Zapomniany nowator

Szymon Babuchowski

GN 49/2013 |

publikacja 05.12.2013 00:15

W dziedzinie powieści historycznej był absolutnym nowatorem, i to na skalę światową. Mimo to szerszemu gronu czytelników pozostaje zupełnie nieznany. 25 lat temu zmarł Teodor Parnicki.

Zapomniany nowator  PIOTR JASKOW /east news Teodor Parnicki był prekursorem nowoczesnej powieści historycznej

Polska powieść historyczna kojarzy się dziś przede wszystkim ze szkołą pisarską Henryka Sienkiewicza. Nic dziwnego – to przecież „Krzyżacy” i „Trylogia” kształtowały świadomość narodową kolejnych pokoleń Polaków. Nie działo się tak przez przypadek. Dzieła naszego noblisty nie tylko krzepiły serca, ukazując w trudnym dla narodu czasie triumfy polskiego oręża, ale przyciągały też uwagę czytelników barwnymi opisami bitew, strojów i zwyczajów. Sienkiewiczowi znakomicie udawało się odtwarzać koloryt ukazywanych przez siebie epok i miejsc. Jednak w XX wieku pojawił się pisarz, któremu chodziło o znacznie więcej.

„Jeśli idzie o powieść historyczną, ideałem, ku któremu kieruje ją głód autentyzmu zarówno u czytelnika, jak i pisarza, zdaje się istotnie być taki właśnie utwór, w którym by wszystko – a więc i każda rozmowa, każda reakcja psychiczna bohaterów – musiało się legitymować charakterem ściśle dokumentarnym” – postulował Teodor Parnicki. Jego zdaniem, twórca takiej powieści mógłby dodawać od siebie tylko kompozycję, technikę i szatę językową. „Czyli beletryzacja, dramatyzacja i stylizacja tego (tylko tego!), co naprawdę było zdziałane, powiedziane, pomyślane, odczute...” – pisał autor „Srebrnych Orłów”.

Życie jak powieść

Kim był człowiek, który postawił przed powieścią historyczną tak trudne wyzwanie? Z jego życiorysu również można by stworzyć ciekawą powieść. Urodzony w 1908 r. Charlottenburgu (dziś części Berlina), dzieciństwo spędził w Rosji, gdzie jego ojciec pracował do wybuchu I wojny światowej. W wieku 10 lat stracił matkę. Macocha, młoda Rosjanka, wpłynęła na umieszczenie chłopca w korpusie kadetów. On jednak zbiegł do Mandżurii, gdzie w polskim gimnazjum, noszącym notabene imię Henryka Sienkiewicza, uczył się ojczystego języka. Choć nauka szła mu dość opornie, podjął już wtedy postanowienie, że zostanie polskim pisarzem. Po śmierci ojca w 1928 r. przyjechał do kraju i rozpoczął studia we Lwowie, poświęcając się jednocześnie filologii polskiej, anglistyce i orientalistyce. W czasie wojny aresztowany przez NKWD, opuścił ZSRR z armią Andersa, ewakuując się najpierw do Teheranu, a potem do Jerozolimy. Następnie był attaché kulturalnym przy ambasadzie RP w Meksyku. Po wycofaniu przez Meksyk poparcia dla rządu londyńskiego utrzymywał się z renty ufundowanej przez Polonię. Do Polski wrócił w latach 60., ale nie dał się wciągnąć w polityczne gry. Bez reszty oddał się pisaniu. Jako pierwszy od czasów Józefa Ignacego Kraszewskiego gruntownie przemyślał i opisał teorię powieści historycznej, choć – jak sam przyznawał – nie udało mu się zrealizować wszystkich postulatów, które sobie założył. Sporo uwagi poświęcił polemice z sienkiewiczowską koncepcją powieści. Nie przeszkadzało mu to jednak bronić autora „Trylogii” przed atakami międzywojennych historyków. „Powieściopisarz historyczny powinien w swym dziele stworzyć żywych, prawdziwych ludzi, a jednocześnie powinien wytworzyć atmosferę zgodną z duchem epoki, jaka go interesuje. Sienkiewicz odtworzył ducha epoki wojen kozackich i szwedzkich, jak żaden historyk nie potrafił tego uczynić – twórczość więc jego to najwyższej klasy beletrystka historyczna” – pisał Teodor Parnicki. „Quo vadis” zaś nazywał „największym arcydziełem sztuki”.

