Żydzi do wyjechania

GN 32/2018 |

publikacja 09.08.2018 00:00

„My nie wyjechaliśmy, nas wyjechano” – mówi jedna z bohaterek książki Grynberga. To wielobarwny zapis głosu pokolenia, który w Polsce powinien być wysłuchany.

Mikołaj Grynberg "Księga wyjścia". Wyd. Czarne, Wołowiec 2018ss. 416 Mikołaj Grynberg "Księga wyjścia". Wyd. Czarne, Wołowiec 2018ss. 416

W trakcie lektury „Księgi wyjścia” czytelnik jest świadkiem ludzkich dramatów wywołanych decyzjami ówczesnych władz Polski. 19 czerwca 1967 r. Władysław Gomułka w trakcie swojego przemówienia wygłasza dwa charakterystyczne zdania: „Nie czyniliśmy przeszkód obywatelom polskim narodowości żydowskiej w przeniesieniu się do Izraela, jeśli tego pragnęli (…). Każdy obywatel Polski powinien mieć tylko jedną ojczyznę: Polskę Ludową”.

Obywatele polscy o żydowskich korzeniach nagle zaczynają być nazywani „piątą kolumną”. Rośnie wobec nich podejrzliwość, a w pracy i w szkołach zaczynają się prześladowania: zwolnienia, usuwanie z uczelni, wcielanie do wojska, wyzwiska na ulicy i antysemickie napisy na drzwiach domów. Przekaz jest jasny: Żydzi muszą wyjechać z Polski.

Wszechobecna nagonka zmusza do emigracji tysiące osób. Przymuszeni do emigracji stoją przed kolejnym upokorzeniem: aby wyjechać, muszą zrzec się obywatelstwa polskiego. Na drogę PRL zaopatruje ich w przedziwny dokument podróży, który potwierdza, że jego posiadacz nie jest obywatelem Polski. To nie jest paszport. To wilczy bilet. Podróż w jedną stronę, bo nie ma już do czego wracać.

Niektórzy z rozmówców Grynberga od dzieciństwa mieli świadomość żydowskich korzeni. Są praktykujący, mówią w domu w jidysz. Są również tacy, którzy swoją tożsamość odkrywają nagle, w atmosferze podskórnego lęku i wszechobecnej podejrzliwości. Zamiast Wigilii był Dziadek Mróz, państwo oficjalnie było obojętne religijnie, choć w rzeczywistości skłaniało się w stronę ateizmu.

Dziś pokolenie Marca ’68, wbrew swej woli, ma rozstrzygnięte dylematy religijne i państwowe. Do Polski przyjeżdżają jako turyści, choć bardziej przypominają powracających do swej pierwszej miłości. Wsłuchuję się w ich głos i zdaje mi się, że bardziej rozumiem współczesną Polskę, Izrael, nas samych.

Marcin Cielecki