publikacja 02.11.2017 00:00
O nadrabianiu miną, pytaniu o sens i o Bogu, który jest odpowiedzią, mówi Marta „Marika” Kosakowska.
Maciej Rajfur /Foto Gość
Marika nie ukrywa, że odkryła Bożą moc, i to miało wpływ na muzykę, którą tworzy.
Maciej Rajfur: Gdzie podziała się polska królowa dancehallu? Co powiesz ludziom, którzy pytają o dawną Marikę, z warkoczykami i energiczną, imprezową nutą?
Marta „Marika” Kosakowska: Najchętniej zaśpiewam im fragment piosenki Anny Jantar „Nic nie może przecież wiecznie trwać”. Plotłam warkocze przez 15 lat i miałam już ochotę przestać. Imprezowanie interesowało mnie bardzo na etapie młodzieńczym. Ale człowiek przecież ewoluuje i pociągają go w miarę upływu czasu bardziej wyszukane idee i zjawiska. A co do energii, to ona jest i będzie bardziej odczuwalna w kolejnym albumie.
Od czego zaczęła się ta wielka zmiana w Twojej muzyce?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.