Bardzo silny wróbelek

Szymon Babuchowski

GN 41/2013 |

publikacja 10.10.2013 00:15

Choć jej życie wydawać się może jednym wielkim pasmem cierpień, miała w sobie tyle siły, by swoim śpiewem nieść nadzieję innym. 50 lat temu zmarła Édith Piaf.

Koncerty Édith Piaf miały niezwykły, poetycki nastrój PAP Koncerty Édith Piaf miały niezwykły, poetycki nastrój

Czy Pani nie zwątpiła w Boga? Po tylu nieszczęściach, które na Panią zesłał? – docieka dziennikarz. – Ależ proszę Pana, jak Pan może tak powiedzieć? – odpowiada Édith, a na jej twarzy wyraźnie widać zmartwienie. – Przecież Pan Bóg nieszczęść nie zsyła. To jest sama Miłość! Jakże Miłość mogłaby zesłać nieszczęścia? Proszę Pana, to, co Bóg na mnie zesłał, a Pan nazwał nieszczęściem, jest dla mnie największym skarbem. I tylko to zabiorę ze sobą do nieba.

Urodzona na chodniku

To był ostatni wywiad, jakiego udzieliła. Niedługo potem, 10 października 1963 r., zmarła na raka wątroby. Na pogrzeb przyszło 40 tysięcy ludzi. Do dziś na jej grobie na paryskim Père Lachaise składane są kwiaty. Édith Giovanna Gassion, bo tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko, stała się dla wielu artystów niedoścignionym wzorem, bo osobisty dramat umiała przekuć w prawdziwą sztukę. Miała trudne życie. „Ona nie urodziła się jak wszyscy” – mawiał jej ojciec Louis Gassion. Legenda głosi, że narodziny miały miejsce na chodniku przy rue de Belleville, ale biografowie pieśniarki biorą też pod uwagę inną interpretację tych słów. Być może pan Gassion chciał po prostu podkreślić fakt, że Édith przyszła na świat „w rodzinie, w której babka jest treserką pcheł, ojciec artystą jarmarcznym, matka zaś uliczną piosenkarką”. „Jedno jest pewne, ci ludzie pili do dna!” – podsumowują Philippe Crocq i Jean Mareska, autorzy książki „Niczego nie żałuję. Życie Édith Piaf”. Dalej było jeszcze bardziej dramatycznie. Matka porzuciła dziewczynkę, zostawiając ją pod opieką babki. Édith żyje odtąd w brudzie i ubóstwie, a do snu raczona jest winem. Kiedy Louis Gassion, walczący na froncie, przyjeżdża na przepustkę, mała jest tak brudna, że ojciec z trudem ją rozpoznaje. Gassion zabiera wówczas Édith do swojej matki. Problem w tym, że jest ona kucharką w jednym z normandzkich domów publicznych...

Święta i grzesznica

Biografowie dość łagodnie przedstawiają ten okres w życiu Édith Piaf. Miała być „maskotką” placówki, obdarzaną czułością przez jej pracownice. Trudno jednak uwierzyć, by doświadczenia z tamtego czasu i sam fakt, że wychowywały ją prostytutki, nie pozostały bez konsekwencji w jej późniejszym życiu. Dzieciństwo Édith naznaczone było jeszcze jednym trudnym doświadczeniem. Lata spędzone w nędzy zaowocowały zapaleniem rogówki, które mogło doprowadzić do całkowitej ślepoty. Uzdrowienie z tej choroby niektórzy przypisują po prostu działaniu lekarza. Inni jednak dostrzegają w tym zdarzeniu cud. Dziewczynka odzyskała bowiem wzrok po tym, jak babcia zawiozła ją do grobu świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Édith modliła się tam słowami: „Będziemy jeszcze na siebie patrzyły”. Wkrótce po powrocie z pielgrzymki Édith mogła już uczęszczać do podstawówki. Wdzięczność do świętej pozostała w sercu artystki do końca życia. Wielokrotnie odwiedzała Lisieux. Nigdy nie rozstawała się z fotografią Małej Tereski, a na koncerty woziła mały kuferek z jej relikwiami. Stawiała go pod kurtyną i mówiła: „Tereso, pilnuj mnie, ja dla Ciebie śpiewam!”. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w książce „Święta i grzesznica”, której współautorem jest Hugues Vassal – przyjaciel i akredytowany fotograf Édith Piaf podczas ostatnich sześciu lat jej życia.

