publikacja 03.12.2015 00:15
Wiara jest prawdziwym początkiem prawdziwej mądrości… Wstąpieniem na królewską drogę.
roman koszowski /foto gość
Droga. Czym jest? Występuje we wszystkich językach, związana z doświadczeniem przemieszczania się, pokonywania przestrzeni, z wszelkiego typu komunikacją. W języku biblijnym obok tych powszechnych znaczeń „droga” oznacza również trzymanie się pewnych zasad etycznych i przyjęcie wynikającego z wiary stylu postępowania. Zaś w Nowym Testamencie greckie hodos (droga) nabiera znaczenia szczególnego i jest niemal synonimem rodzącego się chrześcijaństwa i młodego Kościoła. Wystarczy przywołać kilka miejsc z Dziejów Apostolskich, gdzie mowa o uczniach Pańskich jako „zwolennikach tej drogi” (9,2) oraz o wierze chrześcijańskiej jako po prostu „drodze”, czy to w wypowiedzi samego św. Pawła (24,14), czy też w Łukaszowej opowieści (24,22). O aleksandryjskim Żydzie Apollosie czytamy, że „znał on już drogę Pańską” (18,25). W końcu słowo „droga” określa sam rdzeń tajemnicy Jezusa Chrystusa i istotę Jego posłannictwa: „Ja jestem drogą” (J 14,6) – odpowiada Jezus na pytanie Tomasza. Takie jest właśnie najgłębsze – kulturowe, biblijne, chrystologiczne – zaplecze pojęcia „królewskiej drogi”.
Ratzinger tak ujmuje więź cierpienia i miłości: „kto chciałby usunąć cierpienie, musiałby usunąć przede wszystkim miłość, która nie jest możliwa bez cierpienia, ponieważ zawsze wymaga samorezygacji, ponieważ różnica temperamentów i dramatyzm możliwych sytuacji zawsze stają się powodem także rezygnacji, bólu. Gdy zdajemy sobie sprawę, że droga miłości […] jest prawdziwą drogą humanizacji człowieka, to rozumiemy również, że cierpienie jest procesem dojrzewania. Kto wewnętrznie przyjął cierpienie, staje się bardziej dojrzały i bardziej rozumiejący wobec innych, staje się bardziej ludzki. Kto cierpieniu zawsze schodził z drogi, ten nie potrafi zrozumieć innych ludzi, ten staje się surowy i egoistyczny. Sama miłość ma w sobie coś z męki, cierpienia. Miłość mnie uszczęśliwia, doświadczam w niej szczęścia w ogóle. Z drugiej strony jednak tracę swój wygodny spokój, muszę się dać przeobrazić. Gdy mówimy, że cierpienie jest wewnętrznym aspektem miłości, rozumiemy również, dlaczego jest tak ważne, byśmy się uczyli cierpienia – i dlaczego, na odwrót, unikanie cierpienia czyni człowieka niezdolnym do życia. Jego udziałem stałaby się pustka bytu, która może się łączyć już tylko z rozgoryczeniem, z odrzuceniem, już nie z wewnętrznym przyjęciem i dojrzewaniem. […] miłość zadaje mi rany, by wydobyć ze mnie wyższe możliwości. […] Miłość musimy widzieć jako pasję, którą musimy być gotowi unieść jako pasję”. Są sprawy – i akurat są to sprawy najbliższe sercu i największe sprawy życia – z którymi można uporać się tylko na drodze osobistego cierpienia. Na tym też polega królewskość naszej drogi – królewskość najgłębiej Chrystusowa. I na tym też polega chrześcijańska redefinicja i reinterpretacja ekskluzywnej via regia starożytnych filozofów i najwybitniejszych myślicieli. Jest to teraz – z Jezusa Chrystusa, Jego osoby i dzieła – droga zbawienia otwarta dla wszystkich, elitarna w nowym sensie: wymaga zgody na miłość niecofającą się przed cierpieniem, droga, którą przemierzamy z(a) Królem w cierniowej koronie i z trzciną zamiast berła w dłoni. Z trzciną nadłamaną, która jest nie tylko znakiem skrajnego upokorzenia tego, co Boskie w ludzkim świecie, ale przede wszystkim symbolem każdej i każdego… On nas, nadłamanych, nie złamie, lecz uleczy i podźwignie. Życie jest pasjonujące dzięki Pasji Pana. Stąd jego królewskość.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł