Impuls od Boga

GN 49/2018 |

dodane 06.12.2018 00:00

III Symfonię przyjęto początkowo z konsternacją. Po latach stała się hitem.

Maria Wilczek-Krupa "Górecki. Geniusz i upór". Znak, Kraków 2018ss. 400 Maria Wilczek-Krupa "Górecki. Geniusz i upór". Znak, Kraków 2018ss. 400

Tę obszerną biografię Mikołaja Góreckiego Marii Wilczek-Krupy czyta się jednym tchem. Talent narracyjny autorki sprawia, że trudno oderwać się od opowieści o życiu i twórczości kompozytora. Biografia Góreckiego nie jest hagiografią. Twórca sam mówił, że jest cholerykiem, a swoją żonę nazywał „świętą Jadwigą”. Nie bez powodu. Jednak rodzina była dla niego najważniejsza. Wiele wymagał od innych, ale również od siebie. Nie bawił się w dyplomację, mówił to, co myślał. Miał określone zdanie na temat współczesnej sztuki, w której to, co „dawniej było nazywane szambem, windowane jest na najwyższą półkę”. Uważał, że w prawdziwej twórczości drzemie jakaś tajemnica, jakiś impuls otrzymany od Boga, aby „przekazać sztuką ważne doświadczenia duchowe”. Był człowiekiem głębokiej i, jak czytamy w książce, „dziecięcej” wiary. Spotkanie z papieżem Janem Pawłem II należało do najbardziej wzruszających momentów w jego życiu.

Autorka wiele miejsca poświęca okolicznościom powstania i recepcji utworów kompozytora. Najobszerniejszy fragment książki dotyczy III Symfonii – „Symfonii pieśni żałosnych”, którą początkowo przyjęto w świecie muzycznym z konsternacją. Po latach zyskała światową popularność, stając się hitem wykraczającym poza muzykę poważną. I tu drobna uwaga. Los autorki wzruszającego tekstu, wydrapanego na ścianie katowni gestapo w Zakopanem, a użytego w drugiej części Symfonii, wbrew temu, co czytamy w książce, jest znany. Helena Wanda Błażusiakówna na szczęście przeżyła wojnę i w 1950 r. wyszła za mąż za Romana Pawlika z Wadowic.

Maria Wilczek-Krupa, pisząc biografię Góreckiego, korzystała z wielu źródeł, w tym z wywiadów i listów. Rozmawiała z członkami rodziny kompozytora, jego przyjaciółmi, sięgnęła do akt SB, usiłującej wpływać na jego decyzje, kiedy był rektorem PWSM. Nie brakuje również w tej opowieści barwnych anegdot.

Edward Kabiesz

Tagi: