Historia pewnej kariery

Piotr Semka

GN 50/2013 |

publikacja 12.12.2013 00:15

Duże plakaty na ulicach Moskwy przedstawiają dziwną parę. Brodaty mężczyzna o nieśmiałym spojrzeniu w futrzanej czapce i w wyszywanym złotem kaftanie. Obok wyniosła władczyni w błyszczącym od klejnotów staroruskim stroju księżnej. To car Mikołaj II i jego żona Aleksandra na specjalnym balu w 1903 r. w petersburskim Pałacu Zimowym.

Ogromne przedstawienia władców Rosji z dynastii Romanowów na wystawie „Romanowowie – portret dynastii” w Muzeum Historycznym w Moskwie VASILY MAXIMOV /east news Ogromne przedstawienia władców Rosji z dynastii Romanowów na wystawie „Romanowowie – portret dynastii” w Muzeum Historycznym w Moskwie

Dziesięć lat potem – w 1913 r. – całe Imperium hucznie świętowało 300 lat rządów Romanowów. I  właśnie ten jubileusz stał się okazją, aby w moskiewskim Muzeum Historycznym zorganizować wystawę „Romanowowie – portret dynastii”. Główny sponsor wystawy – koncern naftowy Łukoil – demonstruje, że nie żal mu pieniędzy na przypominanie „russkoj sławy”. Przybysz z Polski, krążąc między salami pełnymi portretów i rzeźb kolejnych władców Rosji, musi mieć mieszane uczucia. Przecież właśnie rok 1613 – data wstąpienia na tron carów rodu Romanowów – to początek wzrostu sił Rosji i słabnięcia Polski. Trzy lata wcześniej pod Kłuszynem hetman Stanisław Żółkiewski po raz ostatni na okres trzech stuleci odnosi błyskotliwe zwycięstwo wojsk Rzeczypospolitej nad Moskwą.  Ale kapitulacja pol- skiej załogi Kremla w listopadzie 1612 r. to początek drogi do słabnięcia naszej ojczyzny i jednoczesnego wzrastania w siłę „Trzeciego Rzymu”. 100 lat później, w 1713 r., przecinające się  krzywe wzrostu Moskwy i upad- ku Rzeczypospolitej są już niezwykle wyraźne. Rosja pod wodzą Piotra I jest jednym z głów- nych rozgrywających w europejskiej grze o dominację, a Polska pod wodzą Augusta II Sasa zsuwa się ku upadkowi. Tak, nie ma co kryć – dzieje Romanowów to zapis polskiego słabnięcia i rosyjskiej siły.

(Prawie) zwykli Rosjanie

Najstarszy zapisany przodek rodu, który przyjął potem miano Romanowów, nosił mało dostojne nazwisko Andriej Kobyła i był bojarem na dworze księcia moskiewskiego Siemiona. W XVIII w. taki niezręczny pradziad trochę wadził, więc w genealogiach rodu pojawiła się romantyczna teza, że Romanowowie wywodzą się od syna księcia Prusów Glanda Lambiki, który miał uciec na Ruś po stłumieniu przez Krzyżaków pruskiego powstania w połowie XIII w. Tu zasłużył się miejscowym władcom na tyle, aby dostać nadania i założyć ród bojarski. Pierwszym sukcesem rodu było wydanie przedstawicielki rodziny Anastazji Romanowny Zacharyny za cara Iwana IV Groźnego w 1547 r. Była ona pierwszą żoną władcy Rosji, która używała tytułu carycy.

