Powalająca siła milczącego głosu

Franciszek Kucharczak

GN 44/2021 |

publikacja 04.11.2021 00:00

Jest w Polsce biblioteka, która mogłaby posłużyć za scenografię do filmów. Ale to nie film – to miejsce, w którym trzy wieki temu czas się zatrzymał.

Klasztorna biblioteka zachowała się w idealnym stanie. Henryk Przondziono /FOTO GOŚĆ Klasztorna biblioteka zachowała się w idealnym stanie.

Z korytarza pełnego wypłowiałych naściennych malowideł wchodzimy do czegoś, co wygląda jak wielka szafa. To trochę tak jak w Narnii – baśniowym świecie, do którego wchodziło się przez szafę. Tu, w dawnym klasztorze kanoników regularnych w Żaganiu, „szafa” to wejście na prowadzące w górę schody. Trzeba uważać, bo pamiętające średniowiecze stopnie mają różną wysokość. Ale prawdziwy „inny świat” czeka nas na piętrze. Tam dochodzimy do wiekowych drzwi z metalowymi okuciami. Nad nimi widnieje łaciński napis: „Ta brama stoi otworem dla tych, którzy chcą poznać naukę. Tutaj ci, którzy zeszli z tego świata, uczą nas milczącym głosem”.

Wyróżniające się w napisie złote litery tworzą jednocześnie cyfry rzymskie. – Tu jest zakodowana data. Kiedy się te złote cyfry doda, otrzymamy rok 1732 – opowiada przewodnik Halina Gacek. Wyjaśnia, że to wtedy, po wielkim pożarze Żagania, w tym i klasztoru, urządzono tu na nowo bibliotekę.

Wielki klucz zgrzyta w zamku i… wchodzimy w rzeczywistość tych, którzy już dawno „zeszli z tego świata”. Tu czas jakby przestał płynąć 300 lat temu. Barokowe malowidła na kopulastych sklepieniach sprawiają wrażenie przestrzeni sakralnej. Książki w bogato zdobionych regałach, zajmujących całe ściany od podłogi do sufitu, wydają się czekać na spragnionych wiedzy studentów i naukowców. Tak jak było przez wieki. To tu wiedzę zdobywali wybitni teologowie, specjaliści w zakresie prawa kanonicznego i inni poszukiwacze mądrości.

Bezcenny zbiór

Wyjątkowość tej biblioteki docenia każdy, kto tu wchodzi. – Wszyscy otwierają usta z zachwytu. A młodzi często wołają: „O! Harry Potter!” – śmieje się przewodniczka. Osobom nieco starszym widok ten kojarzy się z głośną swego czasu powieścią „Imię róży” Umberto Eco. Nic dziwnego. Niewiele jest dziś podobnych miejsc, w których zachował się klimat „świątyni wiedzy”. Przemawiający tu kiedyś „milczący głos” to setki bezcennych ksiąg, które zgromadzono w tym miejscu. Już pod koniec średniowiecza biblioteka zawierała około 800 rękopisów, częściowo stworzonych w tutejszym skryptorium. Do końca XVI w. księgozbiór wzbogacił się o dodatkowe 250 inkunabułów, czyli najwcześniejszych druków.

– Biblioteka zawierająca ponad tysiąc tomów była na owe czasy uważana w całej Europie za wielką – zapewnia Halina Gacek.

To zrozumiałe, że dla tak cennej zawartości stworzono odpowiednie warunki, zarówno estetyczne, jak i techniczne. Świadczy o tym także posadzka. – Tu nie ma ogrzewania i nigdy nie było. Pochłaniaczem wilgoci są płyty piaskowca i położone między nimi klepki z czarnego dębu – tłumaczy przewodniczka, wskazując na podłogę ułożoną z kamiennych ośmiokątów, uzupełnionych drewnianymi wstawkami.

Wyspa Kalifornia

Wskutek wojen, pożarów, a wreszcie kasaty zakonu w 1810 roku przez władze pruskie książki zostały rozproszone. Największa ich część znajduje się w bibliotece uniwersyteckiej we Wrocławiu. Obecnie na półkach stoją tu dziś głównie dzieła z XVII, XVIII i XIX wieku, szczęśliwym trafem jednak ocalało samo pomieszczenie wraz z wyposażeniem i wystrojem malarskim. Zachowały się niektóre księgi liturgiczne. Jedna z nich, ręcznie pisany antyfonarz z XVIII wieku, stoi na specjalnym pulpicie na stole. Przewodniczka zakłada białe rękawiczki i otwiera księgę. Widzimy łacińskie teksty do śpiewania podczas liturgii. To setki stron zapełnionych gregoriańskim zapisem muzycznym. Całość oprawiona w okładki z desek obłożonych skórą. – Kiedyś tak oprawiano książki, stąd czytanie „od deski do deski” – wyjaśnia Halina Gacek.

Uwagę zwracają dwa bezcenne globusy z początku XVII wieku. Pochodzą z pracowni słynnego wówczas niderlandzkiego kartografa Willema Blaeu. Jeden globus przedstawia gwiazdozbiory, a drugi Ziemię. Kontury Europy, Azji i Afryki są przedstawione i opisane w sposób dokładny i bliski stanowi faktycznemu. Można nawet rozpoznać obszar Polski z półwyspem Helskim. Gorzej z Ameryką, która w tamtych czasach dopiero była poznawana. W wielu miejscach dominują „białe plamy”, a obszar dzisiejszej Kalifornii to na globusie… wyspa. Australia jest, ale jedynie w zarysie, a Antarktydy w ogóle nie ma.

