publikacja 16.10.2014 00:15
Znany na całym świecie, w Polsce niedoceniany. Igor Mitoraj był mistrzem rzeźby. Powtarzał, że do dostrzegania piękna potrzebne są oczy duszy.
Jacek Bednarczyk /pap
Igor Mitoraj, zdjęcie z 2005 r.
Po jego śmierci 6 października włoska gazeta „La Repubblica” napisała, że odszedł „jeden z największych współczesnych artystów”, który nie traktował sztuki jako sposobu zarabiania pieniędzy i zdobywania uznania. Sam stwierdził kiedyś, że idealną sytuacją dla niego byłoby, gdyby nie musiał chodzić na otwarcia własnych wystaw. Pracował swoim tempem, nie poddając się komercyjnemu pośpiechowi. Roboczy kalendarz miał zapełniony na wiele miesięcy do przodu. Niejednokrotnie sam odkupywał swoje rzeźby od tych, którym najpierw zostały sprzedane. Tłumaczył, że czuje z nimi związek sentymentalny. Włożył w nie siebie.
Uczeń Kantora
Mitoraj urodził się w 1944 r. w Oederan w Saksonii, bo jego matka została deportowana do Niemiec na roboty. Ojciec był oficerem francuskiej Legii Cudzoziemskiej.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.