Dała Iwanowi sześcioro dzieci, ale zginęła w niejasnych okolicznościach w 1560 r. W czasach cara Iwana Groźnego cała rodzina Anastazji zmieniła nazwisko na Romanowowie. Ale prawdziwa  historyczna chwila wybiła dla Romanowów po upadku rodu Godunowów, który rozpoczął okres chaosu na Rusi – tzw. wielkiej smuty. 3 marca 1613 r. Sobór Ziemski wybiera Michała Romanowa na cara. Po ośmiu latach wojen i zamętu rosyjscy bojarzy czują, że muszą jak najszybciej zakończyć wakat na tronie. Michał był jednak nie tylko „człowiekiem chwili”,  ale okazał się władcą sprawnym i – jak wymagały rosyjskie standardy – bezwzględnym wobec rywali. Już rok po objęciu tronu Michał demonstracyjnie kazał powiesić 3-letniego carewicza Iwana Dymitra, syna Maryny Mniszchówny i Dymitra Samozwańca II. Potem rozkazał udusić Marynę, a jej nowego partnera wbić na pal.

Gdy zlikwidował nawet teoretycznych pretendentów do tronu, w 1618 r. zawarł pokój z Polską w Dywilinie, który potem zastąpi pokój w Polanowie w 1634 r. Jego następcy – car Aleksy (1645–1676), Fiodor III (1661–1682)  i ograniczony umysłowo Iwan V (1666–1696) skupią się na wzmacnianiu państwa. Dopiero po nich przychodzi twórca nowoczesnej Rosji i „rewolucjonista na tronie” Piotr I. Jego dzieło przetrwało nawet wymarcie męskiej linii Romanowów w połowie XVIII w. i zasilenie jej przedstawicielami dynastii Gottorp-Holstein. Ale siła tradycji nazwy „Romanow” jest tak wielka, że zachowano starą nazwę dynastii. Ostatnim Romanowem na tronie był Mikołaj II, który wraz z żoną, synem Aleksym i czterema wielkimi księżniczkami: Olgą, Tatianą, Marią i Anastazją,  został zamordowany przez bolszewików w lipcu 1918 r. w Jekaterynburgu.

Korowód twarzy

Przechodząc od jednego obrazu do drugiego, patrzę w oczy ludziom, którzy mozolnie i bezwzględnie budowali siłę swojego państwa. Zastanawia niewielka liczba portretów z XVII w. Jeden niewielki portret cara Michała na koniu, analogiczny konny wizerunek jego następcy Aleksieja i efektowny konterfekt Aleksieja w kapiącym od złota carskim kaftanie. W Rosji długo nie istniała tradycja malarstwa innego niż religijne i nawet władcy, dla których robiono wyjątek, pozostawili po sobie niewiele wizerunków. Wszystko zmienia się z chwilą objęcia tronu przez „Europejczyka” Piotra I. Szeroki carski mecenat przyciąga do Petersburga całkiem niezłe pędzle z całej Europy – portret młodego cara z 1703 r. namalował Holender Gottfried Schalcken. Dominacja obcjokrajowców trwa przez kolejne 150 lat, choć nadwornym portrecistą Katarzy- ny II – „przyszywanej” Romanowej – był Rosjanin Fiedor Rokotow. Oglądając jeden z jego portretów carycy, uzmysławiam sobie, że ten sam wizerunek imperatorowej w filmie „Wesele” Andrzeja Wajdy wnoszą na salę polskiego sejmu rosyjscy żołdacy. Tak, trudno przybyszowi znad Wisły oglądać to bez emocji. Ale już w kolejnej sali epoka Pawła, zbuntowanego syna Katarzyny. Nie zapominajmy mu, że zaraz po objęciu tronu zwolnił Tadeusza  Kościuszkę ze Szlisselburga – nawet jeśli zrobił to wyłącznie na złość znienawidzonej matce. Aleksander I to z kolei prawdziwy romantyczny idol epoki.  Na dalszy plan schodzi mająca rzucać na kolana chwała majestatu, a pojawia się lekkość i elegancja. Siła poparta perfekcyjnym stylem, lekko niedbałym – jak u Anglików. Czuje się, że Aleksander na tych portretach to bardziej Europejczyk niż Rosjanin. Ale to zmiana tylko na chwilę. Już portrety jego następcy Mikoła- ja I i Aleksandra II wracają do pompatycznej stylistyki „Wielikoj Rossiji”. A jednocześnie pojawia się fascynacja rosyjskim stylem narodowym. Żona Mikołaja I – caryca Aleksandra Teodorowna – każe się sportretować w staroruskim „kokoszniku”, który nie pasuje do ostrych, nordyckich rysów pruskiej księżniczki. Wraz ze wstąpieniem na tron Aleksandra III ludowa rosyjskość, która zaczęła dominować w portretach, jakoś tak po ludzku przybliża nas do władców. Na portrecie Dmitrija Dmitrowa Orenburskiego Aleksander III wygląda jak krzepki rosyjski wieśniak, który tylko marzy, aby popisać się swoją siłą na wiejskiej zabawie. Ale jeszcze bardziej chwyta za serce obraz Mikołaja II pędzla Ilji Repina z 1896 r. Genialny malarz doskonale uchwycił, jak bardzo ten ostatni Romanow na tronie nie pasował do swojej funkcji. Patrząc na prostolinijne spojrzenie władcy, można się zdziwić: a więc tak wyglądał ten, którego zwano potem Mikołajem Krwawym? Ilja Repin każe domyślać się, że jedynym  marzeniem tego słabego człowieka było spędzić spokojne życie w kręgu rodziny. Zły los, jakby mszcząc się za setki lat nieprawości w dziejach tej dynastii, postawił go wobec wyzwań, jakich spełnić nie był w stanie.