Gdy rozmawiamy, stojąc w środku pod usytuowaną w głębi biblioteki kopułą, słyszymy dziwny pogłos, jakby wielokrotnych odbić dźwięku. Natomiast znajdując się w przeciwległych narożnikach pomieszczenia, możemy rozmawiać ze sobą, słysząc się wyraźnie, nawet gdy mówimy szeptem. – To sklepienie szeptane – przewodniczka wskazuje kopułę. Dzięki temu osoby korzystające z książek mogły się porozumiewać szeptem, będąc z dala od siebie i jednocześnie nie przeszkadzając innym.

Klimat mądrości

Choć w bibliotece nie ma już dawnego księgozbioru, wciąż jednak ci, którzy tu wchodzą, mogą poczuć tę atmosferę umiłowania mądrości, jaka przez wieki towarzyszyła użytkownikom tego miejsca. Jej świadectwem są malowidła i widoczne na ścianach napisy. „Mądry na początku myśli o tym, jaki będzie koniec” – głosi łacińska sentencja na jednym z pendentywów, czyli narożnych elementów architektonicznych. Na innym czytamy: „Mądrość jest silniejsza od zbrojnego oręża”. Kolejny pendentyw nosi napis: „Mądrość sprawiedliwego polega na umiłowaniu prawdy”. Czwarty, ozdobiony malowidłem przedstawiającym śmierć, która przyszła po bogacza, przypomina: „Mądrość umierającego nie polega na trwaniu w złym życiu”.

Każdy element malowideł niesie związane z mądrością przesłanie. – Proszę spojrzeć tutaj: widzimy drzewo, po którego owoce sięgają dwie ręce – jedna z ziemi, druga z nieba. Można to wyjaśnić w ten sposób, że po dobrą książkę sięgają i dobrzy, i źli ludzie: ci pierwsi ku pokrzepieniu, ci drudzy – ku nawróceniu – opowiada Helena Gacek. Wskazuje też na inny motyw: drzewo w połowie rozwinięte, a w połowie uschnięte. – Znaczy to, że czytając różnych autorów, można albo rozkwitnąć, albo uschnąć – tłumaczy.

Biblioteka w Żaganiu ma zniewalający urok. – Tu by się chciało być ciągle, trudno stąd wychodzić – zauważa przewodniczka. Coś w tym jest. Z czego się to bierze? Może z faktu, że wśród książek, z których czerpało wiedzę wiele pokoleń, człowiek może jedynie rozkwitnąć.

Obiecadło

Biblioteka żagańska jest wymownym świadectwem wysokiego poziomu naukowego i kulturalnego Zakonu Kanoników Regularnych św. Augustyna. Ale nie tylko ona stanowi pamiątkę działalności zakonu. Pracy naukowej służyły także inne części zespołu klasztornego. Szczególne zasługi pod tym względem położył żagański opat Jan Ignacy Felbiger, sprawujący tę funkcję w latach 1758–1778. Za jego czasów w wieży klasztornej powstały obserwatorium astronomiczne i stacja meteorologiczna, a na wieży kościoła zainstalowano pierwszy w Europie piorunochron.

Opat zasłynął też jako reformator szkolnictwa. Zaczął od szkoły klasztornej, następnie założył pierwsze na Śląsku seminarium nauczycielskie. On też stworzył elementarz niemiecko-polski „Obiecadło” dla dzieci mówiących po polsku. Oglądamy wystawiony w gablocie egzemplarz tej książki.

– Te książki były drukowane dla potrzeb ludności Górnego Śląska, bo na terenie Dolnego Śląska osób posługujących się językiem polskim już nie było – dopowiada Halina Gacek.

Ocalona wspaniałość

Wchodzimy do przylegającego do klasztoru kościoła. To imponująca budowla. Jakimś cudem, choć miasto legło w gruzach, zarówno świątynia, jak i klasztor ocalały w czasie frontu w 1945 roku. Dzięki temu w kościele zachował się wspaniały barokowy wystrój. Sama bryła budowli nosi ślady pierwotnego stylu gotyckiego, lecz bogate wyposażenie z tamtego czasu zostało usunięte przez protestantów podczas reformacji. Po odzyskaniu świątyni wnętrze zyskało wyposażenie, które przetrwało do dziś. Uwagę zwracają stalle z 1695 r., a także kamienny sarkofag księcia głogowsko-żagańskiego Henryka Wiernego. W tylnej części kościoła przy bocznej ścianie stoi wspaniały renesansowy ołtarz Świętej Trójcy z warsztatu Wita Stwosza. Ważnym elementem wyposażenia kościoła są organy z XVIII wieku, na których w 1857 r. podczas ślubu wnuczki księżnej Doroty Talleyrand z księciem Antonim Radziwiłłem grał sam Franciszek Liszt. Wydarzenie to stało się inspiracją do odbywającego się tam corocznego Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej im. Franciszka Liszta.

Dziś kompleks klasztorny w Żaganiu tylko w części należy do Kościoła. Po kasacie zakonu znaczną część obiektu przejęło państwo pruskie. Później mieściły się tam różne instytucje, a za PRL na miejscu dawnego konwiktu zorganizowano Dom Turysty PTTK. Obecnie część ta znajduje się w rękach prywatnych i niszczeje. Pozostaje mieć nadzieję, że to się zmieni, tym bardziej że cały kompleks poklasztorny w Żaganiu został w 2011 roku uznany za pomnik historii, czyli zabytek najwyższej klasy.•