Telewizja bez tabu

Edward Kabiesz

GN 23/2015 |

publikacja 03.06.2015 00:15

Widzowie, oglądając programy telewizyjne, seriale czy telenowele, nie zdają sobie sprawy, że poddawani są manipulacji.

W serialu „House of cards” problem gejowski stał się wątkiem pierwszoplanowym i nabrał wagi państwowej, kiedy żona prezydenta (na zdjęciu) – zabiega o uwolnienie Amerykanina, który w Moskwie walczy o prawa gejów David Giesbrecht /Netflix/courtesy Everett Collection/east news W serialu „House of cards” problem gejowski stał się wątkiem pierwszoplanowym i nabrał wagi państwowej, kiedy żona prezydenta (na zdjęciu) – zabiega o uwolnienie Amerykanina, który w Moskwie walczy o prawa gejów

Najczęściej oglądający bezkrytycznie wierzą w telewizyjne przekazy, więc trudno przecenić wpływ tychże przekazów na odbiorcę, przede wszystkim tego podatnego najbardziej – dzieci i młodzież. Szczególnie jeżeli jest to proces długofalowy, kiedy widz przyzwyczaja się do serialowych postaci i wątków, które stają się nieraz częścią jego codzienności. Środowiska gejowskie nie kryją się ze swoim dążeniem do wypromowania w mediach jednolitego wzorca homoseksualisty. Taki wzorzec wykreowany przez filmy i seriale, zarówno polskie, jak i zagraniczne, funkcjonuje w mediach od lat. Hałaśliwe imprezy w rodzaju „parad równości” czasem wzbudzają odrazę, odstraszają tych, którzy obserwują je z zewnątrz i nie są dobrym narzędziem propagowania dalekosiężnych celów środowisk homoseksualnych. Najlepszym są środki masowego przekazu, które zgodnie z szaleństwem politycznej poprawności usiłują przekonać widza, że tolerancja to za mało. Słowo to powinno nabrać nowego znaczenia, które zatrze różnice pomiędzy tolerancją a akceptacją. Akceptacja takich postaw doprowadzi w końcu do legalizacji związków i „małżeństw” homoseksualnych, a dalej do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Każdy, kto ma odmienne zdanie, automatycznie staje się homofobem, którego należy zmusić do milczenia dzięki wprowadzeniu w prawie odpowiednich zapisów.

Przykładem chociażby upomnienie i pouczenie, jakie wystosował przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do o. Rydzyka, zarzucając mu użycie słów, które są „sprzeczne z prawnym zakazem dyskryminacji określonym w art. 32. ust. 2 Konstytucji RP”. Ojciec Rydzyk śmiał nazwać homoseksualizm chorobą. To, co oglądamy w filmach i serialach o wątkach homoseksualnych, można nazwać oswajaniem tego typu zachowań zgodnie z zasadą, że jeżeli ktoś styka się z nimi często, po jakimś czasie uzna je za normalne. Postaci gejów w filmach i serialach przedstawiane są jako ofiary, co budzi u widza współczucie.

Doganiamy czołówkę

Polska nie znajduje się jeszcze w światowej czołówce pod względem filmowych produkcji starających się przekonać widza, że homozwiązki są czymś normalnym, a homoseksualiści ofiarami tradycyjnej konserwatywnej społeczności i Kościoła. Jednak w tym temacie polskie kino odnotowało poważny sukces, jakim była nagroda dla filmu „W imię…” Małgorzaty Szumowskiej. W 2013 r. na festiwalu w Berlinie film otrzymał Teddy Awards, czyli gejowskiego Oscara, nagrodę przyznawaną dla filmów poruszających tematykę LGBT. Film wykazuje głęboką empatię w stosunku do „ofiar” wiary i Kościoła, jakimi są homoseksualni księża.

Po otrzymaniu nagrody film Szumowskiej spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem opiniotwórczych mediów w Polsce, zdobył również sporo ważnych nagród. Z kolei w nagradzanym również w Polsce i za granicą filmie „Płynące wieżowce” Tomasza Wasilewskiego, który wszedł na ekrany w tym samym roku co film Szumowskiej, bohater nawiązuje romans z chłopakiem. Jednak „zacofana” rodzina i środowisko stoją na przeszkodzie realizacji jego tożsamości seksualnej. Czy można więc dziwić się zakończeniu, w którym skatowany bohater staje się w ofiarą w sensie dosłownym? W odróżnieniu od produkcji amerykańskich czy zachodnio- europejskich w polskich serialach gej na razie nie stał się głównym bohaterem. Ale i tu można zauważyć znaczący postęp. Słynne stały się już sceny dotyczące tego tematu w „Rodzince.pl”. Tu nie wystarczy już tolerancja, ale należy okazywać, nawet jeżeli wymuszony, entuzjazm dla dobra sprawy. Kiedy kolega najstarszego syna Tomka deklaruje, że jest gejem, pani Natalia Boska wyraża zachwyt. – Super. Wspaniale – słyszymy z ekranu. W skierowanym również do młodych widzów serialu przykładów takiej twórczej promocji homoseksualizmu znajdziemy więcej. W rozmowach z Kacprem, najmłodszym synem, pani Boska tłumaczy, że geje są ofiarami prześladowań, a niedawno trafiali nawet do więzienia. Na pytanie Kacpra, czy Tomek może pójść do więzienia, bo jest gejem (chociaż tak naprawdę nie jest) odpowiada, że „w naszym kraju nie, przynajmniej na razie”. Można to odebrać jako zapowiedź przerażającej przyszłości. Przykład „Rodzinki.pl” jest znaczący, bo w serialu nie tylko występują młodzi aktorzy, ale oglądają go również młodzi, najbardziej podatni na wpływy widzowie, poddawani swoistemu praniu mózgów.

