Kuźnia Michałów Aniołów

Roman Tomczak

publikacja 30.05.2014 06:51

Fundacja, którą założyła, będzie uczyć zapomnianych rzemiosł sakralnych oraz miłości do Róży duchownej, jak w Litanii Loretańskiej nazywana jest Matka Chrystusa. Dlatego swoją fundację nazwała „Rosa mystica”.

Kuźnia Michałów Aniołów Roman Tomczak /GN Jeszcze kilka wprawnych ruchów pędzlem i rybki – ostatni element obrazu w prezbiterium – wypełnią się złotem, wieńcząc dzieło malarki

Żeby móc ujrzeć cały fresk, namalowany na 220 mkw., Wanda Dűck musiała najpierw zrobić trójwymiarową makietę prezbiterium w skali 1:10. Taką kartonowo-drewnianą, oddającą najważniejsze detale, z naniesionym szkicem całego obrazu. Później wzięła się za wykonanie tego samego szkicu w normalnej skali, kredą i węglem, dodając jeszcze więcej szczegółów. Dopiero wtedy, po akceptacji służb kurialnych, odpowiedzialnych za sztukę sakralną i – co równie ważne – aprobacie wiernych, można było poprosić mężczyzn z parafii o rozstawienie rusztowań. Ale nie po to, żeby zacząć malować, ale żeby pozalepiać zaprawą ubytki w ścianie ponadstuletniego kościoła. To właśnie na rusztowaniu, po 2,5 roku samotnej pracy, naszła ją refleksja: „Nie mam uczniów...”. I wtedy pomyślała, że trzeba stworzyć fundację, która będzie kształciła przyszłych rzemieślników sztuki sakralnej.

Od sowieckiej Rosji do Świętej Trójcy
– Ksiądz proboszcz sam mnie znalazł – wspomina Wanda Dűck. – W 2011 r. przyjechał do Gronowa zapytać, czy mam pomysł na obraz w apsydzie kościoła św. Jana Chrzciciela w Zgorzelcu. Miałam – śmieje się. Przyjechał, bo podczas odpustu w sąsiedniej Trójcy tamtejszy proboszcz pokazał mu ulotkę, którą wydała pani Wanda. – Przeczytałem o studiach w Sankt Petersburgu, o nagrodach od biskupa, obrazach w kościołach niemieckich. To robiło wrażenie – wspomina ks. Marian Oleksy, proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela.

Pani Wanda od kilku lat mieszka pod Zgorzelcem, ale urodziła się w Lublinie. Tam skończyła szkołę plastyczną, a później Akademię Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu – katedrę monumentalnego malarstwa ściennego w pracowni prof. W. G. Lekanowa. W sowieckiej Rosji zobaczyła monastyr Fierapontow, jeden z siedmiu architektonicznych cudów Rosji.

– Raz zasnęłam na rusztowaniach przed Pantokratorem, freskiem Dionizego. Obudziłam się z postanowieniem, że swoje artystyczne życie chcę poświęcić malowaniu ikon na ścianach – wspomina. Ślub ze Szwajcarem Jűrgiem Dűckiem wzięli w kościele w Gronowie, gdzie kupili zrujnowany pałac. Wtedy miała już tylko dwa cele w życiu: malować świętych w kościołach i żyć duchowością karmelitańską (w 2011 r. wstąpiła do Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych we Wrocławiu).

Koncepcja, jak ma wyglądać pusta dotąd ściana prezbiterium u św. Jana Chrzciciela, przyszła szybko. Trudniej było z kolejnymi etapami tworzenia. Najpierw wizyty w archiwach berlińskich, później podróż przez kościoły diecezji. Wszystko po to, żeby projekt był spójny historycznie i regionalnie. Następnie makieta, później rozrysowanie planu obrazu, kolejne akceptacje i wreszcie rusztowania. Na nich, 12 m nad ziemią, mąż pani Wandy zbudował 60-metrowy pokój. – Miałam tam stół i wszystkie potrzebne mi przybory – wyjaśnia malarka. 3 metry nad pokojem zaczęła od malowania Świętej Trójcy.

Należę do inwentarza
Od tamtej pory minęły prawie 3 lata. A i tak scena chrztu Chrystusa nie jest jeszcze całkowicie gotowa. – Tu, na samym dole, muszę jeszcze wypełnić na złoto rybki – wyciąga rękę w kierunku ściany. To, czym wypełniła nie tylko rybki, ale cały swój monumentalny obraz, to specjalne farby sylikatowe, tzw. histholit. Po stwardnieniu tworzą jakby pancerną skorupę. Nie mają do niej dojścia ani czas, ani ludzie. Zwłaszcza że w miarę lat kolory użytych farb będą robić się jeszcze bardziej intensywne.

Tak przygotowany obraz pani Wanda obfotografowała i zawiozła na Konferencję Sztuki Sakralnej w Lubinie. Półgodzinną prezentacją zachwyciła członków Diecezjalnej Komisji Sztuki Sakralnej Konserwacji Zabytków i Budownictwa Kościelnego. – Podobało im się. Członkowie komisji powiedzieli, że to wyjątkowe dzieło – wspomina.

Na tę wyjątkowość artystka solidnie zapracowała. Oprócz talentu ma w sobie niezwykły upór i systematyczność.

– Przychodziłam tu prawie codziennie na 5–8 godzin. Należę już chyba do inwentarza świątyni – śmieje się. Obraz spodobał się także wiernym. Przez lata, między Mszami i uroczystościami kościelnymi, obserwowali przecież, jak powstawał. Byli cierpliwi. I to się im opłaciło. Ale przed wiernymi dalszy ciąg próby na wytrzymałość. Po apsydzie prezbiterium na malowanie czeka prawa i lewa strona kościoła oraz chór. Do tego w oknach pojawią się nowe witraże projektu pani Wandy. Ile to będzie w sumie metrów malarskiej powierzchni? Pani Wanda nie wie. Mówi, że boi się liczyć.

Koniec z zaniedbaniami
Idea, która narodziła się na rusztowaniu, kilkanaście metrów nad posadzką kościoła, ma już swój statut. Siedzibą Fundacji Kultury Chrześcijańskiej „Rosa mystica” będzie pałac w Gronowie i przylegające do niego budynki. Pani Wanda chciałaby, żeby odbywały się tam stałe warsztaty sztuki sakralnej i ginących zawodów artystycznych. Co ważne – praktyczne warsztaty.

– Obecnie w Kościele nie ma dobrego, tradycyjnego rzemiosła sztuki sakralnej. Nie ma też miejsca, gdzie można by się nauczyć sakralnego malarstwa ściennego i dekoracyjnego – uważa. Dlatego chce to zmienić. W Gronowie będzie można się także nauczyć układania tradycyjnej mozaiki bizantyjskiej, witrażownictwa, kamieniarstwa, ikonopisania, rzeźby w kamieniu i drewnie, zduństwa oraz ciesielstwa. To ostatnie ma mocno łączyć się z tradycją łużycką. Jeśli się to wszystko uda, z Gronowa będą wyjeżdżać współcześni Michałowie Aniołowie.

– Uda się! – zapewnia pani Wanda. – Uda się, bo to wszystko są rzeczy u nas prawie zapomniane i nieruszone przez Kościół katolicki. Inaczej jest np. w Kościele wschodnim, gdzie takich szkół jest wiele. Mówię o nauczaniu na dobrym, średnim poziomie – zaznacza. Zajęcia mają prowadzić specjaliści i artyści z Europy.

Czas na pracę, modlitwę i... ogród
Rzemiosło to tylko połowa treści warsztatowych. Drugą, tak samo istotną, będzie duchowość. W Gronowie będą rekolekcje.

– Chciałabym wyszkolić prawdziwych rzemieślników sztuki sakralnej ze stałymi opiekunami duchowymi. Chodzi o warsztaty z modlitwą przy pracy. Bo inaczej w sztuce sakralnej się nie da – zapewnia Wanda Dűck. Nie da się także zrobić zaplanowanych rzeczy bez pieniędzy. Te, choć ważne, nie są jednak najważniejsze.

– Warsztaty mają się samofinansować. To, co tu powstanie, może od razu trafiać do świątyń diecezji legnickiej – mówi pani Wanda. – Będę zabiegać o przychylność samorządów i dużych zakładów przemysłowych w regionie. Napiszemy wnioski o pieniądze unijne z puli na ginące zawody. Mam za sobą sporo szkoleń na ten temat i wniosek z nich jest jeden: to wszystko jest realne – uważa artystka.

Tego optymizmu dodaje pani Wandzie spore grono chętnych, którzy chcą uczestniczyć w przyszłych warsztatach. Na razie większość to ludzie po pięćdziesiątce, ale do młodzieży też uda się jej dotrzeć.

– Mam dobre przeczucie – śmieje się pani Wanda. Fundacja w Gronowie będzie wspierała Szlak św. Jakuba (już nocują tu caminowicze!) i ekologiczną uprawę ziemi. Będzie miejscem spotkań rzemieślników i artystów. Obok pałacu jest miejsce na ogród biblijny. Wyrosną tam zioła, owoce i warzywa znane z Pisma Świętego. Warsztatowcy będą kopiowali je później w swoich pracach na ścianach, w kamieniu, drewnie i na witrażach. Czyli tak, jak to robiono dawniej. Inicjatywa ruszyła i krok po kroku zmierza do celu. Trzeba wyremontować dwa stare budynki gospodarcze i zaadaptować browar, żeby było gdzie pracować i gdzie się modlić.

A co, jak wszystko będzie już gotowe?

– Wtedy zamknę się w pustyni Karmelu – mówi artystka – żeby zregenerować siły na dalszą pracę, aby służyć Bogu.