publikacja 26.05.2011 21:51
Słuchaj zamiast czytać – zachwalają reklamy audiobooków. To „zamiast” trochę niepokoi. Bo czy to znaczy, że książki mó-wione mogą zastąpić tradycyjną lekturę?
fot. Henryk Przondziono
Audiobooki mogą być uzupełnieniem lektury, ale to czytanie rozwija wyobraźnię
Audiobooki nie są niczym nowym. W USA weszły na rynek już w latach 30. ubiegłego wieku. Także w Polsce pojawiła się w tym samym czasie pierwsza jaskółka tego nurtu: firma Orpheon nagrała na płycie analogowej bajki Adama Mickiewicza w wykonaniu aktora i malarza Mariusza Maszyńskiego. Później nośnikiem książek mówionych stała się kaseta magnetofonowa. Od lat 60. XX wieku nagrywano je dla potrzeb Biblioteki Polskiego Związku Niewidomych. Zarówno na płytach, jak i kasetach ukazywały się słuchowiska dla dzieci. Jednak dopiero ostatnie lata zaowocowały prawdziwym wysypem książek mówionych. W Szwecji już 10 proc. publikowanych książek to audiobooki. Również w naszym kraju księgarnie odnotowały w ostatnich latach znaczny wzrost ich sprzedaży. Na zakup książek audio przeznaczamy rocznie blisko 20 mln zł. Jak wytłumaczyć gwałtowny przypływ zainteresowania takim sposobem odbioru literatury?
Jeśli podczas słuchania audiobooka dodatkowo wykonujemy inne czynności, skupienie uwagi na tekście staje się jeszcze trudniejsze. Mimo wszystko słuchanie audiobooków wydaje się o wiele lepszym rozwiązaniem od czytania, tak popularnych wśród młodzieży, bryków. W przypadku książki mówionej uczeń obcuje bowiem z oryginalnym tekstem literackim, zaś opracowania banalizują utwór, sprowadzając go albo do samej fabuły, albo do kilku zagadnień najchętniej omawianych przez nauczycieli na lekcjach.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł