publikacja 05.12.2019 00:00
Druga część „Krainy lodu” jest baśnią przeznaczoną bardziej dla dorosłych niż dla dzieci.
Disney
Bohaterki „Krainy lodu” zawładnęły wyobraźnią najmłodszego pokolenia. Dziewczynki chcą być w zabawie Elsą albo Anną.
Na długo przed tym, nim pojawił się sequel disneyowskiego hitu, rozpoczęły się spekulacje: czy Elsa okaże się lesbijką? Dodajmy, że nie były one całkiem pozbawione podstaw: na taki „coming out” naciskali przedstawiciele ruchu LGBT, upatrując w młodej królowej świetny materiał na pierwszą silną reprezentantkę swojej ideologii w krainie baśni. Bo w końcu Elsa taka „inna”, oddalona jakaś, no i – w przeciwieństwie do swojej siostry – nie ma ciągle swojego księcia. A że w paryskim Disneylandzie odbyła się w tym roku w Dzień Dziecka parada równości (sic!), po „Krainie lodu II” też można było się spodziewać wszystkiego.
Forma przesłania treść
Od razu więc Państwa uspokoję: niczego takiego w tym filmie nie ma. Zresztą już kilka miesięcy temu scenarzystka obu części „Krainy lodu” Kristen Anderson-Lopez zdementowała pogłoski na ten temat: „Jest tak wiele filmów, w których osobowość kobiety jest determinowana jej romantycznym zainteresowaniem. To nie jest ta historia, którą chcielibyśmy teraz opowiedzieć. To, co naprawdę chcielibyśmy przekazać, to to, jak ona ze szczególną siłą będzie się rozwijać, zmieniać, znajdować swoje miejsce w świecie i odpowiedzi, których wcześniej nie otrzymała”. W tej wypowiedzi niepokoi jedynie słowo „teraz”, które można by potraktować jako furtkę dla realizacji podobnych pomysłów w przyszłości. Jednak po pierwsze: równie dobrze może chodzić o to, że u boku Elsy kiedyś pojawi się w końcu mężczyzna, a po drugie: na razie nikt nawet nie potwierdził, że jakakolwiek kontynuacja cyklu w ogóle powstanie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.