a jeżeli zaczniemy od nowa dyskusję nad lokalizacją tej placówki, to nie uda się już takiego projektu przeprowadzić do jubileuszowego, 2018 roku.

Pominięcie tych faktów skwitował Pan stwierdzeniem, że muzeum potrzeba spokoju i pieniędzy, a nie pomysłowych Dobromirów?

To było może troszkę złośliwe, ale chodzi mi o to, żeby nie wyważać otwartych drzwi. Projekt jest zaawansowany co do programu merytorycznego i architektonicznego, zatem jeśli chcemy wybudować muzeum na 100. rocznicę odzyskania niepodległości, to należy zabiegać o jego sfinalizowanie. Mamy koncepcję przygotowaną przez pracownię Paczowski et Fritsch, która została wybrana w prestiżowym międzynarodowym konkursie. Każda poważna zmiana, jeśli chodzi o lokalizację i projekt, czyni powstanie placówki mniej prawdopodobnym. Dlatego bardzo zachęcałbym, żeby pan poseł, zamiast rozpoczynać dyskusję nad nowym projektem, zdecydował się na mocne poparcie istniejącego.

O siedzibie, która ma powstać przy placu Na Rozdrożu, mówi się od kilku ładnych lat. Co stoi na przeszkodzie w realizacji tego przedsięwzięcia?

Proces budowy dużego, prestiżowego i skomplikowanego obiektu zlokalizowanego w centrum wielkiego miasta wymaga przejścia kilku faz. Najpierw uzyskania lokalizacji, wstępnych studiów i ekspertyz urbanistycznych, architektonicznych, inżynieryjnych, geologicznych, środowiskowych itp., a potem wstępnych uzgodnień z władzami samorządowymi i dostawcami mediów. Co najmniej kilkanaście miesięcy zajmuje przeprowadzenie konkursu na projekt wraz z przygotowaniami i ostatecznym uprawomocnieniem decyzji jury. Potem są faza projektowania, uzyskiwania odpowiednich decyzji administracyjnych, przetargi. Dopiero na końcu tego procesu jest budowa. Wszystko to normalnie zajmuje – o ile nie ma nadzwyczajnych utrudnień – od 7 do 8 lat. My z braku środków zatrzymaliśmy się po fazie konkursowej. Co oznacza, że mamy za sobą mniej więcej jedną trzecią tego procesu.

Czy przyczyn tej rozwlekłości należy też szukać w sferze politycznej? Projekt budowy muzeum zainicjowało w 2006 roku Prawo i Sprawiedliwość. Tymczasem rząd Platformy Obywatelskiej postawił raczej na Muzeum II Wojny Światowej…

To jest złożony problem. Nikt nie podejmował decyzji, że zabiera środki z naszego muzeum i przekazuje je Muzeum II Wojny Światowej. Ta placówka i Muzeum Piłsudskiego otrzymały wieloletnie plany rządowe, czyli obietnicę finansowania z pieniędzy pochodzących z budżetu państwa. Natomiast nasze muzeum, chociaż powstało wcześniej, wciąż żadnej wiążącej decyzji finansowej się nie doczekało. Nieustannie stoimy w kolejce po środki europejskie, a te z różnych powodów mogą okazać się iluzoryczne. W tym sensie tamte placówki są w stosunku do nas traktowane priorytetowo.

W kontekście bycia dyrektorem mówi Pan, że nie ma osobistych ambicji, tylko misję. Jak Pan ją definiuje?

Od kilkunastu lat, wcześniej m.in. wspólnie z Tomaszem Mertą, starałem się określać i realizować istotne cele dotyczące polskiej polityki historycznej. Nowoczesne Muzeum Historii Polski pokaże fascynujący obraz polskiej historii, będzie budziło dumę, prezentowało nasze osiągnięcia, ale również skłaniało do refleksji nad błędami i słabościami. Pełen obraz naszych dziejów jest nam wszystkim potrzebny. Młodym ludziom, którzy nie znają historii – by dowiedzieli się o niej pawdy, starszym – żeby umieli racjonalizować i cywilizować nasze wieczne spory i wreszcie cudzoziemcom – byśmy nie musieli nieustannie prostować ich mylnych przekonań na temat podstawowych faktów dotyczących naszej historii. Z tego ostatniego powodu jest to ważny projekt, który umożliwi Polsce prowadzenie nowoczesnej edukacji i równego dialogu z innymi krajami europejskimi, a zwłaszcza z sąsiadami, jak Niemcy i Rosja, którzy tego rodzaju placówki posiadają.

Dlaczego po 1989 roku w uprawianiu polityki historycznej jesteśmy w tyle za innymi państwami?