Zbyt szybko dojrzała

Nim jednak stanęła na prawdziwej scenie, występowała na ulicy, w spektaklach przygotowywanych przez jej własnego ojca. Występy zaczęły się, gdy dziewczynka miała dziewięć lat, i trwały pół dekady. Od ojca nie zaznała czułości, Louis nie troszczył się też o jej wychowanie ani nawet o higienę. Kiedy wpływy z tego przedsięwzięcia nie były dość wysokie, na Édith spadały policzki i ciosy. „Zbyt szybko dojrzała, kiwająca się na swych chudych nogach w rytm refrenów, z twarzą, w której widać tylko wielkie, smutne oczy. Édith już teraz wzbudza niespokojne uczucia. (…) nauczyła się wybierać spośród przechodniów jednego mężczyznę i patrzeć mu w oczy tak, żeby myślał, że to wyłącznie dla niego śpiewa” – piszą o niej Philippe Crocq i Jean Mareska. W końcu ucieka od ojca, jego pijaństwa, od lubieżnych spojrzeń nieznanych mężczyzn. Jest kelnerką, sprzedawczynią, gra na bandżo w ulicznym trio. W wieku siedemnastu lat zachodzi w ciążę z pracującym w budownictwie Louisem Dupontem. Nie był to udany związek. On ją bił, ona – z zemsty – go zdradzała. Jej jedyna córka umarła w wieku dwóch lat. Mimo niepowodzeń w życiu prywatnym Édith, jej artystyczna kariera zaczyna się rozwijać. W 1935 roku odkrywa ją impresario Louis Leplée. W kabarecie „Le Gerny’s” przy Champs-Élysées młoda pieśniarka występuje jako „La Môme Piaf” (mały wróbelek). Rok później ma już za sobą pierwsze nagranie dla wytwórni Polydor. Słuchacze pokochali jej chropowaty i niski głos, który wydawał się nieprzystający do tej drobnej, mierzącej zaledwie 147 cm postaci. Operowała nim jednak z niespotykaną ekspresją. Dlatego najlepsi autorzy pisali piosenki specjalnie dla niej. „Milord”, „Non, je ne regrette rien”, „La vie en rose”, „L’hymne à l’amour” czy „Padam... Padam...” – to tylko niektóre z jej wielkich przebojów.

Nie trać w Bogu nadziei

Legendę tworzyły także jej nieudane romanse. Szukała prawdziwej miłości, ale – jak wyznała – nigdy jej nie znalazła. Pierwsze małżeństwo z Jacquesem Pillsem przetrwało zaledwie cztery lata. Dopiero drugi mąż, młodszy od niej o 21 lat Theophanis Lamboukas, okazał się prawdziwym przyjacielem, który troskliwie opiekował się nią do końca. Wzięła z nim ślub w Kościele prawosławnym na rok przed własną śmiercią, chcąc pomóc mu u progu piosenkarskiej kariery. Wcześniej pomagała zresztą wielu młodym piosenkarzom – to m.in. dzięki niej wypłynęły takie sceniczne osobowości jak Yves Montand (z którym miała romans), Gilbert Bécaud czy Charles Aznavour. Mimo doznanych krzywd nigdy nie zapomniała też o swoich rodzicach, których wspierała finansowo do końca ich życia. Jej piosenki poruszają do dziś, bo wkładała w nie całą siebie. Słychać w nich dramat kogoś, kto gorąco pragnie miłości, a jednocześnie toczy wewnętrzną walkę. Édith po dziesięciu latach straszliwych zmagań udało się wyjść z alkoholizmu. Przeszła też cztery mordercze, wielotygodniowe odwyki od narkotyków. Dwa wypadki samochodowe, które przeżyła w 1951 roku, spowodowały jej uzależnienie od środków przeciwbólowych. Ratowała się nimi, bo inaczej ból nie pozwoliłby jej śpiewać. Mimo to najbliżsi zapamiętali ją jako osobę niezwykle pogodną, skorą do zabawy i żartów. Zawsze podkreślała: „Nie trać w Bogu nadziei. Zaczynaj od początku”. Choć jej życie wydawać się może jednym wielkim pasmem cierpień, miała w sobie tyle siły, by swoim śpiewem nieść nadzieję innym.