Historia w psychice

Różnica między obydwoma pisarzami polegała jednak na tym, że Parnicki był w swej twórczości bardziej kosmopolityczny. Mniej interesowały go sprawy narodowe – starał się raczej wniknąć głęboko w psychikę bohatera i w ten sposób ukazać atmosferę intelektualną epoki. Tematyka jego twórczości obejmuje dwa tysiąclecia. Zwiedzamy w niej niemal cały świat, spotykamy ludzi różnych nacji. Najwięcej jest w niej cesarstwa rzymskiego. Parnickiego interesuje też moment narodzin chrześcijaństwa w łonie cesarstwa, a z nieco późniejszych dziejów – początki państwa polskiego.

Ale w cyklu „Nowa baśń” znajdziemy też na przykład utopijną wizję historii dwudziestowiecznej Polski, napisaną z punktu widzenia XVII-wiecznego bohatera. Twórczość Parnickiego ewoluowała bowiem od dość tradycyjnej powieści historycznej w stronę eksperymentu. Stopniowo wycofywał się z niej narrator, a coraz więcej miejsca zajmowały dialogi, listy czy wyznania postaci. W ostatniej, najbardziej eksperymentalnej fazie swego pisarstwa pozwalał stworzonym przez siebie bohaterom polemizować z autorem. Takie książki jak „Muza dalekich podróży” traktowały przede wszystkim o samym procesie pisania. Utwory te odsłaniały przed czytelnikiem dylematy, z którymi autor „Słowa i ciała” zmagał się przez całe życie. Jak mówić w powieściach o historii, skoro zdarzenia wymykają się narracji? – pytał pisarz ostatnimi książkami.

Co by było, gdyby

Największą popularnością cieszyły się jednak jego wczesne utwory, stosunkowo proste w odbiorze: „Aecjusz, ostatni Rzymianin” czy „Srebrne Orły”. Ta druga powieść, opisująca kształtowanie się polskiej państwowości, nie tylko realizowała postulat maksymalnej wierności źródłom historycznym, ale czerpała też ze zdobyczy prozy psychologicznej. Głównym bohaterem książki jest Aron, wychowanek papieża Sylwestra II, później także opat klasztoru w Tyńcu. Parnicki przedstawia zdarzenia z punktu widzenia bohatera, który przez retrospekcję usiłuje dotrzeć do prawdy o wydarzeniach politycznych minionych lat. Po raz pierwszy pojawia się tu także zainteresowanie pisarza alternatywnymi wersjami historii, w pełni ujawniające się w jego późniejszych powieściach. Te próby odpowiedzi na pytanie „co by było, gdyby”, tak powszechne w dzisiejszej prozie historycznej, w czasach Parnickiego były niezwykle nowatorskie. Wszystko to sprawia, że choć ta proza nie jest znana szerokim kręgom czytelniczym, ma jednak grono oddanych fanów. W Katowicach istnieje Towarzystwo Literackie im. Teodora Parnickiego, zajmujące się badaniami nad twórczością powieściopisarza i jej popularyzacją. Organizowane są też konferencje „parnickologów”. Jeden z nich, nieżyjący już prof. Stefan Szymutko z Uniwersytetu Śląskiego, autora „Srebrnych Orłów” nazywał nawet „największym polskim pisarzem XX wieku, większym niż – przy całym szacunku dla tych pisarzy – Miłosz, Herbert, Gombrowicz, Witkacy i inni”. Można oczywiście polemizować z tym poglądem, trudno jednak zaprzeczyć, że wielki wkład Parnickiego w rozwój współczesnej polskiej prozy czeka dopiero na docenienie.