publikacja 15.06.2017 00:00
Obrazy Pauliny Krajewskiej prezentowane w krakowskim Muzeum Archidiecezjalnym Kardynała Karola Wojtyły nawiązują do sztuki ikonowej. Nie są jednak do końca ikonami.
Miłosz Kluba /Foto Gość
Paulina Krajewska stworzyła własną formę artystycznego obrazu.
Ksiądz Andrzej Nowobilski, dyrektor muzeum, porównuje je raczej do średniowiecznych miniatur. Faktycznie format prac jest niewielki. – Fascynacja ikoną w pewnym sensie stała się inspiracją powstania miniaturowych dzieł, ale nie stanowią one kopii starych mistrzów czy też współczesnych artystów, takich jak J. Nowosielski czy T. Stankiewicz – przekonuje ks. Nowobilski. – Paulina Krajewska stworzyła własną formę artystycznego obrazu, który powoduje, że nie można przejść obok nich, nie zatrzymując się choćby na moment – dodaje.
Kontemplacji, zapatrzeniu się w obraz sprzyja już sam mały format dzieł, który zmusza do dokładnego przyjrzenia się, przybliżenia twarzy do malowidła, wyciągnięcia z futerału okularów. Dopiero wtedy można dostrzec, że na obrazie „Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona” Chrystus podnosi nie drewnianą belkę, ale… człowieka. Wtedy widać, że w scenie „Nawiedzenia” witają się nie tylko Maryja i Elżbieta, ale również Jan Chrzciciel i Jezus – przebywający jeszcze w łonach swoich matek.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.