Tajemnice z baniek na mleko

Andrzej Grajewski

GN 30/2014 |

publikacja 24.07.2014 00:15

Nikt nie przypuszczał, że tajne akta sowieckiego wywiadu mają swoje kopie, ukryte w bańkach na mleko i zakopane na daczy pod Moskwą.

Ani wygląd Wasilija Mitrochina, ani jego notatki nie wzbudziły początkowo zaufania zachodnich służb specjalnych. Okazało się jednak, że pierwsze wrażenie  było błędne www.chu.cam.ac.uk Ani wygląd Wasilija Mitrochina, ani jego notatki nie wzbudziły początkowo zaufania zachodnich służb specjalnych. Okazało się jednak, że pierwsze wrażenie było błędne

Ośrodek Archiwów Churchilla na uniwersytecie w Cambridge, gromadzący szereg unikatowych kolekcji, właśnie rozpoczął udostępnianie dokumentów z tzw. Archiwum Mitrochina. To liczący kilkadziesiąt tysięcy dokumentów zbiór na temat działalności sowieckiego wywiadu z lat 1918–1984. Brytyjskiemu wywiadowi przekazał je emerytowany archiwista KGB Wasilij Mitrochin, który dokonał jednego z najbardziej spektakularnych wyczynów w dziejach służb specjalnych XX wieku.

Dysydent z Łubianki

Nie wiadomo, kiedy Mitrochin wpadł na pomysł skopiowania sowieckich archiwów. Prawdopodo- bnie nastąpiło to na początku lat 70. Wtedy skromny archiwista I Zarządu Głównego KGB (sowieckiego wywiadu) zaczął sporządzać odpisy dokumentów przechodzących przez jego ręce. W strukturze sowieckich służb specjalnych pracował od połowy lat 40. Przez dziesięć lat był funkcjonariuszem operacyjnym prowadzącym także działania poza granicami państwa, m.in. zabezpieczał wyjazd sowieckiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Melbourne w 1956 r. Kariery wywiadowczej jednak nie zrobił i pod koniec lat 50. zaczął pracować w archiwum KGB. Mieściło się ono wówczas w przepastnych piwnicach olbrzymiego kompleksu na Łubiance, w samym centrum Moskwy. Ważnym elementem dojrzewania Mitrochina do podjęcia decyzji o kopiowaniu dokumentów miał być jego pobyt w Berlinie Wschodnim. Mitrochin mógł wówczas obserwować zarówno Praską Wiosnę, jak i brutalną interwencję wojsk Układu Warszawskiego, które w sierpniu 1968 r. wjechały do Czechosłowacji. Kilka lat później otrzymał prawdziwy prezent od losu. Wszystkie archiwa wywiadu zostały w 1972 r. przewiezione z Łubianki do nowej kwatery I Zarządu Głównego KGB, która znajdowała się w Jasieniewie, południowo-zachodnim rejonie Moskwy. Mitrochin przygotowywał do transportu akta. Przez dziesięć lat, teczka po teczce, przeglądał, opisywał, pakował, a później w nowym miejscu rozpakowywał, opisywał i na nowo katalogował dokumenty w bardzo skomplikowanym systemie. Był on pomyślany tak, aby żadna przypadkowa osoba z zewnątrz nie mogła się zorientować, gdzie się co znajduje. Ale on nie był osobą z zewnątrz. Tworzył ten system i był jego nieodłączną częścią.

Ryzykowna gra

Gdy podjął decyzję, aby przepisywać tajemnice Łubianki, a nastąpiło to ok. 1972 r., wcale nie miał gwarancji, że jego praca kiedykolwiek przyniesie efekt. Podejmował zaś ogromne ryzyko. Gdyby został złapany, czekałyby go proces, surowy wyrok, a może i kara śmierci. Początkowo starał się zapamiętywać fakty, nazwiska i pseudonimy z dokumentów. Później w domu z pamięci sporządzał notatki. Po pewnym czasie jednak zauważył, że w ten sposób nie ogarnie najważniejszych spraw. Dokumentów było zbyt wiele. Zaczął więc pisać odręczne notatki, które dla niepoznaki wyrzucał do kosza na śmieci. Przed wyjściem z pracy wyciągał pomięte kartki, upychał je w skarpetkach, bądź butach, i tak wychodził, na ogół przez nikogo niekontrolowany. W domu, w tajemnicy przed rodziną, przepisywał notatki. Zapiski zawoził do swej daczy pod Moskwą i chował je w pustych bańkach na mleko, które zakopywał pod podłogą. Gdy nabrał pewności, treść dokumentów przepisywał do kolejnych zeszytów.

Kopiowaniem Mitrochin zajmował się do 1984 r., kiedy przeszedł na emeryturę. Wolny czas wykorzystał dla uporządkowania notatek i szkiców, które nadal gromadził na daczy. Cierpliwie czekał na odpowiedni czas, aby skarbem podzielić się z innymi. Kiedy rozpadł się Związek Sowiecki, uznał, że chwila nadeszła

Może filiżankę herbaty?

Na młodej urzędniczce brytyjskiej ambasady w Rydze, odpowiadającej za sprawy wizowe, Rosjanin, który zasiadł przy jej biurku w marcu 1992 r., chyba nie zrobił specjalnego wrażenia. Starszy nieogolony pan, w kiepskim, tandetnym swetrze, taszczący mocno podniszczoną walizkę, nie wyglądał na powiernika sekretów, które mogły wstrząsnąć światem. Gdyby postąpiła jak urzędnik w ambasadzie USA w Tallinie, gdzie Mitrochin zjawił się wcześniej i został odprawiony z kwitkiem, jego historia mogłaby nie mieć szczęśliwego zakończenia. Przez grzeczność pozwoliła mu dalej mówić. Po chwili Mitrochin zaproponował jej, aby rzuciła okiem na niektóre z przywiezionych przez niego rękopisów. Leżały na dnie walizki, między pieczywem, kiełbasą i wódką, standardowym wyposażeniem sowieckiego człowieka, wybierającego się w długą podróż. Rzut oka na zapiski upewnił urzędniczkę, że jej rozmówca nie jest szaleńcem czy prowokatorem, ale człowiekiem, który rzeczywiście mógł mieć dostęp do akt sowieckiego wywiadu. Zaproponowała mu filiżankę herbaty, a sama poszła z dokumentami do kolegi, o którym wszyscy wiedzieli, że pracuje na podwójnym etacie. Jego opinia była jednoznaczna: skromny emeryt przyniósł dokumentację, o jakiej nikomu się nie śniło. Kolejne spotkania odbywały się nadal w Rydze, tym razem z udziałem funkcjonariuszy brytyjskiego wywiadu. Nie znamy okoliczności, w jakich materiał z daczy Mitrochina trafił do Londynu, ale udało się wywieźć wszystko, czyli, jak się szacuje, ok. 25 tys. stron rękopisów i maszynopisów. 7 listopada 1992 r. Brytyjczycy wywieźli na wyspy Mitrochina i jego rodzinę. Rosyjskie służby specjalne były w tym czasie w kompletnej rozsypce. O ich tajemnicach i sekretach nieomal codziennie pisały gazety, a wielu zachodnich dyplomatów, za stosunkowo skromną opłatą, otrzymywało dostęp do materiałów, na których ciągle widniał napis „Ściśle tajne”. W tej atmosferze w Moskwie nikt się nie przejmował niezbyt legalnym wyjazdem z kraju byłego archiwisty. Tym bardziej że Brytyjczycy bardzo długo całą operację trzymali w ścisłej tajemnicy.

Największy skarb

O tym, co zawiera „archiwum Mitrochina”, świat dowiedział się dopiero w 1999 r., kiedy na podstawie jego dokumentacji opublikowana została książka pt. „Archiwum Mitrochina. KGB w Europie i na Zachodzie”. Jej głównym autorem był wybitny brytyjski specjalista od służb specjalnych, prof. Christopher Andrew z Uniwersytetu Cambridge. Wcześniej dokumenty analizowali funkcjonariusze wywiadów brytyjskiego oraz amerykańskiego. Kilka lat później ukazał się drugi tom pt. „Archiwum Mitrochina. KGB i świat”. Dla każdego interesującego się historią XX wieku jest oczywiste, że przepisane przez Mitrochina dokumenty są jednym z najważniejszych źródeł dla zrozumienia istoty i funkcjonowania sowieckiego imperializmu. Mitrochin miał dostęp nie tylko do dokumentacji wielu operacji wywiadowczych, ale dotarł do samego jądra tajnych operacji, czyli dokumentacji Zarządu „S”, prowadzącego tzw. nielegałów. Chodziło o prawdziwą tożsamość ludzi przerzucanych z fałszywymi biografiami na Zachód, gdzie wtapiali się w miejscowe społeczeństwo, aby w pewnym momencie podejmować działania wywiadowcze. Bez nich Związek Sowiecki nie zdobyłby tajemnic broni atomowej oraz nie poznał wielu sekretów NATO. Dokumenty Mitrochina kompromitowały sporą część zachodnich elit, polityków, dziennikarzy, naukowców, działaczy związkowych oraz członków organizacji pacyfistycznych, którzy okazali się po prostu płatną sowiecką agenturą, a w najlepszym dla nich wypadku bezmyślnymi idealistami, sprytnie manipulowanymi przez sowiecki wywiad.

Skala penetracji zwłaszcza włoskich elit politycznych była tak ogromna, że w 2002 r. powstała specjalna senacka komisja, której raport zakończył polityczny żywot wielu prominentnych polityków zarówno z włoskiej lewicy, jak i prawicy. Dokumenty z „Archiwum Mitrochina” posłużyły także do przygotowania kilkudziesięciu aktów oskarżenia o szpiegostwo. Prawdopodobnie część ujawnionej agentury udało się przewerbować zachodnim służbom. Materiały Mitrochina pomogły także zidentyfikować miejsca ukrycia na Zachodzie małych ładunków nuklearnych, które miały posłużyć do dywersji w przypadku wybuchu światowego konfliktu. Wiele ciekawych informacji dokumenty te przynoszą na temat penetracji przez sowiecki wywiad bloku wschodniego, w tym także Polski. W opinii CIA, na którą powołuje się prof. Andrew, dokumentacja zebrana przez Mitrochina to „największy skarb dla kontrwywiadu w okresie powojennym”. Rosyjskie służby nie komentowały ujawnianych dokumentów, ale także nie znam przypadku, aby w jakikolwiek sposób próbowały podważać ich wiarygodność. Mitrochin zmarł w Wielkiej Brytanii w 2004 r. Ośrodek Archiwów Churchilla udostępnił na razie 2 tys. stron z oryginalnego maszynopisu Mitrochina w języku rosyjskim. Są to przeważnie dokumenty znane z opracowań prof. Andrew. Całość notatek pozostanie jednak nadal tajna.