Myślę, że w pierwszym dziesięcioleciu uznaliśmy, że w demokratycznym państwie i wolnym społeczeństwie wszystko samo się poukłada. Być może do pewnego stopnia to się sprawdza w gospodarce, ale w przypadku wielu, może nawet większości dziedzin życia społecznego musi istnieć pewna równowaga pomiędzy spontaniczną aktywnością obywateli i organizacji pozarządowych a przemyślaną polityką państwa. Są takie obszary, jak chociażby kreowanie ważnych muzeów, miejsc pamięci, projektów badawczych i edukacyjnych czy na przykład dofinansowanie wielkich historycznych produkcji filmowych, w których władze publiczne muszą definiować pewne cele i przeznaczać wystarczające środki na ich realizację. To się powoli zmienia, ale dzisiaj ten proces jest bolesny i może za bardzo upolityczniony. Marzy mi się w tej kwestii ponadpartyjny konsensus dotyczący kluczowych projektów i kierunków działania.

Bez stałej ekspozycji i nowej siedziby, trochę w stanie hibernacji, ale Muzeum Historii Polski już działa. Co wpisałby Pan w rubrykę „osiągnięcia”?

W 2008 roku zrealizowaliśmy na Zamku Królewskim w Warszawie wystawę „Dwudziestolecie. Oblicza nowoczesności”, która była ogromnym sukcesem frekwencyjnym. Przyciągnęła przeszło 50 tysięcy oglądających. Bardzo wysoko oceniona została przez media i środowiska muzealnicze ubiegłoroczna wystawa „Pod wspólnym niebem” o I Rzeczypospolitej. Otrzymaliśmy za nią prestiżową nagrodę Sybilla w kategorii najlepsza wystawa historyczna roku. Bardzo zadowoleni jesteśmy z realizacji ekspozycji poświęconych historii Polski na internetowej platformie Google Cultural Institute. Znaleźliśmy się tam w wybornym gronie kilkunastu czołowych instytucji z całego świata. Od kilku lat realizujemy projekt „Jan Karski. Niedokończona misja”. Przy naszym istotnym udziale powstała w Stanach Zjednoczonych grupa US Karski Centennial Campaign. Dzięki jej inicjatywie prezydent Barack Obama pośmiertnie odznaczył Jana Karskiego najwyższym cywilnym odznaczeniem amerykańskim – Medalem Wolności.

Czy w programie i założeniach muzeum pobrzmiewają echa sporu wokół tego, czy powinniśmy skupiać się na narodowych, honorowych porażkach, czy raczej pamiętać o zwycięstwach?

Osobiście wolę „pedagogikę sukcesu”, ale muzeum nie może realizować wąskiej wizji historii. Nie chciałbym historii lukrowanej. Nie da się zrozumieć Polski i naszej kultury bez wiedzy również o polskich wadach, klęskach i doświadczeniu martyrologicznym. Historia Polski bez Katynia i Palmir byłaby tak samo fałszywa jak bez Bitwy Warszawskiej czy Grunwaldu.

Widać duże zainteresowanie historią wśród młodych ludzi. Ogromną rolę odgrywa w tym internet. Jak opowiadać im o tradycji, by podtrzymywać i pogłębiać to zainteresowanie?

Jest kilka ważnych zasad atra- kcyjnego mówienia o historii. Po pierwsze ta opowieść powinna być budowana na podstawie konkretnych ludzkich doświadczeń. Dlatego ważna jest szczególnie historia mówiona. Po drugie trzeba skłonić młodych ludzi do aktywności. Zrozumieć przeszłość i skorzystać z tej wiedzy można tylko wtedy, kiedy będziemy potrafili wczuć się w dylematy naszych przodków, gdy będziemy próbowali rozwiązać kwestie, które przed nimi stały. I w końcu należy wykorzystać nowoczesne media i urządzenia techniczne.

W Krakowie prężenie rozwijał się wasz oddział, czyli Muzeum PRL-u. Pod koniec 2012 roku Rada Miasta Krakowa przegłosowała utworzenie nowego Muzeum PRL. To dobry ruch?

To jest klasyczny przykład, jak poważne przedsięwzięcie padło ofiarą nieumiejętności strategicznego działania części klasy politycznej. To muzeum realizowało świetne wystawy i przyciągało ludzi o różnych poglądach. I właśnie chyba to stało się przyczyną likwidacji. Nie chcę tu szczegółowo opisywać całej sprawy, intrygi i braku zainteresowania polityków samorządowych. Widać władze Krakowa nie potrzebują dynamicznego, niezależnego ośrodka. Wygrała zasada BMW – bierny, mierny, ale wierny.

Muzeum Historii Polski myśli już o 2018 roku i o 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Co chciałby Pan w związku z tym przygotować?

Przede wszystkim chciałbym, żeby gotowy był budynek. Ale niezależnie od tego, czy to będzie już w naszym gmachu, czy we współpracy z zaprzyjaźnioną instytucją, zrealizujemy ważną wystawę. Ale na szczegóły z nią związane jeszcze jest za wcześnie. •