Taka polityka… historyczna

Jeszcze trochę rzeźb, jeszcze trochę szkiców pokazujących Mikołaja II na manewrach i na koniec trochę sepiowych fotografii z życia dworu. Pytam pracownika muzeum, gdzie jest część wystawy o dramatycznym końcu dynastii? – To ekspozycja z okazji rocznicy 300-lecia rodu Romanowów i odnosi się tylko do lat 1613–1913 – pada oficjalna odpowiedź.

Gdy ze zdziwieniem opowiadam o tym mojemu moskiewskiemu znajomemu, uśmiecha się znacząco. – To typowe dla polityki historycznej prezydenta Putina.  Należy uznawać za dobro narodowe Rosji imperialne rządy carów, ale nie może to kolidować z sowiecką bezgrzeszną epoką. Szefowie muzeum historycznego okazali się pojętnymi uczniami Putina. Pokazali 300 lat dynastii w postaci korowodu efektownych portretów, ale woleli zatrzymać się przed krwawą jatką, jaką bolszewicy zgotowali ostatnim Romanowom. I imperialna duma zaspokojona,  i niewygodny temat ominięty. Cerkiew prawosławna ogłosiła cara i jego zamordowanych bliskich  świętymi męczennikami. Ich ikony widywałem w sklepikach cerkiewnych w Moskwie. Ażby się prosiło, aby wystawę zakończyć kolekcją współczesnych ikon ukazujących ostatnich Romanowów jako świętych. Następnego dnia w  księgarni na Twerskiej kupuję album o wojnie domowej w Rosji. Znajduję w nim zdjęcie z okresu po rewolucji lutowej 1917 r., gdy rodzina carska została internowana w Carskim Siole. Carewicz Aleksy i jego trzy siostry, ubrani w proste stroje, siedzą dość bezradni przed jakąś szopą. Czy przeczuwają rychłą śmierć? W obiektyw aparatu w 1917 r. patrzą oczy zmęczone i pogodzone z losem. Smutne oczy nastolatków, którzy bardziej wyczuwają niż rozumieją, że skończyło się ich beztroskie dzieciństwo. Przejmujące zdjęcie. Ale dla takiego niezwykle ludzkiego portretu Romanowów  nie znalazło się  miejsce na wystawie w Moskiewskim Muzeum Historycznym.• Wystawa „Romanowowie – portret dynastii” czynna jest do 10 stycznia 2014 r.