publikacja 29.04.2015 00:15
Seria książeczek o zwykłej polskiej dziewczynce podbiła serca tysięcy dzieci. Zofia Stanecka potrafi problemy, z jakimi przedszkolaki spotykają się na co dzień, tłumaczyć w sposób ciepły i zrozumiały.
Jakub Szymczuk /foto gość
Zofia Stanecka napisała już 24 książki o Basi
To się nie przyjmie – mówili na początku wydawcy. Seria książek o chodzącej do przedszkola dziewczynce, mającej tatę, mamę i rodzeństwo, w dodatku mieszkającej prawdopodobnie w Warszawie (czyli zbyt „polskiej” ) i nie mającej swoich odpowiedników w popularnych kreskówkach. Kto to będzie czytał? A jednak, już po pierwszych tomach, seria książek o Basi zrobiła furorę wśród polskich dzieci. Do tej pory wyszło ich 24, nie licząc kilku tomów opowiadań, a także książeczek do nauki czytania, czy kolorowanek. Czy to Muzeum Narodowe, czy Lasy Państwowe – wiele instytucji prosi też Basię o pomoc w promocji swoich inicjatyw. A właściwie nie Basię, tylko Zofię Stanecką – twórczynię postaci i wspólnie z rysowniczką Marianną Oklejak autorkę serii.
Ma też mamę, która niedawno wróciła do pracy zawodowej (pisze podręczniki do szkoły), i tatę lekarza. Razem przeżywają dość codzienne przygody: idą do muzeum, jadą na wakacje, spotykają się z dziadkami lub przygotowują do świąt Bożego Narodzenia. Jednak każde wydarzenie ma zazwyczaj nietypowy przebieg. I tak przykładowo, gdy w pierwszym tomie, zatytułowanym „Basia i upał w zoo”, główna bohaterka idzie z tatą obejrzeć zwierzęta, te wcale nie ułatwiają im zadania, ukrywając się przed słońcem. Innym razem dzieci jadą z mamą w podróż, która kończy się awarią rury wydechowej. Na tym chyba polega fenomen Basi: dzieci mogą utożsamiać się z wydarzeniami z jej życia, które jednocześnie są na swój sposób niezwykłe. I, co istotne, nie nudzą także rodziców, którzy przecież muszą te książki czytać czasem po kilkadziesiąt razy w ciągu miesiąca. I oni mogą odnaleźć siebie w przedstawionych przez Stanecką postaciach. Choć rodzice dziewczynki są jej przyjaciółmi i mentorami, potrafią także popełniać błędy, a nawet się pokłócić, jak w opowiadaniu „Basia i mama w pracy”. Jak mówi autorka, była to scena, którą najmocniej musiała przemyśleć.
Gdy piszę, wolę zatrzymać się ciut wcześniej i czasem zostawić jakąś kwestię niedopowiedzianą, dając rodzicom możliwość jej rozwinięcia, jeśli uznają to za potrzebne. Stanecka radzi sobie z wyjaśnianiem świata swoim małym czytelnikom często przez analogię. Przykładowo w „niebasiowej” pozycji „Nasza paczka i niepodległość. O sześciu polskich świętach” stara się ukazać, co tak naprawdę kryje się za różnymi uroczystościami. Bohaterami książki są członkowie dziecięcej „paczki”. W rozdziale o 11 Listopada muszą się zmierzyć z konkurencyjną bandą, która zajęła ich „bazę” (obywa się bez rękoczynów). – Najtrudniejszy był dla mnie rozdział o 1 Maja. Wychowałam się w PRL i kojarzę ten dzień z tym, co najgorsze. Dlatego skupiłam się nie na ideologii, a wartości pracy – mówi Stanecka.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł