Horror widziany oczami dziecka

Edward Kabiesz

GN 42/2017 |

publikacja 19.10.2017 00:00

Przedstawiając na ekranie brutalną rzeczywistość, reżyserka nie epatuje okrutnymi scenami tortur czy egzekucji.

Bohaterka filmu Loung Ung ma 5 lat. Jej przeżycia są odzwierciedleniem prawdziwej historii współscenarzystki filmu. Roland Neveu Bohaterka filmu Loung Ung ma 5 lat. Jej przeżycia są odzwierciedleniem prawdziwej historii współscenarzystki filmu.

Co łączy film „Najpierw zabili mojego ojca” Angeliny Jolie z „Polami śmierci” Rolanda Joffé? Oczywiście temat, a także fakt, że ich scenariusze powstały na podstawie wspomnień ludzi, którzy przeżyli horror zgotowany im przez Czerwonych Khmerów. Może jeszcze to, że oba, przynajmniej do tej pory, są najbardziej przejmującymi filmowymi świadectwami zbrodni, do jakich dochodziło w Kambodży w latach 1975–1979. Porównując „sukcesy” komunistycznych rządów w eksterminacji całych grup społecznych i prawdziwych czy urojonych przeciwników, trudno oprzeć się wrażeniu, że reżim Czerwonych Khmerów zajmuje tu miejsce wyjątkowe. Według różnych wyliczeń ofiarą ich zbrodni padło od 10 do 25 proc. mieszkańców Kambodży. Żaden inny kraj nie stracił nigdy tak ogromnej części swoich mieszkańców w jednej hekatombie przeprowadzonej przez własnych przywódców.

„Pola śmierci” Rolanda Joffé trafiły do kin, natomiast film Jolie można zobaczyć w naszym kraju w zyskującej coraz większą popularność internetowej wypożyczalni Netflix, która również jest jego producentem. „Najpierw zabili mojego ojca” został w całości, co jest rzeczą niezwykłą, nakręcony w Kambodży, gdzie wielkie studia produkcyjne niechętnie realizują zdjęcia ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury. Większość zdjęć do „Pól śmierci” rozgrywających się w Kambodży powstała na Tajwanie. Jolie zatrudniła w filmie tylko miejscowych aktorów, którzy posługują się rodzimym językiem. Jednak najważniejsza różnica polega na podejściu do tematu i jego przedstawienia na ekranie.

Reżyserka zrealizowała film w opozycji do współczesnej formuły kina, gdzie wszystko dzieje się szybko i dynamicznie. Można powiedzieć, że jest to kino tradycyjne. Wolne tempo narracji może dla części widzów wydać się nużące, ale ten zabieg jest celowy, pozwala nam wgłębić się w psychikę i emocje przeżywane przez ofiary nieludzkiego reżimu. W filmie nie ma zbyt wielu dialogów, najważniejsze są obrazy, zbliżenia twarzy aktorów, które mówią wszystko. Każda scena została dopracowana do perfekcji. Przedstawiając na ekranie brutalną rzeczywistość, reżyserka nie epatuje okrutnymi scenami tortur czy egzekucji. Najczęściej rozgrywają się one poza kadrem, z nielicznymi wyjątkami obserwujemy je w krótkich, migawkowych ujęciach.

Cała opowieść przedstawiona została z punktu widzenia dziecka. Bohaterka filmu Loung Ung ma 5 lat, kiedy Czerwoni Khmerzy zbliżają się do stolicy Kambodży. Jej rodzina z niepokojem śledzi informacje stacji telewizyjnych o sukcesach komunistycznych partyzantów. Jolie skrótowo naświetla sytuację polityczną, w jakiej znalazła się Kambodża w 1975 roku. Stany Zjednoczone, które bombardowały rejony zajęte przez Czerwonych Khmerów, ewakuują swoich obywateli i wstrzymują pomoc militarną dla rządu. Część mieszkańców liczy na to, że zajęcie stolicy przez partyzantów zakończy wojnę i nastanie wreszcie pokój. Nie zdają sobie sprawy z tego, czego wkrótce doświadczą.

Dla bohaterki filmu rozgrywające się wokół wydarzenia są niezrozumiałe. Nic dziwnego. Jako kilkuletnie dziecko nie zna ich kontekstu i nie rozumie powodów decyzji podejmowanych przez dorosłych członków rodziny. W podobnej sytuacji znajdzie się część widzów, szczególnie młodszych, którzy może i coś o Czerwonych Khmerach słyszeli, ale nie znają bliżej ich historii. Charakterystyczne, że w filmie występują wyłącznie rodowici mieszkańcy Kambodży. Przyzwyczailiśmy się, że w tego typu produkcjach wydarzenia pokazywane są z perspektywy cudzoziemca, najczęściej dziennikarza czy korespondenta wojennego. Ta perspektywa z pewnością pozwala na szersze naświetlenie tła wydarzeń i ułatwia widzowi ich zrozumienie. W filmie odwrócenie sytuacji stawia nas, tak jak bohaterkę filmu, przed nieznanym. Dopiero z biegiem akcji wraz z dziewczynką, stopniowo, wchodzimy w mroczną przestrzeń rozgrywającego się wokół horroru. Tylko raz w filmie pojawia się przybysz z Zachodu, czyli reporterka rejestrująca wkroczenie partyzantów do Phnom Penh.

Musiałam cierpieć w ciszy

Scenariusz filmu „Najpierw zabili mojego ojca” powstał na podstawie książki Loung Ung. Jest ona, wraz z Angeliną Jolie, współautorką scenariusza. Loung urodziła się w Phnom Penh i miała sześcioro rodzeństwa. Przetrwała potworność „pól śmierci”, a kiedy miała 10 lat, uciekła z Kambodży. Dzięki programowi dla uchodźców z tego kraju prowadzonemu przez Konferencję Episkopatu USA wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończyła studia, wyszła za mąż i wydała trzy autobiograficzne książki. Pierwsza, opublikowana w 2000 roku, była bestsellerem i dokumentuje jej przeżycia od 1975 do 1980 roku. W filmie wykorzystano część tych wspomnień z okresu rządów reżimu Pol Pota, czyli czasu masowych egzekucji, głodu, chorób i przymusowej pracy. Od 1997 roku Loung Ung wspiera organizacje charytatywne działające na rzecz ofiar wojny.

W filmie Jolie nie ma polityki. Opowiada o tym, jak odbija się ona na losach jednostek, które nie mają wpływu na to, co dzieje się wokół nich. Poza krótkim, informacyjnym wstępem na początku opowieść skupia się na Loung, która kocha rodziców, ma liczne rodzeństwo, jest inteligentną i radosną dziewczynką. Rodzinie powodzi się dobrze. Ojciec jest kapitanem policji, co wkrótce okaże się śmiertelnym zagrożeniem dla całej rodziny. Czerwoni Khmerzy bezwzględnie rozprawiają się z żołnierzami, policjantami i urzędnikami rządu Lon Nola. No i z mnichami – ten wątek przewija się w kilku scenach filmu. Jolie pokazuje dramatyczny exodus mieszkańców Phnom Penh, którym nowi władcy kazali opuścić miasto. Objuczeni bagażami, chorymi ze szpitali i niedołężnymi członkami rodziny, ludzie wędrują w nieznane. Dopiero po jakimś czasie dowiadują się, że do miasta już nie wrócą. Z rozkazu enigmatycznej, budzącej grozę bezosobowej Angkar mają przesiedlić się na wieś i pracować na roli.

Opowieść koncentruje się na Loung i jej rodzinie, a kamera eksponuje ich wyraziste twarze, kiedy dawne, wygodne życie zamienia się w koszmar, w codzienną walkę o przetrwanie. Po dotarciu do wioski sami muszą zbudować sobie prymitywną chatę i pomalować różnokolorowe ubrania na czarno, by wyleczyć się z indywidualizmu, co według Czerwonych Khmerów jest oznaką zachodniej próżności. Rozpoczyna się czas okrucieństwa, egzekucji i prania mózgów. Zgodnie z ideologią nowych władz wszystko to ma służyć stworzeniu nowej Kambodży i nowego człowieka. Loung i inne dzieci zmuszone zostają do pracy na polach, natomiast jej nastoletnie rodzeństwo trafia do obozu pracy. Dzieci cały czas są głodne, ale za kradzież owocu czy ziarenka z pola grozi surowa kara.

Tragiczne wydarzenia cały czas śledzimy z punktu widzenia dziecka, które wielu rzeczy nie rozumie. Loung w filmie mówi niewiele. Rozgrywające się w ciszy sceny podkreślają izolację dziewczynki i jej cierpienie. Może najlepiej wyrażają to słowa dorosłej już Loung, która w jednym z wywiadów powiedziała: „Jako dziecko musiałam milczeć i cierpieć w ciszy”. Mimo mrocznego klimatu filmu jest w nim też nadzieja. „Najpierw zabili mojego ojca” opowiada także o rodzinnej miłości i bezgranicznym poświęceniu dla najbliższych. Nie mam wątpliwości, że film Angeliny Jolie jest jednym z najbardziej poruszających obrazów na temat wojny i dziecka, a jego wymowa jest uniwersalna. Szkoda, że nie trafił do kin, bo znakomite zdjęcia autorstwa Anthony’ego Doda Mantle’a docenić można na dużym ekranie. 

Najpierw zabili mojego ojca, reż. Angelina Jolie, wyk.: Sreymoch Sareum, Kompheak Phoeung, Socheata Sveng, Dara Heng, Kambodża/USA, 2017