Sprawa wagi państwowej

Wielu autorów tekstów poświęconych telewizyjnej rozrywce, oczywiście w imieniu widza, domaga się wprost większej inicjatywy polskich stacji telewizyjnych w podejmowaniu tematyki gejowskiej. Co prawda żadna polska stacja nie wyprodukowała serialu czy telenoweli o tematyce wyłącznie gejowskiej, ale wątków tych w cieszących się największą oglądalnością polskich serialach nie brakuje. Początek zrobił „Klan”, gdzie był to wątek epizodyczny, ale już w 1999 r. w „Na dobre i na złe” pojawiła się postać Mikołaja, geja, dla którego związek z Zosią Stankiewicz (w tej roli Małgorzata Foremniak), wówczas pierwszoplanową bohaterką serialu, był tylko kamuflażem. Dziś trudno znaleźć telenowelę, w której wątek gejowski czy lesbijski by się nie pojawił. Znajdziemy go w „M jak miłość”, a w emitowanych od 2007 r. „Barwach szczęścia” jest już jednym z wątków głównych. Przedstawiona w pozytywnym świetle para gejów, Władysław i Maciej, po pokonaniu rozlicznych trudności zostanie w końcu zaakceptowana przez sąsiadów i rodzinę.

Władek okaże się też najlepszym ojcem dla swojego syna, który był owocem romansu z kobietą, a w końcu weźmie symboliczny ślub z Maćkiem na pokładzie samolotu, co było nagrodą w konkursie zorganizowanym przez linie lotnicze. W „Magdzie M.” gej okaże się najlepszym przyjacielem kobiety. Producenci „Magdy M.” zdobyli nawet nagrodę Hiacynt 2007, przyznawaną przez Fundację Równości za „zasługi dla tolerancji, równouprawnienia i walki z dyskryminacją”, w tym wypadku „za postać geja w polskim serialu, która nie jest czarnym charakterem”. Chociaż trudno zaleźć serial, w którym byłby nim naprawdę, bo postać geja w polskich i zachodnich serialach została ukształtowana według określonego wzorca. Chodzi o to, by została przyjęta i zaakceptowana przez większość społeczeństwa. Braki rodzimych produkcji w wychowywaniu społeczeństwa w temacie gejów i lesbijek nadrabiają seriale zagraniczne, prezentowane w stacjach polskojęzycznych.

Amerykańskie kanały oswajanie widza z tematami homoseksualizmu rozpoczęły już na początku lat 70. ub. wieku, ale prawdziwa rewolucja nastąpiła w 1998 r., kiedy NBC zaprezentowała sitcom „Will&Grace”, którego bohaterem był gej. To za sprawą tego serialu nagłośnienie zyskała sprawa legalizacji związków jednopłciowych. W Polsce pod tytułem „Para nie do pary” w 2001 r. emitowała go nieistniejąca już stacja Wizja Jeden. Później był „Seks w wielkim mieście”, który pokazał życie geja bez żadnych osłonek, a wreszcie seriale skierowane bezpośrednio do młodzieży jak „Jezioro marzeń” czy „Buffy, postrach wampirów”. W trzeciej serii „House of cards” w kilku odcinkach problem gejowski stał się wątkiem pierwszoplanowym i nabierał wagi państwowej, kiedy rosyjskie aktywistki walczące o zniesienie zakazu promowania homoseksualizmu w Rosji zostają przyjęte na obiedzie w Białym Domu. Nie wiem, czy doczekał się tego nawet Sołżenicyn. Nie dość na tym, bo niewiele też brakuje do zerwania stosunków między USA a Rosją. Żona prezydenta Underwooda w czasie oficjalnej wizyty w Rosji nie zważając na dyplomatyczne wymogi, stara się o uwolnienie Amerykanina, który poleciał do Moskwy, by walczyć o prawa gejów.

Nie ma wątpliwości, że to właśnie seriale, w których wątek geja czy lesbijki pojawia się jako równoprawny z wieloma innymi, a nie te skierowane bezpośrednio do widza o orientacji homoseksualnej, jak np. „Queer as folk”, mają największy udział w oswajaniu homoseksualizmu jako naturalnej i powszechnie akceptowanej orientacji. „Queer as folk”, o którym Tomasz Raczek napisał, że „jest świetnie zrobiony i ma w sobie potężną dawkę dobrej energii, potrzebnej nowoczesnym społeczeństwom jak tlen”, doczekał się ze strony jednego z fanów zarzutu pogłębiania wizerunku „geja uprawiającego seks w każdym możliwym kącie”.