Ikona - droga zaufania. Warsztaty w Kołobrzegu

Karolina Pawłowska

dodane 25.09.2019 20:41

- Droga ikony i droga pielgrzyma mają wiele analogii. Przede wszystkim i tu, i tu chodzi o wejście z wiarą w niepewność. Oddanie się Panu Bogu - tłumaczy Roman Zięba, ikonopis, pielgrzym Bożego Miłosierdzia.

Ikona - droga zaufania. Warsztaty w Kołobrzegu Karolina Pawłowska /Foto Gość Warsztaty w Kołobrzegu prowadzi Roman Zięba.

Jeszcze jedna linia, jeszcze pociągnięcie cieniutkiego pędzelka i z lipowej deseczki wyłania się twarz Jezusa. Sześć wieczorów to za mało, żeby zostać ikonopisem. Ale wystarczająco, żeby wejść na drogę ikony.

– Ty, Boski Mistrzu wszystkiego, co istnieje, oświeć i kieruj duszą i ciałem sługi Twego; prowadź jego rękę, aby mógł godnie i doskonale przedstawić Twój obraz, obraz świętej Twojej Matki i wszystkich Twoich świętych ku chwale, radości i upiększeniu świętego Twego Kościoła. Amen – szepcze kilkanaście osób zanim chwycą za pędzle. Bo ikona powstaje dla modlitwy i na modlitwie. Sam proces jej pisania jest wchodzeniem w przestrzeń spotkania z Bogiem.

Najpierw pokora

– Ikona to oddawanie dłoni Duchowi Świętemu. Od tego zaczynamy i to wcale nie takie proste. Bo nasz zachodni indywidualizm, przekonanie o niepowtarzalnym talencie bierze górę. Ikona nie jest tworzeniem, a odtwarzaniem świętych wzorców. Bardziej jest to więc ćwiczenie się w posłuszeństwie. Przy ikonie na bok odkłada się chęć zabłyśnięcia indywidualizmem – tłumaczy Roman Zięba.

Spośród kilkunastu kołobrzeskich kursantów tylko dwoje pisało już ikony. Dla reszty to stresujący debiut. Z każdą kolejną ikoną (podobno) będzie już łatwiej. Jak z modlitwą.

– Ostatni raz pędzelek miałam w ręku w podstawówce. To strasznie dawno temu. Tu pierwszego dnia dostałam do ręki rylec i… nie mogłam zapanować nad drżeniem. Dłoń skakała mi jak wydruk kardiologiczny. Tyle było w tym emocji – śmieje się Agnieszka Bąk. – Zdałam sobie sprawę, że ja tu nie będę malować twarzy Jezusa, ale stawać przed obliczem Boga! – dodaje z przejęciem.

Miesiąc temu nie myślała jeszcze o pisaniu ikon. Plan na ostatni tydzień września nie przewidywał siedzenia do późnego wieczora w przykatedralnej salce. Teraz już cieszy się na kolejne ikony, które napisze.

Marena Rupp biegnie na warsztaty niemal prosto z pracy. – Widzę światło na obrazie, ale jeszcze nie wiem, jak to zrobić. Oddaję swoje ręce. Dopóki nie zaczniesz pisać, nie zrozumiesz, że to naprawdę oddanie Bogu – mówi.

Jej fascynacja ikoną zaczęła się kilka lat temu. – Jak patrzeć na ikony nauczyłam się podczas wyjazdu na Ukrainę, reszty zaczęłam szukać w internecie. Wróciłam i zaczęłam czytać ikonę Matki Bożej Nieustającej Pomocy ze swojego kościoła. Nie mogłam oderwać od Niej oczu. Wciągnęło mnie zupełnie! – opowiada.

Język do opisu nieba

Roman krok po kroku pokazuje, jak pisać ikonę. Uczy pisania, nie malowania. To przecież Pismo Święte, tyle że w kolorach. Dlatego Roman nie ogranicza się tylko do pokazywania warsztatu i pomocy w prowadzeniu niewprawnej ręki. Opowiada o ikonie, jej historii i teologii. Tłumaczy kolory, wyraz oczu i ust, znaki. Otwiera drzwi do tajemnicy ikony.

– Sztuka zachodnia odwzorowuje to, co widzą oczy. Ikona opisuje świat przyszły. Warsztaty to uczenie się języka, którym opisze się niebo – wyjaśnia.

Po trzydziestce stracił wszystko: rodzinę, dom, karierę. W rozpaczy, po wyjściu z więzienia, ruszył na pielgrzymkę. Od 6 lat modli się nogami we wspólnocie Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia. Od tego czasu przeszedł jakieś 20 tys. kilometrów. Po drodze trafił na ikonę. A potem do pracowni o. Jacka Wróbla.

– Ta pierwsza szkoła nazywała się Droga Ikony. W kolejnych latach dostrzegałem, że droga ikony i droga pielgrzyma mają bardzo wiele analogii. I tu, i tu chodzi o wejście z wiarą w niepewność. Oddanie się Panu Bogu – mówi ikonopis.

Czwartego dnia już widać efekty. Rozjaśniane stopniowo oblicze nabiera życia. Fałdy płaszcza układają się cieniami wychodzącymi spod pędzla.  Marzena czeka aż wyschnie czerwony pigment. Wpatruje się w napisaną przez siebie twarz Pantokratora.

– Człowiek dziwi się, że spod jego ręki zaczyna coś wychodzić. I chociaż wszyscy piszemy tą samą ikonę, kiedy postawiliśmy je obok siebie, każda była inna. Bo w każdej jest coś z nas samych. Zastanawiam się, co przeczytam o sobie, kiedy skończę pisać – uśmiecha się.